klif on-line

Wpisy

  • niedziela, 29 października 2017
    • sztormowo, kolorowo

       

             znowu mamy sztorm. plaża w Poddąbiu prawie nie istnieje. szłyśmy po południu z Panną Cliff wąziutkim paskiem lądu, co chwilę zalewanym przez rozjuszony Bałtyk. wiało straszliwie. w pewnym momencie straciłam Cliff z oczu. w pierwszej chwili pomyślałam, że mi ją zagarnęło morze. oczywiście potwornie się zdenerwowałam. gdy jednak okazało się, że czarny scenariusz podpowiedziany przez moją zawsze niezmiernie usłużną wyobraźnię się nie spełnił i psina wychynęła zza krzaka, postanowiłam dłużej nie ryzykować. na wszelki wypadek przypięłam jej smycz i zarządziłam odwrót. decyzja okazała się słuszna, bo po chwili zaczął padać spory grad. wróciłyśmy do chałupy zmarznięte i przemoczone, ale spotkania z żywiołem nie żałuję, bo było na co popatrzeć. następnym razem, żeby nie kusić złego losu pójdę jednak sama. i porządniej się ubiorę.

       

      tak wyglądała dzisiaj plaża

       


       

       

             ale zamiast dzisiejszego, chciałabym pokazać zdjęcia ze sztormu, który miał miejsce 8 października. nie wiem czemu robię to z takim opóźnieniem. był to jeden z najbardziej zjawiskowych, kolorowych i niezapomnianych wieczorów, jakie zdarzyło mi się przeżyć nad Bałtykiem.

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       


       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „sztormowo, kolorowo”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 października 2017 18:47
  • czwartek, 26 października 2017
    • konkurs

       

             w jesiennym Poddąbiu panuje na ogół idealna cisza. czasem zakłóci ją szczekanie psa, niekiedy klangor żurawi, ale najczęstsze są odgłosy  pochodzące z budowy. na budowie jak to na budowie: a to zgrzytnie jakaś wredna piła, a to jęknie nieidentyfikowalna dla mnie maszyna budowlana. jeśli przechodzi się w pobliżu, usłyszeć też można strzępy rozmów pracujących panów. staram się jednak tamtędy nie chodzić. zwłaszcza że bywają dni, kiedy te jęki, zgrzyty i inne hałasy nie są wcale incydentalne. no cóż, nie pokocham ja tej budowy, ale przecież kochać jej nie muszę. wprawdzie dobrze by było to wymuszone sąsiedztwo zacząć tolerować, ale nie jest to takie proste: cztery spore budowle w miejscu dawnego kompleksu niezabudowanych leśnych działek, zdecydowanie zmienią swojski charakter osady. niepotrzebnie zmieniam temat, miało być o ciszy i jej przerywnikach.

             okolice południa, siąpi deszcz, jamnika w taką pogodę na spacer nie sposób wyciągnąć. to znaczy na porządny spacer: do lasu albo nad morze, bo chwilę podreptać dookoła chałupy Panna Cliff się wspaniałomyślnie zgadza. nagle tę naszą idealną ciszę przerywa bardzo głośny okrzyk dochodzący z budowy:

      - kurwa j.b.na mać!

      chwila ciszy, po czym słychać kolejny dziarski okrzyk:

      - co kurwa?

      - no kurwa powiedziałem - odpowiada pierwszy głos

      i to wszystko. koniec dialogu. wraca idealna cisza.

             naturalnie nie chodzi mi o wulgaryzmy, chociaż ten gorszy jednak wykropkowałam. wszechobecne słowo na literę k mnie też się niekiedy zdarza użyć. jak zauważył kiedyś profesor Miodek pełni ono we współczesnej polszczyźnie funkcję przecinka. kłopot z tą rozmową mam taki, że padają w niej niemal wyłącznie przecinki.

             i stąd pomysł konkursu: poproszę o interpretację tego dialogu. co właściwie panowie chcieli sobie zakomunikować? tylko błagam, nie zostawiajcie mnie z tym samej, bo już się od kilku dni nad tym głowię i nie mam żadnego sensownego pomysłu.

       

      ps. nie pojmuję jak mogłam pominąć odgłosy ostro niekiedy hulającego wiatru, a także, doskonale słyszalny w mojej okolicy, ryk morza w czasie jesiennych sztormów.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „konkurs”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 października 2017 20:42
  • sobota, 21 października 2017
  • środa, 18 października 2017
  • niedziela, 15 października 2017
    • moje postanowienia nienoworoczne

       

             z zasady nie robię żadnych postanowień noworocznych. no bo po co, skoro mogę sobie to i owo postanowić w każdym innym terminie i natychmiast zacząć realizować? poza tym podobno zdecydowana większość noworocznych postanowień jest nieskuteczna. tym bardziej nie widzę więc powodu, aby czekać do stycznia.

