klif on-line

Wpisy

  • czwartek, 16 listopada 2017
    • taka sytuacja

       

             sztormowy dzień

       

       


       

       

       

             nagle z piany morskiej powoli wynurza się Afrodyta

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

             nieco później, w niezbyt odległym miejscu, pospiesznie wynurza się  z fal morskich Afrodyt

       

       


       

       

       

             ciekawe co dalej. kto będzie, o ile w ogóle będzie, następny? macie jakieś sugestie w tej sprawie? 136ty, nie ukrywam, że najbardziej liczę na Ciebie. co oczywiście nie znaczy, że na innych nie liczę...liczę na Was wszystkich i czekam lekko zaniepokojona i bardzo zaciekawiona...

       

       

       


       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „taka sytuacja”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 listopada 2017 21:26
  • niedziela, 12 listopada 2017
  • czwartek, 09 listopada 2017
    • o śmierci bez przesady

       

      O śmierci bez przesady

      

      Nie zna się na żartach,

      na gwiazdach, na mostach,

      na tkactwie, na górnictwie, na uprawie roli,

      na budowie okrętów i pieczeniu ciasta.

       

      W nasze rozmowy o planach na jutro

      wtrąca swoje ostatnie słowo

      nie na temat.

       

      Nie umie nawet tego,

      co bezpośrednio łączy się z jej fachem:

      ani grobu wykopać,

      ani trumny sklecić,

      ani sprzątnąć po sobie.

       

      Zajęta zabijaniem,

      robi to niezdarnie,

      bez systemu i wprawy.

      Jakby na każdym z nas uczyła się dopiero.

       

      Tryumfy tryumfami,

      ale ileż klęsk,

      ciosów chybionych

      i prób podejmowanych od nowa!

       

      Czasami brak jej siły,

      żeby strącić muchę z powietrza.

      Z niejedną gąsienicą

      przegrywa wyścig w pełzaniu.

       

      Te wszystkie bulwy, strąki,

      czułki, płetwy, tchawki,

      pióra godowe i zimowa sierść

      świadczą o zaległościach

      w jej marudnej pracy.

       

      Zła wola nie wystarcza

      i nawet nasza pomoc w wojnach i przewrotach,

      to, jak dotąd, za mało.

       

      Serca stukają w jajkach.

      Rosną szkielety niemowląt.

      Nasiona dorabiają się dwóch pierwszych listków,

      a często i wysokich drzew na horyzoncie.

       

      Kto twierdzi, że jest wszechmocna,

      sam jest żywym dowodem,

      że wszechmocna nie jest.

       

      Nie ma takiego życia,

      które by choć przez chwilę

      nie było nieśmiertelne.

       

      Śmierć

      zawsze o tę chwilę przybywa spóźniona.

       

      Na próżno szarpie klamką

      niewidzialnych drzwi.

      Kto ile zdążył,

      tego mu cofnąć nie może.

       

                          /Wisława Szymborska/

       

       

       

      obraz oczywiście Zdzisława Beksińskiego

       

       

       

       

       

       


      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (20) Pokaż komentarze do wpisu „o śmierci bez przesady”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      czwartek, 09 listopada 2017 11:15
  • niedziela, 05 listopada 2017
    • skandal metafizyczny

       

             po pierwszych dwóch dniach listopada spędzonych w chałupie na paleniu zniczy i refleksjach wokół spraw ostatecznych, człapiemy w piątek z Panną Cliff nad morze. ku naszej wielkiej radości zastajemy plażę na swoim miejscu. Bałtyk, po wielodniowych napadach wściekłości, a w porywach wrednej agresji, stracił sporą część swego wigoru. tylko chwilami odgraża się jeszcze pojedynczymi rozwrzeszczanymi falami. niebo błękitne, wieje lekki i dość ciepły wiatr, temperatura powietrza jak na tę porę roku więcej niż przyzwoita. czyli żyć nie umierać. no właśnie, a tymczasem życie wskazuje kierunek odwrotny..."ach, jak mi będzie strasznie brakowało świata" - przeczytałam wczoraj takie zdanie z notesu Jerzego Pilcha. nie wiem, czy będzie mi brakowało całego świata, ale morza i klifu na pewno. w sumie to jest jednak paskudny paradoks, że jak już człowiek się w tym życiu jakoś umościł, zorganizował, zmądrzał, zrozumiał co  jest naprawdę ważne, a co może sobie spokojnie odpuścić, pojawia się ta Miss Wykidajło i wyłącza nam prąd. w ciągu dnia, ewentualnie w nocy, ale to jest akurat bez znaczenia. niewątpliwie miał rację profesor Bogusław Wolniewicz, gdy nazwał śmierć skandalem metafizycznym.

               na razie, korzystając z pięknej pogody i tego, że jeszcze żyjemy zawędrowałyśmy spory kawałek w kierunku Dębiny.  i o dziwo, żadna z nas nie wydaje się zmęczona. no to idziemy dalej. w pewnym momencie nie widzę w pobliżu Panny Cliff. oglądam się: została dość daleko w tyle. naturalnie wracam. psina wykonuje dziwne ruchy trąc nerwowo paszczą o piasek. w rezultacie nos ma cały zapiaszczony, chyba zatkany, wzrok smętny, minę ponurą. otrzepuję jej pysk, próbuję odetkać nos i przyglądam się uważnie. no tak, znowu ma krzywy pysk, który się nie domyka.

