klif on-line

Wpisy

  • niedziela, 29 czerwca 2014
    • łapy precz od łosi

          parę tygodni temu ministerstwo ochrony środowiska (a tak, małą litera, bo na wielką trzeba sobie zasłużyć) ogłosiło zakończenie moratorium na strzelanie do łosi. projekt rozporządzenia w tej sprawie przedłożony został do konsultacji społecznej. no i się zaczęło! na pierwszej linii frontu natychmiast stanął nieoceniony Adam Wajrak głośno pomstując:

      Od czasów Rospudy nie widziałem, aby w równie skandaliczny sposób forsowano równie kiepsko uzasadnioną decyzję. W dodatku forsuje ją wiceminister - zapalony myśliwy.

          niemal natychmiast wyszło na jaw, że ministerstwo dla uzasadnienia swoich poczynań całkiem niezręcznie manipuluje faktami. okazało się, że tak naprawdę nie wiadomo ile tych łosi w Polsce mamy, bo to zwierzę wędrowne. na domiar złego zasady odstrzału zaproponowano dokładnie takie jak w latach 90-tych, kiedy to populacja łosi została niemal w całości (dokładnie w ok.70%) wytrzebiona.

           minister środowiska, w wywiadzie udzielonym A.Wajrakowi usiłował przekonać do odstrzału łosi p.Adama i czytelników GW, argumentując, że łoś był i jest zwierzęciem łownym. oczywiście nikogo nie przekonał. głos zabrała prof. Magdalena Środa: decyzja ministra środowiska o zezwoleniu na zabijanie łosi jest więcej niż bulwersująca. (....) jak się jakieś zwierzę nazwie "łownym", to można do niego strzelać. można strzelać, bo jest łowne, a jest łowne, żeby można było do niego strzelać.

       

      

       

      

          

           w internecie, a zwłaszcza na portalach społecznościowych zawrzało. po paru dniach krążyło już kilka, a może nawet kilkanaście petycji w obronie łosia. do boju włączył się niegdysiejszy premier, obecny mieszkaniec Puszczy Białowieskiej, Włodzimierz Cimoszewicz:

       
       Kolejnemu głuptasowi przeszkadza, że nie zabijamy łosi. Ma się to zmienić. Moja korespondencja ze wspołpracownikami ministra środowiska zaczyna być groteskowa. Dlatego proponuję: piszcie do mos.gov.pl i stanowczo prostestujcie. Poproście też innych. To nasz kraj i nasze łosie. Nie jakiegoś durnia z ministerstwa.

       

      

       

           trudno oszacować liczbę podpisów pod wszystkimi tymi petycjami, na pewno są to tysiące. bardzo się cieszę, że mamy już zauważalne zręby społeczeństwa obywatelskiego, że ministerialne skrzynki pełne są mejli z protestami, że potrafimy się skrzyknąć i zaprotestować w słusznej sprawie. nie wiem jak efektywne okażą się te wszystkie głosy sprzeciwu, czas pokaże.

       

       

       profesor Środa, zbijając po kolei wszystkie argumenty ministra proponuje na koniec, aby skończyć z hipokryzją i przemianować ministerstwo rzekomej ochrony środowiska na ministerstwo myślistwa i przemysłu drzewnego. doceniam jej sarkazm i złośliwość, ale sprawa jest niezwykle poważna. przeczytałam gdzieś, że od 1989 roku tylko jeden minister środowiska nie był myśliwym. jeśli wiadomość ta jest prawdziwa, mamy do czynienia z autentycznym skandalem: osoba oddelegowana do pieczy nad środowiskiem naturalnym radośnie eliminuje z tegoż środowiska piękne, zdrowe okazy fauny, które są naszym wspólnym dobrem narodowym, a w podejmowanych decyzjach kieruje się interesem środowiska myśliwych. przecież to absurd i jawny konflikt interesów. równie dobrze można by seryjnego mordercę mianować ministrem sprawiedliwości.

