klif on-line

Wpisy

  • niedziela, 06 sierpnia 2017
    • nałóg, z którym się nie walczy

       

             11.37 - start rodzinnej wycieczki rowerowej do Słowińskiego Parku Narodowego. powrót niecałą godzinę później w strugach deszczu. takie mamy lato niestety. na szczęście nikt nie rozpacza, bo wszyscy uzależnieni...

             jedyny to chyba nałóg, którego się człowiek nie wstydzi. i jedyny, z którym nie ma się ochoty walczyć. od wczesnego dzieciństwa tkwię w szponach tego nałogu. od zawsze pamiętam dziką radość, jaką dawało mi obcowanie z książkami. stałe oszukiwanie rodziców: nocne czytanie z latarką pod kołdrą, nabijanie kresek na termometrze, żeby zamiast szkolnej nudy spokojnie, w aurze chorego, dokończyć w łóżku pasjonującą lekturę, od której nie sposób się oderwać. a potem natychmiast zacząć następną. wyprawy do księgarni, szczęśliwe powroty z wymarzonym łupem, tony książek zabieranych na wakacje...wystarczy, kto sam tak ma, doskonale rozumie o czym piszę. pozostali, cokolwiek bym nie dodała, i tak nie poczują bluesa.    

             myślę, że jest to nałóg w znacznej mierze przekazywany genetycznie. a także środowiskowo. chociaż jak to zawsze bywa, zdarzają się odstępstwa od reguły: czytający rodzice nie zdołali przekazać tego genu dzieciom. ci młodsi najczęściej polegli w nierównej walce z konkurencją: grami komputerowymi, portalami społecznościowymi, czy też generalnie internetem, bezlikiem filmów i seriali telewizyjnych. bardzo im współczuję, chociaż mam świadomość, że mogli odnieść inne, godne pozazdroszczenia sukcesy wychowawcze. osobiście, jako matka, nie mogę się szczególnymi sukcesami pochwalić. chyba zabrakło mi talentu, uporu, stanowczości w wyznaczaniu granic. ale gdy moja trzydziestoletnia córka po przyjeździe nad morze wybebesza z plecaka furę książek, a następnie starannie przeszukuje moje nowości, sprawia mi to wielką radość. no cóż, nikt nie jest doskonały. pozostaje nadawanie na tych samych falach jako całkiem niezła nagroda pocieszenia.

      ps. mąż też nałogiem dotknięty, ale podobno mąż to nie rodzina


             właściwie napisałam to wszystko, aby mieć pretekst do zacytowania pięknego akapitu z Drugiego dziennika Jerzego Pilcha, który to akapit mógłby być moim mottem życiowym:

             "Wtedy królowałem w drugim centrum mojego świata, w małżeńskim mianowicie łożu rodziców. Uwielbiałem chorować, leżenie i oglądanie książek z obrazkami, z czasem ich czytanie było - i prawdę powiedziawszy, jest - sto razy prawdziwszą formą egzystencji od jakiegokolwiek innego kręcenia się po powierzchni planety."

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „nałóg, z którym się nie walczy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 sierpnia 2017 15:25
  • wtorek, 01 sierpnia 2017
    • w kolejce

       

             ustawiłam się w krótkiej kolejce do kasy w antypatycznym markecie w Słupsku. przede mną był szczupły mężczyzna bez koszyka. stał bokiem do kasy, właściwie obok kolejki. dość mocno pochylony, sprawiał wrażenie czymś bardzo zaabsorbowanego. po chwili zobaczyłam, że trzyma w dłoni mnóstwo drobnych monet, które usiłuje liczyć. nie było to proste, bo monet miał pełniutką garść. sporo tych najdrobniejszych, miedzianych. tak jakby opróżnił skarbonkę dziecka - pomyślałam w pierwszej chwili. chociaż chyba jednak nie skarbonkę, dzieci tak niskich nominałów raczej nie dostają. nawiasem mówiąc, ten najdrobniejszy bilon powinien zostać wycofany z obiegu. czytałam, że koszty produkcji są wyższe niż wartość tych monet. nie bardzo więc rozumiem, po co państwo do tego biznesu dokłada.

