klif on-line

Wpisy

  • niedziela, 15 października 2017
    • moje postanowienia nienoworoczne

       

             z zasady nie robię żadnych postanowień noworocznych. no bo po co, skoro mogę sobie to i owo postanowić w każdym innym terminie i natychmiast zacząć realizować? poza tym podobno zdecydowana większość noworocznych postanowień jest nieskuteczna. tym bardziej nie widzę więc powodu, aby czekać do stycznia.

             najpierw, parę tygodni temu postanowiłam, że zacznę się odchudzać. nie żebym zamierzała się głodzić, na to już jestem za stara. nawiasem mówiąc nigdy w życiu nie głodowałam, bo to według mnie sport ekstremalny. plan miałam realistyczny i dość skromny: odstawić słodycze, wykluczyć z diety obfite posiłki i jak radzą poradniki, których nigdy dotąd nie posłuchałam, jeść pięć razy dziennie niewielkie porcje. jeszcze nie zdążyłam opracować szczegółów nowej diety, gdy wchodząc do karczmy u Julki w celach niekonsumpcyjnych pozazdrościłam panom metodycznie i bezwzględnie zabudowującym Poddąbie regularnych, niedrogich, apetycznych posiłków. efekt jest taki, że zamiast pięciu małych porcji pożeram codziennie u Juli pyszny, mega kaloryczny, ogromny obiad. to się niestety nie ma prawa dobrze skończyć dla mojej wagi, muszę więc nie bez żalu z tymi wypasionymi obiadkami jak najszybciej się rozstać. kolejne postanowienie.

             w tym samym czasie, porządkując regały odkryłam, że liczba książek kupionych, ale nieprzeczytanych niepokojąco wzrosła. postanowiłam zatem zrobić przerwę w kupowaniu książek przynajmniej do czasu nadgonienia zaległości. tak się jednak fatalnie składa, że te podłe, podstępne wydawnictwa zawsze pod koniec roku oferują najwięcej takich książek, których w żadnym wypadku nie potrafię sobie odmówić. a najgorsze jest wydawnictwo Znak: rozpanoszyło się na maksa nawet w mojej poczcie. i nęci, molestuje, przypomina, daje rabaty... w ten sposób, zamiast zaplanowanej przerwy, złożyłam ostatnio cztery zamówienia, po parę książek w każdym. wydawnictwo Znak wysyła książki w gustownych firmowych kartonikach - księgarnia internetowa Znak - książki z dobrej strony. odbieram je za pośrednictwem firmy kurierskiej DPD. pan Łukasz, mój ulubiony kurier, wręcza mi te dość ciężkie przesyłki w identycznych pudełkach z coraz większym wyrazem troski na twarzy. zaczynam się go powoli wstydzić, więc od czasu do czasu będę zmieniała doręczyciela.

             ku mojej wielkiej radości zaczynają się długie jesienne wieczory. nic tylko czytać delektując się lekturą, kocykiem, płomieniem ognia oraz malinową herbatką. kilkanaście książek nowych, plus te zaległe, to jednak sporo. ponieważ najwięcej czasu w ciągu dnia kradnie mi internet postanowiłam ograniczyć do absolutnego minimum korzystanie z sieci. i znowu, ledwo postanowiłam, dziwnym trafem wpadłam jak śliwka w kompot w świeżutkie uzależnienie: na portalu społecznościowym wypatrzyłam grupę miłośników Bałtyku oraz fotografii. i tak, w doborowym towarzystwie wgapiam się ochoczo w fotografie robione w różnych punktach naszego pięćsetkilometrowego wybrzeża. a także wrzucam swoje fotki, komentuję, a czasem gadam na privie. tak naprawdę odwiedzam dwie takie grupy, bo dostałam zaproszenie od konkurencji i nie umiałam mu się oprzeć. a muszę jeszcze obskoczyć parę razy dziennie stare uzależnienie: wirtualny klub jamników. oczywiście robię to wyłącznie ze względu na Pannę Cliff. a czas leci...

             przyznam się, że na punkcie tych grup bałtyckich co nieco oszalałam. zresztą chyba wszyscy tam zakręceni. ktoś wrzuca na przykład zdjęcie ze zjawiskową konstelacją chmur, a ktoś inny pyta kiedy to było, bo on takie chmurki widział 15 lipca w Niechorzu. albo w Juracie. no i okazuje się, że trafił w dziesiątkę. data się zgadza, identyczne chmurki ktoś sfotografował wówczas w Darłówku. albo ktoś precyzyjnie rozkminia fotografię: rozpoznaje ujście Piaśnicy, albo wejście nr 5 na plażę w Łebie, chociaż kadr nie do końca charakterystyczny. może nie wszyscy jednakowo biegli, ale wszyscy kochamy Bałtyk i nadajemy na tych samych nomen omen falach. a tymczasem czas już nawet nie leci, a wręcz zapierdala. jeśli Panna Cliff nie przegryzie internetowego kabelka swoimi ciągle jeszcze mocnymi ząbkami, ani nie nawiedzi nas żaden orkan, chyba będę musiała osobiście ten kabelek przeciąć. piszę chyba, bo może już wystarczy tych niezłomnych postanowień?