              Cliff jest fanatyczną konsumentką patyków, szczególnie tych z morza. chyba mają jakiś specyficzny smak, a już na pewno są słone. gryzie je z typowo jamniczą zajadłością. czasem kawałek patyka zaklinowuje się jej w twardym podniebieniu, które przypomina u psa tory kolejowe. sama nie potrafi się od niego uwolnić, ale ja umiem jej taki patyk wyjąć. gdy się to wydarzyło po raz pierwszy zadzwoniłam do weterynarza podając objawy, a ten błyskotliwie orzekł, że  zwierzak ma prawdopodobnie w pysku ciało obce. wyjeżdżałyśmy już do Ustki na niezbędny zabieg medyczny, kiedy z ciekawości zajrzałam Cliff do pyska i zobaczyłam zaklinowany patyk. bez przekonania podłubałam palcem, a tymczasem patyk nieoczekiwanie dał się bez żadnych narzędzi chirurgicznych usunąć. to było w czasie naszej pierwszej jesieni na klifie. od tego czasu sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie, a ja z coraz większą wprawą i pewnością siebie uwalniałam Cliff od problemu. piękne to uczucie i ogromna satysfakcja naprawić osobiście krzywy pysk zwierzaka. chociaż nigdy nie jestem do końca pewna czy tym razem również dam radę, ani czy mnie swoimi nad podziw zdrowymi zębami nie kłapnie. no nic, jak nie zaryzykujesz, to się nie przekonasz.

              operację zaczynam od strofowania: - czy ty musisz tak łapczywie pożerać te patyki? myślisz pewnie, że ja do końca świata będę ci ten krzywy ryj reperowała - tak, do końca świata i jeden dzień dłużej - odpowiada zwierzę z krzywym ryjem - niestety jesteś w błędzie, a ja nie mam dla ciebie dobrych wiadomości. końca świata raczej nie będzie, za to my się powoli kończymy. tak tak, pewnego dnia skończą się spacerki, patyki, parówki, psie ciasteczka...i co będzie? - pyta Panna Cliff - co będzie? jakby ci tu powiedzieć...a zresztą, co mam ci owijać w bawełnę. wiesz, co będzie? skandal metafizyczny będzie. Cliff patrzy na mnie wybałuszonymi gałami. chyba nie do końca rozumie. być może nie zna słowa metafizyczny. może to i lepiej. najważniejsze, że i tym razem udaje mi się wydłubać patyk.  w pogodnym nastroju kontynuujemy słoneczny marsz do Dębiny. 

       

       

       


       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „skandal metafizyczny”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 listopada 2017 11:40
  • niedziela, 29 października 2017
    • sztormowo, kolorowo

       

             znowu mamy sztorm. plaża w Poddąbiu prawie nie istnieje. szłyśmy po południu z Panną Cliff wąziutkim paskiem lądu, co chwilę zalewanym przez rozjuszony Bałtyk. wiało straszliwie. w pewnym momencie straciłam Cliff z oczu. w pierwszej chwili pomyślałam, że mi ją zagarnęło morze. oczywiście potwornie się zdenerwowałam. gdy jednak okazało się, że czarny scenariusz podpowiedziany przez moją zawsze niezmiernie usłużną wyobraźnię się nie spełnił i psina wychynęła zza krzaka, postanowiłam dłużej nie ryzykować. na wszelki wypadek przypięłam jej smycz i zarządziłam odwrót. decyzja okazała się słuszna, bo po chwili zaczął padać spory grad. wróciłyśmy do chałupy zmarznięte i przemoczone, ale spotkania z żywiołem nie żałuję, bo było na co popatrzeć. następnym razem, żeby nie kusić złego losu pójdę jednak sama. i porządniej się ubiorę.

       

      tak wyglądała dzisiaj plaża

       


       

       

             ale zamiast dzisiejszego, chciałabym pokazać zdjęcia ze sztormu, który miał miejsce 8 października. nie wiem czemu robię to z takim opóźnieniem. był to jeden z najbardziej zjawiskowych, kolorowych i niezapomnianych wieczorów, jakie zdarzyło mi się przeżyć nad Bałtykiem.

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       


       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „sztormowo, kolorowo”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 października 2017 18:47

Tagi

Kanał informacyjny