klif on-line

Wpisy

  • środa, 27 sierpnia 2014
    • moje rozterki

                     Dzień dobry, to ja, Cliff. Nie najlepiej siem dla mnie to lato zaczęło. Najpierf miałam pszygode jak ze złego snu: stojem sobie w wysokiej trawie, coś tam usiłujem wykopać, a tu z tyłu podchodzom dwie dziefczynki. Słabo mnie przez te trawe widzom i zaczynajom kombinować kim ja jestem. Jedna mówi. że chyba bobrem, a druga że raczej wydrom. Podchodzi ich mama, paczy i mówi rzeby tu lepiej nie stać, bo ja jestem małym dzikiem i zaraz pszyjdzie moja mama locha. Po czym szypko siem oddaliły. A to fszystko z powodu mojego umaszczenia dziczego, które nie jest zbyt znane.  I jak ktoś siem nie zna to czasem nawet myśli że jestem siwa. Postanowiłam wienc przefarbować siem na inny kolor, tylko nie mogłam siem zdecydować: czarny czy rudy. Akurat zaczęły siem upały. Baba, zamiast mnie zawieźć do salonu pieńkności, wzięła nożyczki i oszczygła mi byle jak moje trochem pszydługie futro. Może i mniej mi było goronco, ale poczułam siem oszpecona. Gotowa byłam nawet w palcie zimowym wychodzić, tylko jak na złość nie mogłam go nigdzie znaleźć. 

             I ftedy pojawił siem w moim życiu Kazik z Białegostoku. Fprawdzie amantem wielkim to on nie był, ale chociasz nie pszeszkadzała mu moją paskudna fyzura i zaczęliśmy razem biegać.

       

      

                 

                  Od zafsze biegałam sobie brzegiem morza, a dopiero od Kazika dowiedziałam siem, że to siem nazywa jogging. Nawet fajnie nam się razem biegało, ale to chyba fszystko z mojej strony. Bo Kazik był dość niewyglendny, a do tego...nie wiem jak to powiedzieć żeby poprawność polityczom zachować, konkretnie chodzi mi o to, że on był niestety wielorasowcem. I chyba siem ten Kazik we mnie zakochał. Teraz pisze do mnie długie listy i prosi żebym na niego czekała. Nie chcem mu robić nadziei, ale tesz głupio mi tak fprost napisać, że jusz poznałam kogoś innego.

                Mój nowy pszyjaciel nazywa siem Tobiasz i jest dużo pszystojniejszy od Kazika. Z pochodzenia jest Kanadyjczykiem z takiej wyspy co siem nazywa Nowa Fundlandia. Jest bardzo życzliwy, mondry i opiekuńczy. Ma piękne, lśniące czarne futro, śfietnie plywa, ale porusza siem raczej niezbyt szybko. Mówi, że jooging jest niezdrowy, a jego tfurca umarł od tego biegania na zawał.  Według mnie Tobi nie biega dlatego, że jest trochem za cienszki, po prostu taka jusz jego uroda. A ja bendem dalej sobie biegała i na pewno nie umrem ani na zawał ani na nic innego. Ja w ogóle nie mam zamiaru umierać, bo niby z jakiej racji. Na razie spacerujemy sobie z Tobiaszem po plaży i planujemy wspólnom przyszłość. Wprawdzie jest dla mnie czóły, ale jakoś tak na mnie paczy z góry. Trudno mi tesz za nim nadążyć wienc siem zastanawiam, czy my na pewno jesteśmy dla siebie stforzeni. Trochem siem w ten związek zaangażowałam, ale czy powinnam pujść za głosem uczucia? 

               

      ?

       

       

              

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „moje rozterki”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      środa, 27 sierpnia 2014 17:53
  • niedziela, 17 sierpnia 2014
  • niedziela, 10 sierpnia 2014
    • nasze aktywa

               już na początku sezonu chciałam się nimi pochwalić, aż w końcu zapomniałam. dostaliśmy bowiem firmowane przez WWF wypasione tablice, które umieszczone zostały w pobliżu naszych trzech zejść na plażę. poza tym, że są estetycznie wykonane zawierają istotne informacje i pouczenia. młodzież robi sobie przy nich selfie, a rodzice pokazują małym dzieciom nadmorskie ptaszki, foczki i morświny. podobają się wszystkim. ciekawe czy zostaną jakoś zabezpieczone na zimę, bo jeśli nie, to raczej niewiele z nich do przyszłego roku zostanie.

      poniżej awers i rewers tablicy

       

      

       

