klif on-line

Wpisy

  • piątek, 29 czerwca 2018
    • wakacje w sieci

       

             na pierwszy spacer chodzimy z Panną Cliff ulicą Plażową. to jej ulubiona trasa. wokół śmietników jest często sporo rozrzuconych odpadków więc wygłodzony pies ma okazję nieco się posilić. czasem trafia się łup wyjątkowy, na przykład upuszczony przez dziecko długi kabanos. myślę, że takie gratyfikacje przez psią opatrzność zsyłane śnią się Pannie Cliff po nocach.

            ja też lustruję Plażową, tyle że pod nieco innym kątem: przyglądam się obyczajom wakacyjnych gości. od pewnego czasu mam wrażenie, że ludziom przyjeżdżającym nad morze zdecydowanie mniej na kontakcie z morzem zależy. coraz mniej osób po śniadaniu udaje się na plażę. spora część rozsiada się na posesjach ze swoją ulubioną elektroniką: smartfonem, tabletem lub laptopem, rzadziej czytnikiem.

            niedawno widziałam w sieci taki filmik: parę osób płynie gondolą po Canal Grande w Wenecji i wszyscy, dokładnie wszyscy wpatrują się w swoje smartfony. najwyraźniej jest to fenomen o charakterze globalnym.  wracając do Poddąbia, plaża odwiedzana jest raczej na drugą zmianę, a i to niekoniecznie. nawet przy niezłej pogodzie sporo turystów korzysta z niej w bardzo ograniczonym zakresie. spacery brzegiem morza w porze zachodu słońca też chyba wychodzą z mody, jako że wieczorami plaża jest dość wyludniona.  wówczas do wymienionych wyżej sprzętów dochodzi jeszcze telewizor.       

             mnie to oczywiście nie przeszkadza, tylko tak się zastanawiam, czy warto w ogóle inwestować niemałe w końcu pieniądze w wakacyjne wyjazdy. internet w miastach szybszy i bardziej niezawodny, telewizory w domach większe, własne fotele wygodniejsze. a szum morza można znaleźć w sieci, nie mówiąc o fantastycznych zdjęciach plaż z całego świata...


       


       

       


       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „wakacje w sieci”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      piątek, 29 czerwca 2018 14:12
  • niedziela, 24 czerwca 2018
    • spotkanie na czerwonym szlaku

       

             był już mocno zaawansowany wieczór, chociaż jak na czerwiec przystało, całkiem jeszcze widno. zatrzymałyśmy się z Panną Cliff przy schodach na plażę, obie nie całkiem przekonane, czy mamy ochotę zejść. takie niezdecydowanie zdarza nam się niezmiernie rzadko. krótka chwila wahania i podejmujemy solidarnie decyzję: nie schodzimy. wracamy zatem niespiesznie do domu. na wysokości furtki Cliff domaga się przedłużenia spaceru i, o dziwo, ciągnie mnie na czerwony szlak, którego zdecydowanie nie lubi. parę minut później ma już dość spaceru leśnym duktem, więc robimy w tył zwrot. i w tym momencie wyrasta przed nami drobna postać zgięta pod ciężarem sporego plecaka. no i niech ktoś mi powie, że to spotkanie nie było nam pisane...

             drobna postać ma głowę starannie zamotaną chustą, a że jest coraz ciemniej, zwłaszcza na leśnej drodze, nie potrafię w pierwszej chwili rozpoznać płci. ale właściwie co to za różnica. grunt, że wygląda sympatycznie. ciężki plecak potwierdza wrażenie, że idzie z daleka. wygląda na zmęczoną. uśmiechamy się do siebie i przystajemy. nie mam niestety dla drobnej postaci dobrych wiadomości. informuję, że minęła właśnie Poddąbie, a następna możliwość noclegu, to odległe o 6 km Rowy. ciężko wzdycha, a ja nabieram pewności, że to dziewczyna. proponuję, aby się u mnie przespała. propozycja wyraźnie jej pasuje. prowadzę zatem do pustego mieszkania dla gości i zapraszam na kolację. miło jest przygarnąć zdrożonego wędrowca.

