klif on-line

Wpisy

  • czwartek, 30 maja 2013
  • czwartek, 23 maja 2013
    • gdy słońce zachodzi

            W  pogodne majowe wieczory dolny odcinek schodów prowadzących na plażę pełni czasem funkcję salonu, tarasu widokowego, pubu i baru w jednym. Nie wiem czemu ze schodów najprzyjemniej się obserwuje jak "słońce chyli się ku zachodowi". Jeszcze przyjemniej gdy trzyma się w dłoni szklaneczkę z atrakcyjna zawartością, rzecz jasna w  towarzystwie.

      W kwestii czy nic dwa razy istotnie się nie zdarza zawsze miałam spore  wątpliwości. Niemało sytuacji w życiu  jest przecież powtarzalnych do bólu.  Jednak zachód słońca, od zarania dziejów niezbywalny, codzienny spektakl natury, wydaje mi się całkowicie niepowtarzalny. Gra światła, barwy, konstelacja chmur chyba nie mogą się replikować w identycznej postaci. Zmienne są też jak ogólnie wiadomo godziny. Parę dni temu siedziałam na schodach,  gdy nadeszła grupa młodych turystów. Sprawdzili godzinę zachodu w internecie i punktualnie stawili się nad morzem. Bardzo zaskoczeni, bo słońce było jeszcze dość wysoko zastanawiali się jak to jest możliwe, że zachód się spóźnia. Tymczasem zachód słońca jest zawsze punktualny. Wystarczy wiedzieć, że podawana w internecie i rozlicznych kalendarzach godzina dotyczy tylko jednego konkretnego miejsca na mapie, w Polsce najprawdopodobniej jest to Warszawa. W pozostałych miejscach, zależnie od długości i szerokości geograficznej (i jeszcze paru mniej istotnych dodatkowych czynników) godzina ta różni się od kilku minut do nawet ponad pół godziny.  Istnieją algorytmy pozwalające  samodzielnie  obliczyć precyzyjną godzinę wschodu i zachodu słońca oraz księżyca dla każdego punktu na kuli ziemskiej.

      W Poddąbiu zachód słońca jest teraz ponad pół godziny później niż ten publikowany. Bardzo to miła okoliczność. Mamy w ten sposób może i najdłuższy dzień w Polsce, a co za tym idzie można sobie dłużej posiedzieć wieczorem na schodach.

       

      

       

      

       

      

       

      

       

       

       

      

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „gdy słońce zachodzi”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 maja 2013 11:35
  • czwartek, 16 maja 2013
    • wieści z Pomorza

             W Poddąbiu to właściwie jak w filmie polskim: nuda......nic się nie dzieje...brak akcji. O dialogach nie można nawet powiedzieć, że niedobre, bo to tutaj towar mocno deficytowy. Pocieszający jest tylko fakt, że społeczeństwo za to nie płaci.

       W tak pięknych i niepowtarzalnych okolicznościach przyrody trzeba chociaż od czasu do czasu te opłotki opuścić. Dzisiaj będą trzy ciekawostki z regionu.

      Po pierwsze: na Pomorze po kilkudziesięciu latach nieobecności wróciły wilki. Na razie jest ich 30-35, ale biorąc pod uwagę, że w całej Polsce mamy ich ok.900 nie jest to mało. Poza tym od czegoś trzeba zacząć. Jeszcze w tym roku zostanie przeprowadzona dokładna inwentaryzacja w lasach całego województwa.

       

      Wilki objęte są ścisłą ochroną gatunkową. Na ich fotografowanie, filmowanie a nawet obserwację niezbędna jest zgoda regionalnej dyrekcji ochrony środowiska. A gdyby ktoś chciał wilka schwytać i założyć mu obrożę potrzebuje do tego zgody generalnej dyrekcji ochrony środowiska. Proszę zatem pamiętać, że bez pośrednictwa powyższych instytucji kontakt z tymi drapieżnikami jest nielegalny.

      Zaprosiłabym wilki do poddąbskich lasów, bo chyba jeszcze tu nie dotarły. To piękne, budzące respekt zwierzęta. Ale żywią się  przede wszystkim sarnami, jeleniami i dzikami, a poza tym lisami, bobrami, zającami i borsukami.  Mieszkańcy tutejszych lasów raczej by ich więc nie zapraszali, może zatem nie powinnam się wychylać. Zwłaszcza że jak zechcą, to jak ruskie, same przyjdą.

      Po drugie, mamy lokalną sensację: w okolicach Jastarni z Zatoki Gdańskiej wynurzył się nowy ląd! Odkrywcą jest pan Dariusz Bógdał, fotografik, który z samolotu obserwuje poczynania fok.

      

      

      Nowy ląd został przez naukowców nazwany Ryfem Fok. W pobliżu znajduje się bowiem Ryf Mew, naturalna piaszczysta mielizna między Kuźnicą a Rewą, która stała się siedliskiem dla ptaków. Na Ryfie Fok zapewne będzie podobnie, już zaobserwowano tam czaple, mewy i rybitwy. Foki na razie się tam nie pojawiły, ale prawdopodobnie jest to tylko kwestia czasu. Zwłaszcza że nazwa zobowiązuje.

      całość przeczytać mozna tutaj:

      http://wyborcza.pl/1,75476,13885622,Sensacyjne_zdjecia__Nowy_lad_wynurzyl_sie_z_Zatoki.html

       

      Ostatnia ciekawostka jest właściwie dość smutna. W miasteczku Chojnice ktoś wygrał 17 milionów w lotto. Niestety zapomniał o sprawdzeniu kuponu, może uprał go w pralce albo zgubił. No i właśnie minął termin zgłoszenia się po tę wygraną. Tak sobie myślę: może to był ktoś biedny, może kupuje w sklepie na zeszyt? Może żyje w ciasnym, zagrzybionym mieszkaniu? Może marzył o jakiejś podróży życia? Jakim to trzeba być pechowcem, żeby się tak minąć z fortuną...

