klif on-line

Wpisy

  • sobota, 27 czerwca 2015
    • cały ten zgiełk

             no i mamy lato wraz z nieodłącznym początkiem wakacji. od kiedy tu zamieszkałam najbardziej nie lubię tego właśnie momentu. letnie Poddąbie, to nie jest moje Poddąbie. oczywiście w porównaniu z prawdziwymi kurortami jest tu relatywnie mało ludzi i ciągle jeszcze względny (jak dla mnie mocno względny) spokój. ale ja nie porównuję Poddąbia z  miejscowościami, które z determinacją walczą o tytuł letniej stolicy Polski. na szczęście taki tytuł Poddąbiu nie grozi. porównuję to co się w tej chwili dzieje z ciszą i bezludziem, które tu mamy 9 miesięcy w roku. najprościej byłoby wyjechać, choćby do pustawej latem Warszawy, ale z pewnych względów muszę tu zostać. mam wielką ochotę schować się pod łóżko i wypełznąć w okolicy 15 września. może jednak ktoś ma dla mnie lepszy pomysł, jak mogłabym przetrwać sezon i nie zwariować?

      

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „cały ten zgiełk”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      sobota, 27 czerwca 2015 10:41
  • sobota, 20 czerwca 2015
    • my vs szpaki

             w Objeździe, w pewnym tajemniczym ogrodzie dojrzewają pierwsze czereśnie. zaproszenia nie trzeba nam dwa razy powtarzać. jeździmy z BBO z dziką radością, bo kto nie lubi owoców prosto z drzewa? drzewo jest piękne, rozłożyste, dwudziestoletnie. owoców, oczywiście pysznych, na nim mnóstwo. niestety i stołowników nie brakuje. czereśniami nie pogardzają dzięcioły, wiewiórki i kosy, ale najgorsze są szpaki. podobno najpierw wysyłają zwiadowców. następnie, w przypadku pomyślnych wieści, przybywają potężną zgrają złożoną z kilkudziesięciu osobników. w ciągu paru godzin (a niektórzy twierdzą, że nawet minut) są w stanie kompletnie ogołocić drzewo. można więc chyba taki modus operandi nazwać przestępczością zorganizowaną. zdesperowani właściciele sadów dzielą się w internecie sposobami na ocalenie owoców. polecają specjalne siatki na drzewa, umieszczanie dzwoneczków, głośników, budek lęgowych, solonych śledzi, a także martwych ptaków. najbardziej zdeterminowani i okrutni strzelają do ptaków z wiatrówki. "nie wypróbowałem żadnej z tych metod, bo moje czereśnie odleciały w dziobach szpaków i wron" - żali się anonimowy internauta.

             właściciele "naszego" sadu mają własny, sprawdzony sposób: palą w pobliżu drzewa gałęzie. dym skutecznie odstrasza nieproszonych skrzydlatych gości. tyle że trzeba pełnić przy drzewie stałe dyżury, a to jest rzecz jasna uciążliwe. chciałybyśmy z BBO przyłączyć się do dyżurów, ale tak się składa, że na razie tylko jemy. a do tego zabieramy pełną łubiankę do domu. jeszcze kilka naszych jakże owocnych wizyt, a pilnowanie stanie się zbyteczne. najwyraźniej każdy ma takie szpaki, jakie wpuści sobie do sadu.

      

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „my vs szpaki”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      sobota, 20 czerwca 2015 14:02
  • sobota, 13 czerwca 2015
    • w stronę słońca