             przy kolacji zasypuję dziewczynę pytaniami. okazuje się, że przywędrowała aż z południa Polski. ma na imię Marynia i jest góralką spod Żywca. wyszła z domu 8 maja z zamiarem obejścia całej Polski wzdłuż granic. od koleżanek dostała koszulkę z napisem: życie w drodze jest piękne. przeszła już ok.1100 km, trudno to dokładnie policzyć. parę razy, gdy nie było wyboru i trzeba było iść asfaltem podjechała autostopem. na słońcu spaliła sobie stopy, nogi szczypią, ale nie wymięka, tylko idzie przed siebie ile się da. niestety nadwerężyła staw skokowy przez co zdecydowała się skrócić trasę. dojdzie "tylko" do Piask, na Mierzei Wiślanej, ostatniej miejscowości przed granicą z Rosją. wschód Polski przełoży na kolejną wędrówkę.

             przedstawiamy się sobie i wymieniamy numery telefonów. Marynia idzie spać, rano ma zostawić klucz od mieszkania w zamku. gdy zostaję sama z ciekawością oglądam jej profil na portalu społecznościowym. ciekawe wpisy o wędrówkach po górach, wprawki literackie prozą, parę wierszy. całkowicie niebanalna ta drobna postać...

            koło północy wysyłam sms, czy chciałaby może odpocząć jeden dzień w Poddąbiu. chciałaby. rano zastaję ją na tarasie piszącą dłuższy tekst w sporo już zapisanym kołonotatniku. to taki dziennik podróży. wstęp napisała dzień przed wyruszeniem przed siebie:

             "By żyć, trzeba wykonać pierwszy krok. Żeby zrobić krok naprzód, trzeba przestać przybijać stopy wymówkami, no chyba że całe nasze życie ma być wymówką, bo tak jest bezpiecznie. Życie nie zaczyna się za horyzontem, trzeba zacząć tu i teraz. Horyzont jest po to, żebyśmy wiedzieli, że nadal można iść dalej, że ostateczny cel nie istnieje, nie istnieje kraniec świata, na który można wyjść i się zatrzymać. Twoje życie kończy się, gdy przestajesz iść, ale inni będą szli dalej. To jest życie, to się nazywa cud"

              dziewczyna coraz bardziej mi się podoba.

           gdy wyrusza w dalszą drogę zaczynam się o nią martwić prawie jak o własną córkę. na szczęście odzywa się co jakiś czas, tak jak obiecała. a w piątek dotarła już do Piask, czyli zaplanowanego kresu swojej wyprawy. łącznie przeszła pieszo ok.1300-1400 km. ma się odezwać po powrocie do domu, "jak się przestawi i ogarnie". no to czekam, Maryniu!

       

       


        

       

       

      byłabyś szczęśliwsza gdybyś nie wiedziała

      że nie ma nic poza murem z cegieł

      a ty musiałaś wyciągnąć tę jedną

      za którą krył się świat ze zdjęcia

      gdzie las tańczy i śpiewa na wietrze

      gdzie góry są najbliżej nieba

      gdzie słońce wstaje tylko dla ciebie

      gdzie każdy kolor ma znaczenie

      gdzie szczęściem jest to że widzisz

      i że możesz iść gdzie cię poniesie...

                   (wiersz Maryni, który wyszperałam w sieci)

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „spotkanie na czerwonym szlaku”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 czerwca 2018 19:19
  • czwartek, 21 czerwca 2018
    • do serca przytul psa

       

             mały kontrapunkt do tego co dzieje się wokół bałtyckich fok.

                kilka dni temu podano informację, że 180 Polaków utknęło na greckiej wyspie Zakynthos, a kolejna grupa turystów z Polski udająca się na tę wyspę opuści Okęcie z opóźnieniem.  wszystko to przez śpiące żółwie - taki powód perturbacji zapewne wydał się niektórym mocno osobliwy."Maszyna nie zdążyłaby dolecieć na Zakynthos przed zmrokiem, a wówczas nie mogłaby tam wylądować, bo samoloty o tej porze są zbyt głośne dla śpiących żółwi" można było przeczytać/usłyszeć w serwisie RMF24.