             najpierw, parę tygodni temu postanowiłam, że zacznę się odchudzać. nie żebym zamierzała się głodzić, na to już jestem za stara. nawiasem mówiąc nigdy w życiu nie głodowałam, bo to według mnie sport ekstremalny. plan miałam realistyczny i dość skromny: odstawić słodycze, wykluczyć z diety obfite posiłki i jak radzą poradniki, których nigdy dotąd nie posłuchałam, jeść pięć razy dziennie niewielkie porcje. jeszcze nie zdążyłam opracować szczegółów nowej diety, gdy wchodząc do karczmy u Julki w celach niekonsumpcyjnych pozazdrościłam panom metodycznie i bezwzględnie zabudowującym Poddąbie regularnych, niedrogich, apetycznych posiłków. efekt jest taki, że zamiast pięciu małych porcji pożeram codziennie u Juli pyszny, mega kaloryczny, ogromny obiad. to się niestety nie ma prawa dobrze skończyć dla mojej wagi, muszę więc nie bez żalu z tymi wypasionymi obiadkami jak najszybciej się rozstać. kolejne postanowienie.

             w tym samym czasie, porządkując regały odkryłam, że liczba książek kupionych, ale nieprzeczytanych niepokojąco wzrosła. postanowiłam zatem zrobić przerwę w kupowaniu książek przynajmniej do czasu nadgonienia zaległości. tak się jednak fatalnie składa, że te podłe, podstępne wydawnictwa zawsze pod koniec roku oferują najwięcej takich książek, których w żadnym wypadku nie potrafię sobie odmówić. a najgorsze jest wydawnictwo Znak: rozpanoszyło się na maksa nawet w mojej poczcie. i nęci, molestuje, przypomina, daje rabaty... w ten sposób, zamiast zaplanowanej przerwy, złożyłam ostatnio cztery zamówienia, po parę książek w każdym. wydawnictwo Znak wysyła książki w gustownych firmowych kartonikach - księgarnia internetowa Znak - książki z dobrej strony. odbieram je za pośrednictwem firmy kurierskiej DPD. pan Łukasz, mój ulubiony kurier, wręcza mi te dość ciężkie przesyłki w identycznych pudełkach z coraz większym wyrazem troski na twarzy. zaczynam się go powoli wstydzić, więc od czasu do czasu będę zmieniała doręczyciela.

             ku mojej wielkiej radości zaczynają się długie jesienne wieczory. nic tylko czytać delektując się lekturą, kocykiem, płomieniem ognia oraz malinową herbatką. kilkanaście książek nowych, plus te zaległe, to jednak sporo. ponieważ najwięcej czasu w ciągu dnia kradnie mi internet postanowiłam ograniczyć do absolutnego minimum korzystanie z sieci. i znowu, ledwo postanowiłam, dziwnym trafem wpadłam jak śliwka w kompot w świeżutkie uzależnienie: na portalu społecznościowym wypatrzyłam grupę miłośników Bałtyku oraz fotografii. i tak, w doborowym towarzystwie wgapiam się ochoczo w fotografie robione w różnych punktach naszego pięćsetkilometrowego wybrzeża. a także wrzucam swoje fotki, komentuję, a czasem gadam na privie. tak naprawdę odwiedzam dwie takie grupy, bo dostałam zaproszenie od konkurencji i nie umiałam mu się oprzeć. a muszę jeszcze obskoczyć parę razy dziennie stare uzależnienie: wirtualny klub jamników. oczywiście robię to wyłącznie ze względu na Pannę Cliff. a czas leci...

             przyznam się, że na punkcie tych grup bałtyckich co nieco oszalałam. zresztą chyba wszyscy tam zakręceni. ktoś wrzuca na przykład zdjęcie ze zjawiskową konstelacją chmur, a ktoś inny pyta kiedy to było, bo on takie chmurki widział 15 lipca w Niechorzu. albo w Juracie. no i okazuje się, że trafił w dziesiątkę. data się zgadza, identyczne chmurki ktoś sfotografował wówczas w Darłówku. albo ktoś precyzyjnie rozkminia fotografię: rozpoznaje ujście Piaśnicy, albo wejście nr 5 na plażę w Łebie, chociaż kadr nie do końca charakterystyczny. może nie wszyscy jednakowo biegli, ale wszyscy kochamy Bałtyk i nadajemy na tych samych nomen omen falach. a tymczasem czas już nawet nie leci, a wręcz zapierdala. jeśli Panna Cliff nie przegryzie internetowego kabelka swoimi ciągle jeszcze mocnymi ząbkami, ani nie nawiedzi nas żaden orkan, chyba będę musiała osobiście ten kabelek przeciąć. piszę chyba, bo może już wystarczy tych niezłomnych postanowień?

       

       


       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „moje postanowienia nienoworoczne”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 października 2017 13:54

Tagi

Kanał informacyjny