klif on-line

Wpisy

  • środa, 29 sierpnia 2012
    • jakieś Poddąbie

      niedawno kupowałam za pośrednictwem nieocenionego w takich przypadkach internetu używaną lodówkę. spytałam pana sprzedającego ze Słupska, czy miałby możliwość przywiezienia lodówki do Poddąbia. - nie jeżdzę po jakichś Poddąbiach - oznajmił z wyższością właściciel potrzebnego mi sprzętu, zapewne licząc się z tym, że transakcja przez tę jego hardość może nie dojść do skutku. ostatecznie lodówkę przywiózł starszy pan od 50 lat mieszkający w Słupsku. w położonym 26 kilometrów od Słupska Poddąbiu był po raz pierwszy. zszedł na plażę, pospacerował po klifie i nie mógł się nadziwić, że w pobliżu Słupska istnieje taka ładna miejscowość, o której istnieniu nie miał pojęcia. trudno się zatem dziwić, że Poddąbie pozostaje dla większości mieszkańców Polski miejscowością nieznaną. przypadkiem raczej trudno tu zabłądzić, trzeba zjechać 4 km w bok z szosy drugo- a może i trzeciorzędnej. poza tym na wielu mapach nie jest ono nawet zaznaczone. dzięki temu jest znane jedynie wąskiej grupie turystów. z reguły są to osoby przyjeżdżające tu systematycznie, bo kto raz do Poddąbia trafił pozostaje pod jego urokiem. dalsza rozbudowa miejscowości nie wchodzi w grę, zostało tu jeszcze tylko kilka wolnych działek. tak więc osada bez możliwości awansu do grupy znanych, hałaśliwych i obleganych przez hordy letników kurortów szczęśliwie pozostanie trwale jakimś Poddąbiem. 

      malutkie Poddąbie z lotu ptaka. dla porównania Ustka, która chyba jednak na tej fotografii nie zmieściła się cała

       

      

       

      

       

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „jakieś Poddąbie”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      środa, 29 sierpnia 2012 13:10
  • niedziela, 19 sierpnia 2012
  • sobota, 18 sierpnia 2012
    • Tosia

      Szczuria przedstawiła swoich kumpli, to ja zaprezentuję moją
      najmłodszą koleżankę z Poddąbia. różnica wieku między nami jest dokładnie taka, jak w małżeństwie państwa Łapickich. życie pokazuje, że te drobne 60 lat nie uniemożliwia udanej relacji.  jestem wprawdzie koleżanką drugiego, a może i trzeciego wyboru: jak w  zasięgu pojawiają się dzieci moja atrakcyjność spada do
      zera.  mówiąc szczerze znoszę dzielnie te nasze rozstania. wiem, że pewnego dnia dzieci wyjadą i Tosia przypomni sobie o moim istnieniu. i znowu  pójdziemy razem do sklepu po nasze ulubione słodycze. każda z nas ma swój  smakołyk, któremu okresowo pozostaje wierna. Tosia jest aktualnie fanką żelków Haribo, a ja
      czekoladek Malaga.  nasz słodyczoholizm jest paniom ekspedientkom dobrze znany. w wieku Tosi to normalka, w moim – dość wstydliwy problem. no trudno, musimy więc chodzimy. ostatnio Tosię zafascynowały narysowane patykiem strzałki.
      w powrotnej drodze ze sklepu przystąpiła do wykonywania własnych, aby łatwiej nam było zapamiętać drogę do domu. trochę to przedłużało powrót.  powiedziałam więc, że damy radę trafić bez strzałek, no chyba żebyśmy się bardzo upiły. Tosia popatrzyła na mnie z wyraźną dezaprobatą, po czym obwieściła z godnością:  ja
      nie piję. muszę przyznać, że zaimponowała mi  jej całkowita jasność w tej delikatnej  w naszym kraju kwestii. niecałe trzy lata, a taki trudny wybór życiowy już za nią. daleko zajdzie!
       
       
       
      nie wiem czemu sepia. coraz bardziej takie zdjęcia lubię, to chyba wystarczający powód.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Tosia”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      sobota, 18 sierpnia 2012 11:48
  • czwartek, 16 sierpnia 2012
    • moi kumple

      nie każdy czyta bloga od poczontku, a nawet jak czytał to nie
      musi pamientać o mojej traumie. jak siem pewnego dnia dowiedziałam, że my tu tylko kawałek domu mamy, a ponad połowa jest pani Iwonki i pana Leszka.i  jak mi baba powiedziała, że oni mają trzy psy i że one tu były pierwsze,  to pare nocy
      oka nie zmrużyłam ze stresu. a tymczasem siem po raz kolejny w życiu przekonałam, że nie warto sie martwić na zapas. okazało siem, że one fcale stróżowaniem w Poddąbiu nie som zainteresowane. majom dom w Gdańsku do pilnowania, a tutaj przyjeżdżajom na wypoczynek. inna sprawa, że mogłyby mi
      podzienkować za pilnowanie domu calutkom zime. tym bardziej, że podobno skończyły takom szkołe wyższom dla psów co sie nazywa Hauvard. szczerze mówionc to mnie troche  śmieszy, że one tak sie dały wytresować. np. na tym zdjenciu sie patrzom w te swojom paniom jak w obraz. ja tam nigdy tak na babe nie patrzem, 
      nie widze powodu. jamnik to pies charakterny  i niezależny.
       
       
       
       
       
       
      Labrador Bono (Bonno Pasadena ma w papierach) to najwększy z
      tej trójki poczciwiec,  pudel Pikuś (Pikundel) jest jak każdy anorektyk trochę
      rozchwiany emocjonalnie, a Misiek to już starszy gość i chyba za bardzo nie
      kontaktuje. f sumie równe chłopaki, niepoczebnie sie ich bałam.
       
      bym zapomniała: w lipcu był tu jeszcze jeden pies. pszyjechał
      na wakacje z Warszawy i na poczontku troche nosa zadzierał. dopiero jak mu wyjasniłam, źe ja siem na Saskiej Kępie urodziłam trochę spuścił z tonu, bo on był z Ursusa. nazywał sie Jack Russell Terrier, dla pszyjaciół Max i po mojemu to miał nieźle zryty berecik. cały dzień grał sam ze sobom dużom  piłkom,
      większom niż ta na zdjenciu.  jego wielkom piłke pewnego dnia dziwnym trafem szlag trafił. podobno te Jacki Russelle to som psy pracujonce. i dlatego Max nie umie siem zrelaksować, tylko zasuwa jak pracoholik. młody był bardzo, pewnie niedługo poczuje się wypalony i zmondrzeje. ciekawe, czy pszyjedzie w pszyszłym
      roku tak jak mi obiecał. bendem czekała,zaciekawiło mnie to jego wariactwo.
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „moi kumple”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 sierpnia 2012 13:53
  • wtorek, 14 sierpnia 2012

Tagi

Kanał informacyjny