             chodzi o żółwie Caretta Caretta, które od tysiącleci żyją wokół wyspy Zakynthos. w związku z intensywną turystyką żółwie te tracą ostatnie miejsca lęgowe. giną one z powodu pozostawianych przez turystów śmieci - szczególnie torebki foliowe mylą im się z ich przysmakiem - meduzami. ponieważ bywają taranowane przez łodzie i motorówki, dla ich ochrony stworzone zostały specjalne akweny, w których pływanie jest zabronione. aby chronić ich miejsca lęgowe na plażach wprowadzono szereg ograniczeń dla turystów: m.in. plaże Zatoki Laganas i Gerakas zamknięte są od zachodu do wschodu słońca, nie wolno wbijać parasoli w piasek, nie wolno używać w pobliżu plaż mocnych świateł.

       

       

       

       

       

       

       

       

      

      

             kto wie, może gdy w Bałtyku zostanie tylko kilkaset fok, też wprowadzimy jakieś poważne ograniczenia by je ocalić?

               i tak przypomniała mi się piosenka Jana Kaczmarka sprzed kilku dekad. przecież jej słowa są właściwie prorocze...

       


       


      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „do serca przytul psa”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 czerwca 2018 21:19
  • niedziela, 17 czerwca 2018
    • bałtyckie foki

       

             na jednym krańcu mamy fokaria, obiekty tworzone aby ratować te piękne, inteligentne zwierzęta i odtwarzać ich zagrożone wyginięciem gatunki. najsłynniejsze i praktycznie chyba jedyne w Polsce fokarium sensu stricto - pozostałe raczej pełnią funkcję mini zoo - zlokalizowane jest w Helu i należy do Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego. helskie fokarium odwiedza rocznie ok. 450 tys. osób, co chyba nieźle świadczy o stosunku ludzi do tych sympatycznych ssaków. ma ono również swoich wiernych wolontariuszy (pozdrawiam Cię serdecznie, Marto!) zakręconych na punkcie fok, którzy swoje urlopy i pozostałe dni wolne od pracy spędzają w Helu.

             na drugim krańcu mamy szypra Andrzeja Dettlaffa i innych rybaków z Zatoki Puckiej nie ukrywających swojej wrogości do fok. a także do helskiego fokarium. pan Dettlaff rzucił ostatnio myśl złotą, aby ogryzione przez foki szczątki łososi podrzucić na grób twórcy fokarium na Helu, nieżyjącego od dwóch lat prof. Krzysztofa Skóry. groźby karalne i epitety kierowane przez to środowisko pod adresem fok pominę milczeniem. 

             rozumiem, że rybacy nie mają powodów, aby kochać ssaki, które utrudniają im połowy. podobnie jak rolnicy nie kochają zwierząt leśnych buszujących w ich uprawach, a właściciele sadów - szpaków. to jednak w najmniejszym stopniu nie usprawiedliwia bestialstwa wobec zwierząt, chronionych także przez prawo. seria zmasakrowanych młodych fok znalezionych od kwietnia na dość krótkim odcinku wybrzeża wstrząsnęła wprawdzie opinią publiczną, ale mimo wysokiej nagrody za pomoc w wykryciu sprawców (50 tys.zł wyasygnowane przez pisarkę Marię Nurowską oraz fundację Świat Zwierzętom ze Śląska)  ze śledztwa wszczętego przez prokuraturę jak na razie niewiele wynika.

             opieszałość prokuratury zastanawia, jako że tropy wyraźnie prowadzą w kierunku puckich rybaków. zastanawia też dlaczego rybacy (chciałoby się powiedzieć zamiast mordować niewinne ssaki, ale nikt im jeszcze tego nie udowodnił) nie zgłaszają swoich roszczeń z tytułu strat spowodowanych przez foki do państwa polskiego, które otrzymuje na ten cel specjalne dotacje z Unii Europejskiej? co się w takim razie z tymi pieniędzmi dzieje? i dlaczego UE nie reaguje na niewywiązywanie się naszego państwa z obowiązku przekazania tych dotacji (rekompensat) rybakom?

      ps. foki absolutnie nie są szkodnikami jak utrzymują rybacy. podobnie jak wilki na lądzie, tak one w morzu selekcjonują osobniki słabe wśród ryb. pełnią zatem rolę pozytywną, nie wspominając już o tym, że w morzu są po prostu u siebie.