        

      ps. autorem pięknej fotografii łosia z kaczeńcem jest Adam Wajrak, a kto pozostałych dwóch - nie wiem

      tytuł wpisu to nazwa jednego z proflili na fb poświęconego łosiom  

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „łapy precz od łosi”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 czerwca 2014 16:11
  • niedziela, 22 czerwca 2014
    • był Witalis maści rudej

       

            To była najważniejsza książka mojego dzieciństwa. A może nawet życia? Biorąc pod uwagę łączną liczbę godzin nad nią spędzonych, skalę emocji jakie budziła i sugestywność doznań estetycznych jest prawdopodobnie bezkonkurencyjna. Mam na myśli książkę “Brzechwa dzieciom”, której wartością dodaną, chyba wcale nie ustępującą walorom literackim były
      cudnej urody ilustracje Jana Marcina Szancera. Na niej
      nauczyłam się składać litery w słowa, aby pośrednictwo rodziców okazało się jak najszybciej zbyteczne. Solidnie wydana, w twardej oprawie, z czasem stała się żałosnym wspomnieniem książki: poszarpana, poplamiona i pobazgrana kredkami, z oderwanym grzbietem i luźnymi kartkami znajdowanymi w różnych częściach domu. Ale czy inaczej może wyglądać ukochana książka, pierwsza samodzielna lektura?
       
      

       

                    Kiedy przyszła na świat córka, niezwłocznie nabyłam tę książkę jako artykuł pierwszej potrzeby. Byłam przekonana, że będzie ona również arcyważna dla mego dziecka i wcale się nie pomyliłam: bardzo szybko Kaczka dziwaczka, Indyk, który szedł ulicą Wolską, Sum matematyk, Żaba, co była słaba, Zuk, co to w okieneczko biedronki pukał stali się naszymi wspólnymi przyjaciółmi. Również ten egzemplarz skończył marnie: zaczytany, porysowany, podarty.

       

            Co ciekawe - czyżby było to uwarunkowanie genetyczne? - Aga, podobnie jak niegdyś ja, ukochała sobie najbardziej "Szelmostwa Lisa Witalisa". Czytałyśmy  i recytowały z pamięci tę bajkę tysiące, a może setki tysięcy razy.

       

      Znano różne w świecie lisy:

       

      Był więc lis Ancymon Łysy;

       

      Pospolity lisek rudy,

       

      Pełen sprytu i obłudy;

       

      Lis niebieski - wielka sknera;

       

      Zezowaty lis - przechera;

       

      Czarny lisek ogoniasty;

       

      Lis Patrycy Jedenasty;

       

      Srebrny lis niezwykle szczwany;

       

      Lis Mikita spod Oszmiany;

       

      Lis Telesfor farbowany,

       

      Niebezpieczny i zawzięty;

       

      Lis Wincenty, lis Walenty,

       

      Lecz nie było w świecie lisa

       

      Ponad lisa Witalisa.

       

               Nie wiem co powiedziałaby na to córka, ale jestem pewna, że moją wielką słabość do lisów zawdzięczam panom Brzechwie i Szancerowi. Nic to, że w Poddąbiu widziałam lisa tylko raz, w dodatku z całkiem sporej odległości. Podglądam za to lisy nałogowo w internecie, zwłaszcza na Facebooku. Profil "Dzień dobry Bieszczady" (kiedyś go tu polecałam) prezentuje cudne filmiki zrealizowane m.in. w pobliżu lisich nor, ostatnio z udziałem baraszkujących młodych. Jeśli ktoś ma wolne 2,5 minuty szczerze polecam:

      https://www.facebook.com/photo.php?v=326947437458098&set=vb.171169989702511&type=3&theater

             Młode liski podglądam też u Adama Wajraka

       

       

      Bardzo zazdroszczę panu Adamowi, że może im się dokładnie przyglądać, wie nawet, który z tej pary jest ciapą.

      Piękne fotki podziwiałam również na blogu Leśniczego:

       

       Niestety pan Leśniczy nazywa te słodziaki niedoliskami, co skłania do przypuszczenia, że jest myśliwym. Nie bardzo rozumiem jak można najpierw fotografować, a następnie strzelać, w ogóle nie rozumiem jak można strzelać, ale o tym już pisałam. Mam zatem do leśniczego Jarka stosunek ambiwalentny.

      Za to pewien pan z FB rzucił mnie po prostu na kolana. Nazywa się Witali Yarkov i        i dzieli mieszkanie oraz lodówkę z dorosłym lisem.