       

       


       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „moje postanowienia nienoworoczne”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 października 2017 13:54
  • środa, 11 października 2017
  • sobota, 07 października 2017
    • granica Polski na plaży w Poddąbiu

       

             gdy w środku dnia usłyszałam przez zamknięte drzwi pieśń religijną bardzo się zdziwiłam. bywalcy Poddąbia wiedzą, że w sezonie odbywają się tutaj niedzielne msze w prowizorycznej, niedokończonej kaplicy. ale teraz, po sezonie, gdy osada jest niemal pusta? poza tym dzisiaj jest sobota. akurat zadzwoniła Jula, więc zapytałam, czy może mamy jakieś święto religijne. nic o tym nie wiedziała. wyraziła przypuszczenie, że może to być ślub.  wyszłam z domu. z zaparkowanego w pobliżu auta wysiadało młode małżeństwo z dziećmi. gdy zobaczyłam, że udają się w kierunku kaplicy spytałam jakie mamy dzisiaj święto. pani uprzejmie wyjaśniła mi, że to jest msza z okazji akcji "Różaniec do granic", po której na plaży będą się odbywały modlitwy. spóźniona na mszę rodzina przyjechała ze Słupska, natomiast pozostali uczestnicy mszy, a w każdym razie ich większość przybyła tu pieszo z odległego o ok. 7 km Wytowna. niezorientowanym wyjaśnię, że w miejscowości Wytowno znajduje się kościół parafialny. do tej parafii należy także Poddąbie. po zakończeniu mszy zobaczyłam jak uczestnicy akcji w zwartej grupie maszerują w kierunku plaży. biorąc pod uwagę niezbyt dużą liczebność społeczności wiejskiej ludzi było całkiem sporo, można powiedzieć, że dużo.  w ten oto sposób poddąbska plaża pełniła dzisiaj funkcję granicy Polski.

             nie miałam ochoty sfotografować tego wydarzenia, nie mam również ochoty szczególnie się nad nim pastwić. przeczytałam w internecie, że wzięły w nim udział setki tysięcy Polaków. na stronie organizatorów znalazłam takie zdanie: Potężna modlitwa różańcowa może wpłynąć na losy Polski, Europy, a nawet i całego świata. tak więc ma to być nasza oferta, cóż z tego, że kompletnie niechciana, a wręcz lekceważona czy wyśmiewana dla  całej zagubionej ludzkości. o tym, że modlitwy miały odbywać się w intencji obrony Polski i Europy przed islamem nie napisano. 

             na zamieszczonych w sieci zdjęciach widać autentyczne tłumy. wygląda na to, że więcej osób wzięło udział w tych modłach niż we wszystkich świeckich protestach przeciwko demontażowi Trybunału Konstytucyjnego, w obronie łamanej Konstytucji, Sądu Najwyższego, praw kobiet, czy generalnie w obronie polskiej demokracji, która pomału przechodzi do historii. sondaże pokazują systematyczny wzrost notowań partii, która prowadzi kraj na manowce. opozycja praktycznie nie istnieje, a nawet jeśli istnieje nominalnie, nie wydaje się żadną realną alternatywą. nasza pozycja w UE jest coraz słabsza: albo zostaniemy z niej wyprowadzeni, albo czeka nas totalna marginalizacja. pozostaną nam modlitwy różańcowe i wszelkie inne, a także polski skansen.


             ps. taka ciekawostka: krótko po wojnie, w kwietniu 1946 roku funkcję proboszcza w kościele w Wytownie objął jeden z najwybitniejszych polskich duchownych, ksiądz Jan Zieja, działacz społeczny, publicysta i pisarz religijny. brał udział w wojnie 1920 r., kampanii wrześniowej 1939 r. oraz powstaniu warszawskim. ks. Zieja był kapelanem AK i  Szarych Szeregów, a w PRL działaczem opozycji demokratycznej i współzałożycielem Komitetu Obrony Robotników. nie sądzę, aby był tą dzisiejszą akcją, czy generalnie aktualna sytuacją w Polsce, oczarowany.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (29) Pokaż komentarze do wpisu „granica Polski na plaży w Poddąbiu”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      sobota, 07 października 2017 21:42
  • środa, 04 października 2017
    • w stronę słońca

