klif on-line

Wpisy

  • niedziela, 03 grudnia 2017
    • na gigancie

       

             Panna Cliff od pewnego czasu odmawia spacerów po lesie. dlatego szwendamy się głównie po plaży. w czwartkowe popołudnie nad morzem nie było oprócz nas żywej duszy. słońce zaszło ekspresowo bez przesadnych fajerwerków.

       

       


       


                 nie pozostawiło też żadnej, nawet symbolicznej poświaty. po zachodzie natychmiast zapadł zmrok. wtedy wyrósł nagle spod ziemi, a właściwie piasku, spory pies znany mi z widzenia. a za moment przybiegła lokalna celebrytka Gandzia. przywitałyśmy się z Gandzią serdecznie, po czym oba psy, łapa w łapę zaczęły się od nas oddalać. nawiasem mówiąc łatwość z jaką Gandzia pozyskuje kolejnych absztyfikantów jest godna pozazdroszczenia, Cliff natomiast nie ma na tym polu wielkich sukcesów.


       


       

       

       

             Panna Cliff uważnie obserwowała oddalającą się w stronę Rowów parę. wydawało się, że chciałaby do nich dołączyć, ale nie ma odwagi. może było jej przykro, że Gandzia jest taka niezależna? nie dość, że biega sobie samopas po Poddąbiu i okolicy, a ostatnio pobiegła z panami z budowy aż do Rowów, to jeszcze skołowała sobie nowego narzeczonego. a ona ciągle potulnie drepcze w pobliżu baby i nawet nie pamięta kiedy ostatni raz gdzieś się samodzielnie na dłużej niż parę minut wybrała. może to było cztery lata temu, a może pięć?

       

             następnego dnia, w piątek, przed południem, przywitał nas na plaży sztorm


       


       

       

                 Cliff jak zwykle dzielnie sobie radziła uciekając przed falami, po czym przeniosła się na szerszy odcinek plaży, trochę od fanaberii morza oddalony

       

       


       

       

             po paru kwadransach z pewnym ociąganiem się potuptała za mną w kierunku schodów. weszłyśmy na górę, po czym straciłam ją z oczu. po prostu przepadła. czekałam na nią prawie 5 godzin coraz bardziej zdenerwowana. usłużna wyobraźnia podsuwała mi scenariusze delikatnie mówiąc niezbyt akceptowalne. w końcu pojawiła się mokra, przeraźliwie brudna, zmęczona, przesiąknięta zapachem stęchlizny. nie w głowie mi było zrobienie jej zdjęcia, ale znalazłam podobne, gdy zniknęła kiedyś na chwilę na podmokłym terenie.


       


       

       

             pytanie: zwiała kilkanaście godzin po spotkaniu hasających psów przypadkiem, czy pozazdrościła im daru wolności?

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „na gigancie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 grudnia 2017 13:38
  • czwartek, 30 listopada 2017
  • niedziela, 26 listopada 2017
  • czwartek, 23 listopada 2017
    • jesienne migawki z plaży i klifu

       

       

             jak się człowiek włóczy po pustym zazwyczaj klifie czy plaży, to czasem jednak kogoś spotka. albo tylko zobaczy, jak tego listopadowego paralotniarza. bardzo lubię takich  ludzi: odważnych, niekonwencjonalnych i z fantazją. 

       

       


       

       

       

             można się też napatoczyć na fotograficzną sesję ślubną. ci państwo młodzi szczególnego fartu nie mieli: było szaro, zimno, a w dodatku trafił im się dzień praktycznie bez zachodu słońca. przy tym zdjęcia jak na mój gust mocno kiczowate...

       

       

       


       

       

       

       

       

       

               na klifie od października spotkać można osoby wyposażone w plastikowe skrzynki, które coś do tych skrzynek wkładają, a następnie energicznie nimi potrząsają. moją ciekawość w kwestii tego tajemniczego procederu zaspokoiła spotkana pod koniec października  pani Ela 

       

       


       

       

             w ten sposób zbiera się i oczyszcza nasiona buku, tak zwaną buczynę. sprzedaje się te nasiona w skupie, w tym roku cena jest dość dobra: 20 zł za kilogram. dziennie zarobić można ponad sto złotych. dzisiaj poznałam męża i zięcia pani Eli. przyjeżdżają na poddąbski klif z miejscowości oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów: podobno jakość nasion jest tutaj bardzo wysoka.


       


       

       

       

              dzisiaj na plaży zobaczyłam pierwszy raz panią zażywającą kąpieli w listopadowym lodowatym Bałtyku. dotychczas widywałam jedynie panów, skądinąd całkiem nielicznych.

       

       


       

       

                pani, która pływała około 10 minut okazała się bardzo sympatyczna, inteligentna i rozmowna. mieszka od kilkunastu lat w Słupsku, przyjechała do nas z Białorusi. towarzyszył jej syn poruszający się o kulach. na szczęście nie jest kaleką, kule są skutkiem kontuzji związanej z uprawianiem sportu. pani opowiedziała mi o tym jaką dyscyplinę sportu chłopak uprawia, poleciła też stronę internetową, na której mogę o nim poczytać. zajrzałam: bardzo zdolny zawodnik, miejmy nadzieję, że w niezbyt odległym czasie będzie mógł wznowić treningi.

       

             a na koniec dzisiejszy zachód słońca. nie będzie Dębina pluć nam w twarz, Poddąbie też ma (miewa?) swoje kamienie...

       

       



      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „jesienne migawki z plaży i klifu”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 listopada 2017 21:58
  • niedziela, 19 listopada 2017
    • listopadowy spacer z Julą

       

       

             gdy udaje mi się namówić Julę na spacer, Matka Natura bardzo się stara, żeby tego dnia kolorki były maksymalnie odlotowe

       

       


       

       

       

             

       

       

                 Gandzia i Panna Cliff biegają sobie radośnie. niby oddzielnie, ale w sumie jednak razem

       

       


       

       

       

       

       

       

       

       

             żeby było o co oko zaczepić, na morzu z reguły pojawia się jakiś obiekt. niekoniecznie jest to od razu transatlantyk, ale przecież swojski kuter też fajnie jest zobaczyć

       

       


       

       

       

              na koniec Matka Natura, dziękując Juli za odwiedziny na plaży, wręcza jej jakiś drobny upominek. jak widać na zdjęciu, nie taki zresztą drobny

       

       


       

       

             dlatego lubię spacery z Julą, ale niestety nie są one zbyt częste. no cóż, staram się ją zrozumieć: przecież jest to kobieta pracująca, a nie taka łajza plażowa jak  ja.

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „listopadowy spacer z Julą”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 listopada 2017 16:27

Tagi

Kanał informacyjny