       

       Mam nadzieję, że uratował tego lisa z hodowli, a nie wytaszczył podstępnie z lasu. Ale kto go tam wie, zważywszy, że ma na imię Witali. Może jest maniakalnym fanem Brzechwy w drugim pokoleniu?

      Ja lisa raczej nie przygarnę z co najmniej kilku przyczyn. Liczę jednak na to, że Lis Witalis pojawi się jeszcze raz w moim życiu, jeśli zostanę babcią. 

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „był Witalis maści rudej”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 czerwca 2014 21:32
  • niedziela, 15 czerwca 2014
    • moje świento

             Dawno mnie tu nie było bo zarobiona jestem okropnie. Sporo ludzi jusz siem po Poddąbiu krenci, trzeba domu pilnować. Poza tym jaszczurki mi siem pod tarasem zalengły co uważam za obużajonce. Nie mam żadnego pomysłu jak siem ich pozbyć tylko wchodzem pod taras i szczekam, czasem to i dwie godziny tam u nich jestem. Ale szczerze muwionc one siem fcale a fcale mnom nie pszejmujom a ja pszes te ich beszczelność nie mogem siem uspokoić.

            Dzisiaj jest dzień szczegulny dla mnie, bo som moje urodziny. Wolałabym nie mówić kture, chfalić się nie ma czym. No ale dobra, powiem - kończem dzisiaj 8 lat. Wienc młoda to ja jusz nie jestem, ale i do starości trochem mi brakóje. Pan Doktor z Ustki powiedział rze mam pieńkne zemby, takie jakbym dwa lata miała. To dobrze bo lubiem czasem ugryść, a czasem tesz i odgryść siem trzeba. Gorzej jest z oczami, podobno mam poczontki zaćmy, na razie na jednym oku. No i niestety ostatnio trochem pszytyłam pszez te fszystkie stresy. Mam takie sfoje wyjście ucieczkowe miendzy prentami furtki z drugiej strony domu. Coras trudniej mi siem tamtendy pszecisnonć i bojem siem, że siem pewnego dnia miendzy tymi prentami zaklinujem. Pora pomyśleć o jakiejś diecie.

            Baba na urodziny tylko mi trochem miensa z kurczaka wrzuciła do miski jak psu. A ja na zdjenciach widziałam, że moja popszedniczka dostawała na urodziny tort z paruwek i wołowiny. Pszychodzili tesz do niej goście: matka i siostszeniec. A ja co? Zero tortu, zero gości. Zresztom ja tu w ogóle nie mam rodziny ani przyjaciół. Gandzia coraz bardziej nosa zadziera, jak pszychodzem do karczmy to warczy i zemby szczerzy. Benek jest trochem bardziej koleżeński i jusz mi ostatnio wody nie wypija ale doszłam do wniosku, rze on jest jakiś infantylny.Taki durzy chłop a bawi siem piszczącymi zabawkami i jak one piszczom to on wyje. To ja siem pytam: czy to jest poważny facet?

           Muszem kończyć, bo robota czeka. Chciałabym jeszcze tylko pozdrowić serdecznie Pana Romka ze Szczecina. Gdybym powiedziała, że pan Romek pszyjechał do Poddąbia rzeby siem ze mnom spotkać tobym skłamała. Ale spotkaliśmy siem i mówił rze miło mu było mnie poznać, bo bardzo mu siem podobają moje fpisy na blogu. Pszy okazji pozdrawiam tesz wszystkich innych moich Czytelnikuf i lecem szczekać na jaszczurki.

           - Trzeba siać, siać, siać..- mawia Ojciec Dyrektor. I ja siem z nim zgadzam.    Tszeba szczekać, szczekać, szczekać...

          

      Na tym zdjenciu słabo mnie widać, bo właśnie u jaszczórek jestem

       

      

       

       

      A na tej fotce mam kilka miesiency. Jak widzicie od maleńkości posługiwałam siem komputerem

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (20) Pokaż komentarze do wpisu „moje świento”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 czerwca 2014 13:59
  • sobota, 07 czerwca 2014

Tagi

Kanał informacyjny