klif on-line

Wpisy

  • czwartek, 05 kwietnia 2012
  • środa, 04 kwietnia 2012
  • wtorek, 03 kwietnia 2012
    • swój rozum jednak pani Cliff ma

      Cliff vel Szczuria nie jest przesadnie mądrym psem, chociaż jamniki są często mądre właśnie. Ale inteligencja jest też cechą osobniczą i to logiczne, że nie wszystkie jamniki zostały nią po równo obdzielone. W porównaniu ze swoją poprzedniczką również jamniczką szorstkowłosą od lat już tytulowaną Nieboszczką, Cliff jest zdumiewająco nieporadna: nie umie sobie zrobić porządnego tunelu-legowiska, co chyba każdy norowiec powinien umieć, nie potrafi łapą ani mordką uchylić szerzej drzwi, jeśli się w szparę nie mieści, nie potrafi złapać w locie żadnego kąska, nie potrafi  wejść pod koc jak jest jej zimno. No powiedzmy wprost: okropnie jest dupowata. Ale swój rozum jednak ma. Dwa lata temu w trakcie pokonywania schodów z plaży spadła ze stopnia i trochę się poobijała, przez kilka dni miała pewne problemy z chodzeniem. Ten stopień był wyraźnie wyższy od pozostałych i ona go sobie zapamiętała: nigdy więcej na niego nie wskoczyła, obchodziła starannie to miejsce poruszając się klifem równolegle do schodów, aby powyżej feralnego stopnia znowu na nie powrócić.  Nawiasem mówiąc nie bardzo wiem czemu psy korzystają ze schodów, chyba przez naśladowanie człowieka, bo wydaje się, że wygodniej i ciekawiej byłoby iść obok.

      Parę tygodni temu wróciła do domu nieswoja, chowała się po kątach i widać było, że ma jakiś problem. Przyjrzałam się jej uważnie i okazało się, że nie domyka jej się mordka. Zadzwoniłam do weterynarza, który zasugerował ciało obce w jamie gębowej. Zapakowałam psa do samochodu zastanawiając się jakim to sprzętem specjalistycznym weterynarz usunie coś z paszczy tej chwilami agresywnej bestii. Pech chciał, że akurat w tak delikatnym momencie samochód nie chciał zapalić. Psina zaczęła popiskiwać.  Pomyślałam, że muszę zadzwonić po taksówkę. Podeszłam żeby wyjąć ją z samochodu i spróbowałam rozchylić jej szczęki: okazało sie to dość łatwe i moim oczom ukazał się kawałek korzenia czy patyka wbity w poprzek górnego podniebienia. Wydłubałam jej bez problemu to ciało obce, taksówka okazała się zbędna.

      Wczoraj historia z niedomkniętą mordką powtórzyła się - tym razem Cliff sama do mnie podeszła jakby pamiętając, że mogę jej pomóc. A ja tym razem w ogóle nie pomyślałam, żeby jej do mordki zajrzeć, tylko nie bez strachu włożyłam od razu rękę i na ślepo udało mi się wyjąć kolejny zaklinowany patyk. Myślę, że zabieg mógł ją odrobinę zaboleć.  Fakt że nie kłapnęła szczęką w trakcie moich manipulacji uważam za dowód mądrości zwierzęcia: ona lubi czasem ugryźć, ale w tym wypadku jakby rozumiała, że skoro przyszła do mnie po pomoc, to nie ma prawa gryźć. Można powiedzieć, że zaufałyśmy sobie nawzajem i żadna z nas się nie zawiodła. A ja po tej drugiej przygodzie czuję się już prawie wykwalifikowanym chirurgiem szczękowym.

      Morze dalej bardzo ciemne, ale już tak nie wieje. Chyba jednak pogoda będzie uprzejma się poprawić.

      na zdjęciu Nieboszczka zdybana w pościeli dziecka. Chyba jedyny zakaz, który to poczciwe stworzenie nieustająco łamało. Poza tym miała naturę anioła i szczeknęła tylko raz w życiu na widok foliowej torby unoszonej przez wiatr.

      

      

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „swój rozum jednak pani Cliff ma”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 kwietnia 2012 12:35
  • poniedziałek, 02 kwietnia 2012
    • masz Czesiu rację!

       

      wyglądam rano na podwórko, żeby sprawdzić pogodę, a tu mój wzrok potyka się o zapomnianą przez noc zieloną skrzynkę firmy O. V. Jorgensen. i nie mogę wprost się nadziwić, jak to podwórko bez niej żałośnie wyglądało. jak ja tu w ogóle bez tej skrzynki żyłam?! jak dom położony najbliżej klifu z całej wsi mógł być tak całkowicie pozbawiony związku z morzem?!