       

       

      

      

       

      zdjęcia wolontariuszki Marty z helskiego fokarium

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „bałtyckie foki”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 czerwca 2018 16:09
  • piątek, 15 czerwca 2018
    • dwunastka Panny Cliff

       

             Fascynował silnych i niezależnych - Napoleona, Johna Kennedy'ego i królową Wiktorię.

            Zachwycał wizjonerów - Picassa, Andy Warhola, Fridę Kahlo.

            Roztkliwiał Antoniego Czechowa i Marylin Monroe, Marcela Prousta i Coco Chanel, Henry'ego Jamesa i Marlona Brando…

       

           Jamnik ma niewątpliwie artystyczną duszę. Stąd jego popularność wśród ludzi sztuki.

       

           Czym ich pociągał? Nieoczywistą urodą, silnym charakterem? Uporem i inteligencją rodem z myśliwskich korzeni? A może fantazją i niezależnością, która z poprzednich cnót drwiła? Czyżby widzieli w nim lustro samych siebie?

       

           Jest  żywym przykładem na to, że długość ma znaczenie. Niezgrabne znaczy piękne. A idealne proporcje to wymysł ludzi o ograniczonej wyobraźni.

           Przypisują mu starożytny rodowód, ale rysunki z egipskiej świątyni w Bescheb, dalekim echem jedynie przypominają jego sylwetkę. Najwcześniejsze wzmianki o psie tej rasy pochodzą z terenów średniowiecznych Niemiec: "psy o krótkich nogach wchodzą łatwiej pod ziemię niż inne i są bardziej przydatne do polowań na borsuki"...Niewiele późniejsze świadectwo opisuje ich charakter, jako "kąśliwy, podstępny, zawadiacki, dzielny"...

           Wielu nie wystarczał jeden jamnik. Andy Warhol miał równocześnie dwa, podobnie królowa Wiktoria i amerykański artysta David Hockney, który obsesyjnie je malował. Jedną z wystaw poświęcił w całości swoim pupilom, pokazując aż czterdzieści płócien z ich wizerunkami.

           Francuski malarz Pierre Bonnard, właściciel sześciu jamników (po kolei), uczynił je ważnymi świadkami swojej twórczej drogi.

           Występują na kartach prozy Vladimira Nabokova i w filmach Alfreda Hitchcocka. Autor "W poszukiwaniu straconego czasu" w liście do jamnika Zadiga sformułował swoje literackie credo.

           Ostatni niemiecki cesarz i król Prus Wilhelm II miał do nich szczególną słabość, jak na głowę ojczyzny rasy przystało. Igrzyska w Monachium (1972) uczyniły z jamnika olimpijską maskotkę.

          W Polsce pierwszy jamnik pojawił się na dworze króla Zygmunta Starego. Mniej lub bardziej widoczny wytrwał przez stulecia. A współcześnie, pod Wawelem, co roku odbywa się marsz jamniczych przebierańców.

       

          U jamnika jest się "na służbie" - tłumaczył Jerzy Waldorff, doświadczony współlokator jamniczego potwora Puzona, postrachu okolicy. Podobne doświadczenia dzieliło wielu sławnych. Bo co łączy Stanisława Lema z Julianem Fałatem, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego z Teresą Pągowską, Jerzego Nowosielskiego z Melchiorem Wańkowiczem?

          Wszyscy cierpieli na tę samą przypadłość. Jamnikolubstwo.

          Sławomir Mrożek, z tej racji deklarował wyższość poziomu nad pionem i głosił hasło: "dusza jest pozioma". Trzymajmy się tego.

       -------------------------------------------------------------------------------------------------

       

          z okazji moich 12 jamniczych urodzin pracowicie pszepisałam wstęp do ksionszki Agaty Tuszyńskiej Jamnikarium. jak pszeczytam całom to coś wiencej napiszem. a na razie zastanawiam siem, co ja właściwie robiem u takiej zwyczajnej baby. no i kiedy ta baba wreszcie zrozumie, że jest tak jak mówi pan Waldorff: to ona mieszka u mnie, a nie ja u niej.

       

      

      

       

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „dwunastka Panny Cliff”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      piątek, 15 czerwca 2018 19:37

Tagi

Kanał informacyjny