             spojrzałam w dół - obok pana liczącego drobniaki stał worek kartofli. spory, ale nie jakiś ogromny. chyba pan nie był pewny, czy mu na te kartofle wystarczy. zrobiło mi się głupio. dobrze, że moje zakupy też były skromne, tylko trzy produkty. gdybym miała wózek pełen różności, czułabym się  jeszcze mniej komfortowo. a pan liczył i liczył... miałam ochotę powiedzieć, że gdyby mu brakowało, to chętnie dołożę do zakupu. tyle że on stał w takiej pozycji, jakby nie chciał się z tą garścią drobniaków afiszować. i niczego ode mnie nie oczekiwał.

             usiłowałam przyjrzeć mu się uważniej, ale twarzy do końca nie zobaczyłam. ubrany był skromnie, w marketach to jednak normalne. właściwie niczym się nie wyróżniał. tylko te drobniutkie pieniądze i worek kartofli...gdy położył bilon na taśmę, kasjerka wzniosła oczy do nieba. ale nie skomentowała. dość długo liczyła, po czym wydrukowała paragon na dziewięć złotych z groszami. - zgadza się? - upewnił się pan, mimo że dostał przecież paragon. gdy kobieta na potwierdzenie skinęła głową, złapał worek i szybko wybiegł na ulicę.

             dlaczego o tym piszę? bo prześladuje mnie ten worek kartofli. dni mijają, a ja mam ciągle przed oczami ten worek. i pana liczącego górę drobnych. dokąd pobiegł z tym workiem? czy ma może rodzinę, która na te kartofle czekała? a może był to bezdomny?

             postanowiłam, że już nikomu nie odmówię drobnego wsparcia. dotychczas czasami to robiłam, gdy zniechęcał mnie oddech, albo dziwna pewność, że to nie na jedzenie. czasem odruchowo kiwałam przecząco głową, bo mi się nie chciało wyjmować portfela. za to nigdy nie odmawiałam kobietom. ani mężczyznom na hasło, że to na leki, chociaż także miewałam wątpliwości.  od teraz jednak nie będę oceniała, zgadywała czy to na alkohol. jeśli chociaż co dziesiąty z tych, którzy proszą o datek potrzebuje na chleb albo kartofle, to wystarczy. a jeśli co setny? chyba też musi wystarczyć. przecież nie prześwietlę proszących. a co któryś z nich może być zwyczajnie głodny. pozostałym dorzucę do flaszki, czego nie lubię, ale chyba będę musiała polubić. trudno.


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (19) Pokaż komentarze do wpisu „w kolejce”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 sierpnia 2017 13:59
  • piątek, 28 lipca 2017
  • niedziela, 23 lipca 2017
    • czarna komuna

       

             gdy wieje wiatr historii dobrze jest wsłuchiwać się w opinie ludzi od siebie mądrzejszych, odważnych i doświadczonych, w miarę możliwości autorytetów. moim ostatnim żyjącym autorytetem - a był nim praktycznie od zawsze -  jest Karol Modzelewski. akurat w tym burzliwym tygodniu, co uznać można za chichot historii, minęło 52 lata od dnia, gdy wraz z Jackiem Kuroniem, po raz pierwszy skazani zostali na komunistyczne więzienie. Modzelewski - na 3,5 roku pozbawienia wolności,  Kuroń - na 3 lata. podobno Jacek Kuroń nie mógł się z tym pogodzić, że dostał nieco łagodniejszy wyrok. per saldo przebił jednak przyjaciela, jako że Karol Modzelewski, historyk, profesor nauk humanistycznych, senator I kadencji, kawaler Orderu Orła Białego, za swoją opozycyjną działalność spędził w więzieniu łącznie ponad 8 lat życia, Jacek Kuroń zaś kilka miesięcy więcej.

             parę dni temu profesor Karol Modzelewski komentował na antenie radia TOK FM aktualną sytuację w Polsce. przytoczę tu jego najważniejsze myśli.