       

            w ciepły, słoneczny dzień, pod koniec września, szłyśmy z Panną Cliff w stronę słońca oraz Ustki. w pewnym momencie, w ciągu niewielu minut zgromadziły się na niebie ciemne chmury. wiał dość silny wiatr, konfiguracja chmur błyskawicznie się zmieniała. potem chmury połączyły się tworząc spory ciemny pułap. słońce nie dawało za wygraną i z wielką energią starało się przez ten pułap przebić. częściowo mu się to udało, pułap stracił swoją integralność. i wtedy Matka Natura podarowała nam dość rzadki spektakl: pojawiły się niezwykłe promienie światła, które nazywane są promieniami boga.

             może powinnam napisać promienie Boga, albo jeszcze lepiej Promienie Boga? po angielsku nazywają się God's rays. bardzo lubię to niecodzienne zjawisko. tym razem postanowiłam potraktować je jako dobrą wróżbę.

       

       



       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „w stronę słońca”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      środa, 04 października 2017 22:11
  • niedziela, 01 października 2017
    • lustro

       

             mniej więcej trzy lata temu, w wyniku sąsiedzkiej wymiany towarowej dokonanej z koleżanką C. stałam się posiadaczką sporego lustra. do tego czasu  wystarczało mi niewielkie lustro łazienkowe, w którym bez cienia przyjemności oglądałam moją starczą gębę. specjalnie się zresztą tej gębie nie przyglądałam, raczej widywałam ją przelotnie, jakby na dalszym planie. nie przyglądam się sobie  ani zbyt często, ani zbyt uważnie. nowe lustro okazało się sprzętem magicznym: ewidentnie wyszczuplało sylwetkę, czyniąc odbity wizerunek w miarę akceptowalnym. lustro nie miało stałego miejsca w mieszkaniu, nigdy też nie powiesiłam go na ścianie. w miarę potrzeby - dość rzadkiej - najpierw bezradnie rozglądałam się gdzie też może być, po czym wyciągałam je nieco przykurzone z jakiegoś kąta. patrząc w nie oczywiście wiedziałam, że tak nie wyglądam, ale się do niego przyzwyczaiłam. za to w sklepowych przymierzalniach, w kontakcie z lustrami wiernie odbijającymi sylwetkę, za każdym razem czułam spory dyskomfort. a także - paradoksalnie - pewne zaskoczenie: jak to? przecież w domu wyglądam inaczej, dużo lepiej...

             po wakacjach, w czasie których jeszcze trochę przytyłam doszłam do wniosku, że nie ma sensu dłużej się oszukiwać. spytałam C., czy nie znalazłaby w swoim obszernym domostwie innego lustra. znalazła. dokonałyśmy wymiany i wróciłam do domu z jeszcze większym lustrem, tym razem rzetelnym. i w tym momencie zaczęły się moje cierpienia: nijak nie mogę polubić nowego lustra. to znaczy lustro jak lustro, ale to odbicie! zgroza! z braku lepszego pomysłu postawiłam je  przy ścianie obok lodówki. w ten sposób, za każdym razem gdy podchodzę do lodówki widzę siebie w lustrze. nie jest to widok przesadnie radosny. dlatego poczucie estetyki podpowiada, aby podchodzić rzadziej, co w konsekwencji mogłoby się przełożyć na spadek wagi. no dobrze, mogę starać się podchodzić rzadziej, ale nie sposób nie podchodzić w ogóle. i za jakie grzechy mam parę razy dziennie przymusowo oglądać się w lustrze? niby wiem za jakie:  desery lodowe z bitą śmietaną z ul. Spacerowej, snickersy, torciki...jednak chyba wystarczającą karą jest fakt, że przytyłam. czuję ogromną nostalgię za starym lustrem. fałszowało odbicie, no i co z tego? grunt, że nie przysparzało cierpień.

      

             ps. po napisaniu tej notki pomyślałam o dodaniu jakiejś fotki z internetu i wrzuciłam do wyszukiwarki hasło: lustro wyszczuplające. ku mojemu zaskoczeniu pojawiły się podpowiedzi: lustro wyszczuplające gdzie kupić, lustro wyszczuplające allegro, lustro wyszczuplające cena...no proszę, nawet istnieje taki produkt na rynku, a zatem musi być również popyt. bo można znać prawdę na własny temat, ale konfrontować się z nią parę razy dziennie, to już przesada, a może wręcz masochizm. nie wszyscy to wytrzymują. prawdopodobnie zawsze takie magiczne lustra istniały. nawet w bajkach: lustereczko, powiedz przecie...

            droga C., czy mogłabym odzyskać poprzednie lustro? wiem, że maruda ze mnie, przepraszam.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „lustro”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 października 2017 13:18

Tagi

Kanał informacyjny