       

              parę dni temu Pisia, niezłomna komentatorka bloga i letnia rezydentka Poddąbia doniosła mi, że w wąwozie w pobliżu betonowych płyt rozpoczęła się budowa kładki. tę kładkę Urząd Gminy w Ustce już dawno obiecał, więc się z donosu Pisi ucieszyłam. wąwóz, chociaż nie przypomina raczej Wielkiego Kanionu Kolorado jest bardzo ładny. ma kilkanaście metrów głębokości, a głębszego w okolicy nie ma. parę razy widziałam super sprawnych młodych ludzi na rowerach górskich, którzy pokonali go w pięknym stylu. wijący się na dnie strumyk ( albo raczej strumyczek) w zasadzie jest do przeskoczenia. może jednak sprawiać kłopot dzieciom i osobom mocno starszym, a pośliznąć się zdarzyć się może każdemu. mnie się raz zdarzyło w zimie wylądować w nim jedną nogą, co przesadnie przyjemne nie było, ale też gorzej sobie taką przygodę wyobrażałam.

      odczekałam kilka dni od informacji Pisi i udałam się w stronę wąwozu przekonana, że zobaczę gotową kładkę. ku mojemu wielkiemu zdumieniu zastałam na miejscu spory plac budowy.

       

      

       

             bo też wyobrażałam sobie naiwnie, że chodzi o kładkę nad strumyczkiem, a nie całym wąwozem. front robót tak się prezentuje jakby budowano jakiś wiadukt albo estakadę. w sumie mam mieszane uczucia, bo nie jestem przekonana, czy taki obiekt jest tu niezbędny. mam nadzieję, że zwinna młodzież dalej będzie mogła pokonać wąwóz artystycznym susem gigantem, a kładka nie będzie zbyt monstrualna i jakoś się w krajobraz wkomponuje.

           idąc w stronę przyszłej kładki pierwszy raz usłyszałam pokrzykującego na plaży obnośnego sprzedawcę lodów i kanapek. a wcześniej zauważyłam, że pojawiła się wypożyczalnia leżaków. w związku z tym wszystkim nasuwa się pytanie, czy Poddąbie staje się już (niestety) kurortem? miejmy nadzieję, że jednak nie. no może najwyżej kurorcikiem, w którym nawet w środku sezonu mogą sobie po plaży brykać psy.

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „nasze aktywa”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 sierpnia 2014 14:36
  • niedziela, 03 sierpnia 2014
    • podglądamy

                 przełom lipca i sierpnia to szczyt sezonu wakacyjnego w Poddąbiu. a że lato mamy piękne urywają się telefony od kandydatów na wczasowiczów. dzwonią osoby nieświadome faktu, że rezerwacje kwater w Poddąbiu zaczynają się w styczniu i trzeba mieć spory fart, aby wczesną wiosną coś jeszcze znaleźć wolnego. potem to już jest kompletna ruletka i tylko wielcy szczęściarze coś jeszcze cudem boskim znajdują. jak się łatwo domyślić, baza noclegowa w Poddąbiu jest znacznie skromniejsza niż liczba potencjalnych turystów, którzy jeszcze w ostatniej chwili próbują tu się wcisnąć. powiększyć się ta baza może jedynie symbolicznie, bo jest zaledwie parę niezabudowanych działek. dzięki temu plaża prezentuje się tak jak na poniższych zdjęciach, co może się niektórym wydać niewiarygodne. fotki zostały zrobione w ubiegłym tygodniu, w powszedni dzień, (w weekend jest trochę gorzej, bo pojawiają się mieszkańcy Słupska i okolic) koło południa. zaczęłam wędrówkę wzdłuż klifu od skarpy z ławeczką, a skończyłam przy betonowych płytach. kto zna poddąbski klif bez trudu się zorientuje gdzie jest najtłoczniej, a kto nie zna (o ile tacy w ogóle tu zaglądają) będzie musiał sam to rozpracować. najogólniej rzecz biorąc, jeśli ktoś lubi ciszę i spokój nie polecam okolic schodów ani betonowego zejścia. poza nimi na niektórych odcinkach plaża pozostaje całkiem lub prawie pusta. jakie to szczęście, że Poddąbie nie może się już rozbudować i jest na tę względną kameralność skazane.

       

      ps. 1) oczywiście podglądamy piękny biały piasek i puste miejsca na plaży, a nie ludzi

      2) w trakcie mojej wędrówki, na kilkanaście minut pojawiła się na plaży chłodna mgiełka. widać ją na czwartej i piątej fotce

       

      

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „podglądamy ”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 sierpnia 2014 11:26

Tagi

Kanał informacyjny