             należy mówić językiem prostym, bo trójpodział władzy czy autorytaryzm, to dla wielu ludzi abstrakcja. mówiąc wprost, to jest budowa państwa policyjnego. znam to, jako że państwo policyjne mam wygarbowane na własnej skórze. mamy do czynienia z domknięciem ciągu technologicznego, który zaczął się od sabotowania, a następnie likwidacji Trybunału Konstytucyjnego, od wprowadzenia w życie wbrew TK ustawy o mediach publicznych, tzn. uczynienia z nich propagandowej tuby partii rządzącej, poprzez ustawę o prokuraturze, która prokuratorowi generalnemu i ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobro podporządkowała wszystkie postępowania karne w kraju.

             od początku było jasne, że musi przyjść kolej na najważniejsze: przejęcie - w systemie kierowniczej roli partii - zwierzchności nad całym sądownictwem w Polsce, w tym oczywiście nad mechanizmem kontroli wyborów. czy wybory będą uczciwe zależy wyłącznie od tego, czy Jarosław Kaczyński zechce spełnić swoją obietnicę. jeśli będzie miał powody obawiać się, że jego partia straci władzę, to nie będą uczciwe. nic nie będzie przeszkadzało JK i jego współpracownikom z PiS zafundować nam wybory takie jak na Białorusi, albo takie jak w Rosji. skądinąd w Rosji fałszują wybory, chociaż nie ma takiej potrzeby, bo większość jest za Putinem. podobnie jak teraz znaczna, a nawet bardzo znaczna część wyborców jest za PiS.

             we wszystkim co robiło PiS w okresie swoich pierwszych rządów, w tych wszystkich skandalach policyjno-sądowych, w sprawie Ziobry i Kamińskiego, w sprawie policyjnych prowokacji przeciwko Lepperowi, było oczywiste, że to jest budowa takiego instrumentarium państwa policyjnego, w którym ścisła grupa rządząca nie byłaby skrępowana żadnymi normami i regułami. władza ma mieć ręce do wszystkiego rozwiązane - to jest zasada każdej dyktatury.

             nie wiem dlaczego mam nazywać reformą wymiaru sprawiedliwości przejęcie sądownictwa w Polsce pod bezpośrednią kontrolę partii rządzącej i członków rządu. najkrócej mówiąc oznacza to przekształcenie sądownictwa w teatr marionetek. powtarzam, mam to wygarbowane na własnej skórze. ja to rozpoznaję: tak było w Polsce Ludowej. to jest dokładnie taka sama komuna, tylko czarna, a nie czerwona.

             każda demokracja jest silna poparciem swoich obywateli. jeżeli rządy demokratyczne zawodzą zaufanie obywateli przez to, że znaczną ich część zostawiają za burtą podjętej modernizacji, jeżeli mechanizmy systemu demokratycznego nie prowadzą do korzystnych przemian w ich życiu, wówczas obywatele uznają, że taka demokracja nie jest im potrzebna. i taka demokracja upada. to się właśnie nam przytrafiło. PiS wyszło naprzeciw tym grupom społecznym, które czuły się przez wolną Polskę opuszczone.

             ponieważ prorokowałem, że rozwój sytuacji w Polsce doprowadzi do destrukcji praworządności i do budowy państwa policyjnego więc może teraz powinienem się ugryźć w język. bo może wykrakałem? powiem jednak co przewiduję: po pierwsze, myślę że rządy PiS potrwają. oczekiwanie, że zostaną szybko obalone w drodze wyborów, to jest moim zdaniem iluzja. nie ma dostatecznych podstaw, aby tak sądzić, nawet gdyby wybory były uczciwe.

             po drugie, przewiduje izolację Polski w Europie. UE nie przymusi rządzących w Polsce, aby wycofali się z idei budowy państwa policyjnego, ale może nie dać nam pieniędzy i zostawić nas na lodzie. tym bardziej, że w związku ze sprawą uchodźców mamy już kompletnie zszarganą opinię w Europie. okazuje się, że Polak to jest tchórz, boi się przybyszów. sam chce pomocy, bo jest wiecznym bohaterem, a tak naprawdę jest tchórzem.

             po trzecie, chociaż jestem za pewnymi posunięciami PiS w sferze socjalnej, wycofanie się z reformy emerytalnej uważam za posunięcie fatalne ekonomicznie i politycznie samobójcze. w ciągu kilku lat doprowadzi ono do generalnej zapaści finansów publicznych. znajdziemy się w sytuacji podobnej do Grecji w swoim czasie. wówczas instrumenty policyjne będą potrzebne po to, żeby brać za mordę. ale nie żadne elity, nie żadnych pisarzy, intelektualistów czy liberałów, tylko prostych ludzi. bo państwo policyjne nie jest po to, by chronić prostych ludzi, tylko po to, żeby ich trzymać za mordę. ci, którzy teraz tego nie rozumieją w końcu to poczują. wbrew przekonaniom inteligentów ludzie nie są głupi.