      masz racje, Czesiu, z tymi flądrami zbyt dosłowna byłam. powiedzmy zatem, że to jest po prostu skrzynka na ryby, która legitymizuje nadmorskość domu na klifie. i ma sobie tak właśnie niedbale leżeć na podwórku, jak to skrzynka na ryby przy domu nad morzem leżeć potrafi. jak jest morze, to będą i ryby. może sobie pan dyrektor Ole Jorgensen z rudymi włosami tu po nią osobiście przyjechać, ale ja zmieniłam koncepcję i nie mam już zamiaru mu jej oddać. spotkamy się najwyżej w sądzie i zobaczymy co na to prawo morskie.

      skrzynka skrzynką, a tu się okazuje, że nadchodzi stulecie Titanica! akurat ostatnio oglądałam sobie w necie stare pocztówki ze statkami i przeglądałam listy pasażerów transatlantyków sprzed 100-130 lat. nie miałam pojęcia, że do internetu wrzucono takie skarby. zamiast np.wgryzać się w szczegóły konfliktu pani Torańskiej z panem Bielanem, o ileż ciekawiej jest takie strony poodwiedzać. co nie zmienia niestety istoty sprawy: internet potwornym złodziejem czasu jest!

      Czesiu, Ty masz wyraźne etnologiczne zacięcie, odpowiedz mi proszę na jedno mocno aktualne i wiecznie żywe pytanie: czy ten potworny obyczaj pucowania okien przed Wielkanocą, który pozostawiłam z blokiem w odległej Warszawie pleni się także na pomorskiej wsi w bieżącym stuleciu? czy mocno wietrzna pogoda i konieczność studiowania listy pasażerów statku President Lincoln nie zwalniają przypadkiem z tego jakże nudnego procederu? 

      a może jednak spróbować umyć te okna? w bloku się buntowałam i myłam po świętach, to może bym się na wiosce bardziej akuratną gospodynią domową okazała? trzeba sprawdzić prognozy jak długo jeszcze będzie tak wiało, może postawić na to, że kiedyś jednak przestanie?

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „masz Czesiu rację!”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 kwietnia 2012 11:16
  • niedziela, 01 kwietnia 2012
    • dary morza

      pięknie dzisiaj rano nad morzem było: wietrznie, sztormowo, morze prawie czarne, ale w sumie takie zebrowate z dużą ilością białych ogromnych fal. czujni paralotniarze musieli b.wcześnie się zebrać z domów, bo przed dziewiątą fruwali już sobie w najlepsze. niestety zapomniałam aparatu, a komórka całkiem nie załapała czarnego koloru morza.

      wielokrotnie widywałam ludzi przeszukujących plażę po sztormie albo przypływie i zastanawiałam się jakie też skarby znajdują. ja sobie dotychczas tylko jedną buteleczkę po szwedzkim napoju kaktusowym przyniosłam, bo mi się na flakonik do kwiatków spodobała.

      a dzisiaj wróciłam z ogromnym łupem. długo się zastanawiałam czy się wdawać w ten biznes, bo brak mi pomysłu na zagospodarowanie. na mnie magicznie działają zagraniczne nazwy, opisy i adresy. takiej pustej, niepodpisanej bym nie tknęła.to się za człowiekiem od głębokiej komuny ciągnie: jak się na dawnych ciuchach w Warszawie kupowało ubrania, to metka była ogromnie ważnym elementem zakupu. zawsze się ją starannie, wielokrotnie studiowało, bo działała na wyobraźnię szarego peerelczyka. potem to już się więcej jeździło więc i metki i ciuchy przestały tak kręcić. ale byli też zapóźnieni, co bardzo długo nigdzie nie wyjeżdżali i kolekcjonowali sobie puste butelki po szamponach zagranicznych na półkach w łazience. niektórym to nawet opakowań z Pewexu żal było wyrzucić, takie to były smętne czasy.

      teraz jest fajnie, bo sobie każdy taki łup można spróbować wyguglać. moja zielona skrzynka O.V. Jorgensen (o przekreślone) okazała się własnością jakiegoś duńskiego potentata rybno-transportowego. weszłam sobie na stronę, a tam zdjęcia, telefony wszystkich dyrektorów, maile. mogłabym zadzwonić, że znalazłam w Poddąbiu ich zieloną skrzynkę o pojemności 45 litrów. ciekawe, czy by ktoś chciał ze mną o niej porozmawiać? a może cwany Duńczyk by poprosił o dostarczenie jej do firmy na własny koszt? całkiem porządna ta skrzynka, tylko kompletnie mi po nic. basenu ogrodowego dla pieska z niej nie zrobię, bo ma dziurki. no ale skoro już ją przytargałam, to trzeba będzie znaleźć jej jakieś zastosowanie. może będzie mi służyła jako pojemnik na kolejne skarby, które zacznę nałogowo przynosić z plaży? lepiej nie, bo skończę jak te wszystkie staruszki, co kolekcjonują góry śmieci i zatroskani sąsiedzi dzwonią do służb porządkowych, żeby rozwiązały problem kolekcjonerki, bo coś nie pachnie wokół. 

      ale ta skrzynka całkiem poważnie się prezentuje. może by mi ktoś podpowiedział do czego mogłaby służyć?

       

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „dary morza”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 kwietnia 2012 11:53

Tagi

Kanał informacyjny