             choroba lokomocyjna była zmorą mojego dzieciństwa niestety po kilku dekadach remisji dopadła mnie ponownie. znowu więc nie lubię podróży, nawet tych całkiem krótkich. natomiast kłopoty ze wstawaniem mam nieprzerwanie praktycznie od zawsze. konieczności wczesnego wstania połączonej z jazdą autem szczerze nie znoszę. dlatego sms od bliskiej, a nawet bardzo bliskiej osoby, który przeczytałam w środku nocy mocno mnie zestresował. bardzo bliska osoba, zwana dalej BBO obwieściła w nim, że przyjeżdża autobusem do Ustki w sobotę o 6.30 rano. zapytałam, czy nie mogłaby inaczej zaplanować podróży, bo dla mnie to katastrofa. niestety nie mogłaby, bo już kupiła bilet - najwyżej posiedzę sobie na plaży w Ustce, a ty przyjedziesz po mnie później - oznajmiła beztrosko. pomysł z moim późniejszym przyjazdem wydał mi się absurdalny. nie mogłabym przecież spać wiedząc, że BBO siedzi bladym świtem na plaży, najpewniej szczękając zębami z zimna. zaproponowałam więc żeby przyjechała do Poddąbia taksówką, za którą oczywiście zapłacę. nie wiem czemu pomysł z taksówką spodobał się jej umiarkowanie. jako pomysł alternatywny rzuciłam spacer plażą z Ustki do Poddąbia czyli przejście ok. 10 km w linii prostej. no i okazało się, że to jest to, co tygrysy lubią najbardziej.

             mnie również się ten pomysł spodobał, tyle że dopadły mnie od razu różne lęki i wątpliwości. w nocy nie mogłam w ogóle spać. usłużna wyobraźnia tworzyła kolejne scenariusze, z których niestety wiało grozą. mniejsza o szczegóły. rano byłam już przekonana, że z wielką radością wsiądę w auto i przywiozę BBO do Poddąbia, bo to jest przecież scenariusz jedynie słuszny. ale nie z BBO te numery. była już bowiem całkowicie zaprogramowana na marsz plażą. nie zniechęciły jej nawet trudności, które pojawiły się tuż po starcie. musiała wrócić do punktu wyjścia i okrężną drogą obejść kilometrowy odcinek plaży zamknięty z powodu budowy rafy.

             przygotowałam termos z kawą i niewielki posiłek regeneracyjny i wyszłyśmy z Cliff naprzeciw BBO, która już od blisko godziny maszerowała w naszą stronę, czyli w stronę słońca. pogoda była jak z bajki: bezchmurne niebo i temperatura ok. 20 stopni

      

       

      plaża oczywiście była jeszcze pusta. w czasie całej wędrówki spotkałyśmy tylko starszego pana na rowerze, młodego biegacza w czerwonej czapeczce i dziewczynę z dwoma psami. gdy obiekty te kolejno znajdowały się w zasięgu wzroku BBO, informowała mnie o tym esemesem

      

      

       

      w stronę Ustki popłynął też kuter rybacki, BBO dostrzegła go jako pierwszy

      

       

      wreszcie zdziwiona Cliff dostrzegła, albo raczej węchem wyczuła zbliżającą się BBO

       

       

       

      fotki z ich radosnego spotkania nie będzie, a te które są nie mogły być inne, gdyż BBO domaga się respektowania jej prawa do ochrony wizerunku

      

       

       

      nie da się wykluczyć, że taki sposób dotarcia  BBO do Poddąbia stanie się naszą nową świecką tradycją

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „w stronę słońca”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      sobota, 13 czerwca 2015 23:45
  • piątek, 05 czerwca 2015
    • pies czyli kot

              

             chyba jeszcze nigdy nie widziałam tak durzo dzieci w Poddąbiu. idzie taka zielona szkoła i całom ścieszkę ta dzieciarnia blokuje. muszem wtedy czekać asz pszejdom, żeby mnie ktureś przypadkiem łapy nie pszydeptało. no i tak dzisiaj stałam i stałam a one lazły i lazły. asz siem w końcu wnerwiłam, bo ile można stać. wienc siem w te dzieciaki wmieszałam żeby siem przedostać do lasu. a tu nagle słyszem jak taka mała ruda szczerbata krzyczy:

      - prose pani, jakiś kot się do nas psyplątał!

      a to małpa ruda, jeszcze mnie nikt tak boleśnie nie zranił w całym moim życiu! nigdy nie pszepadałam za dziećmi, ale teraz mają u mnie pszerąbane. wszystkie. zastosujem odpowiedzialność zbiorowom 

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „pies czyli kot”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      piątek, 05 czerwca 2015 13:52

Tagi

Kanał informacyjny