       

       


       

       

      dodam tylko, że wolałabym, aby tym razem Karol Modzelewski się w swoich prognozach mylił. z pewnością on również wolałby się mylić...

       

       

       

      poniżej Karol Modzelewski podczas pierwszego zjazdu Solidarności w gdańskiej hali Olivii. jest on także autorem nazwy związku

       

       


       

       

                       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „czarna komuna”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 lipca 2017 15:15
  • sobota, 15 lipca 2017
    • czarny tydzień

       

              o polityce staram się tu nie pisać, ale czasami nie sposób milczeć. zwłaszcza że miniony tydzień pełen był zdarzeń właściwie niewiarygodnych, a do tego niewiarygodnie ponurych. począwszy od poniedziałkowej miesięcznicy chronionej przez 2300 policjantów, podczas której osoby skandujące hasło "Lech Wałęsa" były wyciągane z tłumu, legitymowane i spisywane. nawet w stanie wojennym  Krakowskie Przedmieście nigdy nie było tak pieczołowicie obstawione, a gromkie okrzyki "gestapo" były wówczas całkowicie bezkarne. podobnie jak bezkarnie i do woli można, a w pewnych kręgach wręcz wypada skandować obecnie hasło "Bolek". ta dość specyficzna forma podziękowania za "Solidarność" niewątpliwie skróci życie Wałęsie. nieważne, przecież to Kaczyńskiemu Polska zawdzięcza wolność. i nic to, że jak oświadczył niedawno nowy szef KOD Krzysztof Łoziński, pan prezes był jedynie biurowym pracownikiem "Solidarności", do której w odróżnieniu od blisko 10 milionów Polaków bał się wstąpić. historia będzie napisana od nowa.

             oczywiście miałam zamiar napisać o zamachu PiS na państwo prawa,  ale właściwie o czym tu pisać. jaki jest koń każdy widzi, więc popatrzmy. wystarczy. a jeśli ktoś ma niedosyt słów, to zacytuję końcowy fragment komentarza Jarosława Kurskiego:

      "Są wakacje. Ludzie wygrzewają się na plaży, grillują i piją piwo. Ale nad krajem słońce zachodzi. Kończy się najlepsze 27 lat historii demokratycznej Polski. zaczyna się autorytaryzm."


       

       

       

       


       


       

       

      ------------------------------------------------------------------------------------------------------------

       

       

             wczoraj, w wieku 95 lat zmarła Julia Hartwig, jedna z najwybitniejszych poetek polskich ubiegłego stulecia, nazywana niekiedy Miłoszem w spódnicy. tworzyła praktycznie do końca. wielka to strata dla naszej kultury. jak powiedziała jej córka, Pani Julia odeszła we śnie, z uśmiechem...

       

      jeden z moich ulubionych wierszy Julii Hartwig

       

      Pierwszy stopień szaleństwa

       

      Rzucić to wszystko, schłopieć,

      otoczyć się lasem, czerpać wodę z jeziora,

      odejść od tysiąca zużytych słów,

      przez które sens wylatuje jak przez dziurawe rzeszoto,

      wyszukać miejsce dziewicze o urzekających porankach,

      zamknąć się w białej celi, odnaleźć siebie

      albo zgubić siebie skazując się być może na

      na godziny obezwładniającej klasztornej acedii.

      Tożsamość? Kpij sobie z tego.

      Patrząc wstecz, wspominając swoje przeświadczenia i przypadki,

      powiedz sam - jak tu można mówić o tożsamości.

       

       

      fot. Anna Bedyńska

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (24) Pokaż komentarze do wpisu „czarny tydzień”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      sobota, 15 lipca 2017 21:57

Tagi

Kanał informacyjny