       

           A z tą nudą w Poddąbiu oczywiście żartowałam. Dookoła świeża majowa zieleń, zakwitły pierwsze konwalie, ptaki śpiewają, słońce wschodzi i zachodzi.  Jak dla mnie zupełnie wystarczy.

       

      

       

       

      

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (20) Pokaż komentarze do wpisu „wieści z Pomorza”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 maja 2013 13:28
  • środa, 08 maja 2013
    • fiołki i konkurs

            Wreszcie i u nas wiosna rozpostarła skrzydła. Wystarczyło kilka cieplejszych dni, aby nadrobiła spore zaległości. Można chyba powiedzieć, że doganiamy centralną Polskę, kwitnie już niemal wszystko, sporo też świeżej zieleni dookoła. Trzeba się zatem wziąć do różnych robótek plenerowych. Na przykład po raz kolejny wygrabić liście, które usłużny las przy silniejszych podmuchach wiatru nieodmiennie zwraca. Uprzątnąć to i owo, zasiać trawę. Wstyd się przyznać, ale jeszcze nigdy w życiu nie siałam trawy. W sklepie ogrodniczym długo medytowałam, które pudełko wybrać. Pani ekspedientka spytała, czy będą po tej trawie biegać dzieci i psy i czy będą samochody jeździć. Skwapliwie przytaknęłam, wówczas pani doradziła mi najbardziej odporną na deptanie trawę stadionową. Na opakowaniu widniał facet kopiący piłkę, który w ogóle mi się nie spodobał. Oczywiście  chciałabym mieć trawę nie do zdarcia, ale fanką piłki nożnej nie jestem. Wybrałam zatem trawę o prestiżowej nazwie "Rezydencja" z widokiem wypasionej budowli o jakiej nawet nie marzę. Ula obiecała pomoc, bo ogrodniczka ze mnie marna.

      Poza tym wytaszczyłam ze schowka rower, aby po krótkiej przejażdżce stwierdzić, że z kondycją całkiem niewesoło. To wszystko przez tę długą zimę spędzoną w mieście, a także przez internet, od którego jestem niestety uzależniona. Rozważam 2-3-miesięczny odwyk od netu, wiosna wydaje się terminem optymalnym. Na razie zastanawiam się, czy to w ogóle realne, bo głupio by było wrócić po paru dniach z podkulonym ogonem...Uzależnienie rzecz paskudna.

       

      

       

      

       

      

      A teraz konkurs, bo już dawno nie było. Przypominam, że nagrodą jest weekend w domu na klifie dla dwóch osób w dowolnym terminie poza ścisłym sezonem wakacyjnym.  Przypominam również, że laureatką poprzedniego konkursu jest pani Luna, która zapowiedziała swój przyjazd w maju.

      Dzisiaj będzie trochę jak na portalu Pudelek. Ale tylko trochę. Autorka poniższych wynurzeń, to poważna, znana i ceniona dama parająca się literaturą. Cytowany fragment pochodzi z jej dziennika. Naturalnie poproszę o nazwisko, a na odpowiedzi czekam tydzień.

       

      "Najwięcej antypatii okazuje mi pan Malik. Patrzeć na mnie nie może i odwraca
      się, gdy mówię w jego stronę...Okropne, nieludzkie społeczeństwo nasze, czego
      dowodem, że na trzech moich mężów ani jeden nie jest naprawdę człowiekiem, z którym łatwo żyć by można. Pierwszy – kretyn notoryczny, nieuk i cham. Drugi – wariat trochę, zły charakter, egoista sentymentalny, żujący własne paznokcie, nerwus i zarozumialec szewcowaty, średnio porządny w interesach. Trzeci – urok dziecka i zwierzęcia, ale dużo zarozumialstwa, pychy, no i te wybryki niesamowite, gdy staje się dla mnie niebezpieczny od wojny samej. Dla byle powodu dostaje ataku furii, której jednak przy zwierzchniku wojskowym nie
      dostałby na pewno. Twarz ma wówczas jak upiór w operze, zaciska pięści, szuka, czym by mnie zabić, nieopisana nienawiść tryska z czarnych ocząt, które miały być gwiazdkami mojego życia i dla których tyle poświęciłam w życiu..."

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „fiołki i konkurs”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      środa, 08 maja 2013 21:19
  • czwartek, 02 maja 2013
    • weekend majowy i laguny

      Z dezaprobatą przyglądam się mapie pogody: zimniej niż u nas nie ma praktycznie nigdzie w Polsce. Nawet słynące z niskich temperatur Suwałki mają parę stopni więcej. Chłodno, ale do
      dzisiaj słońce łaskawie towarzyszyło nam codziennie. Poddąbie zaludniło się, na szczęście nieprzesadnie. Nie oszukujmy się: długi weekend majowy w malutkiej miejscowości nad zimnym Bałtykiem jest dla hobbystów. Koleżanka martwi się, że tak niewiele mamy tu do zaoferowania turystom. A mnie się wydaje, że niepotrzebnie się martwi. Bo jeśli ktoś nie wyobraża sobie wypoczynku bez spa, basenu z ciepłą wodą, imprez kulturalnych, pubów, klubów czy winiarni  wybiera zapewne Sopot, Międzyzdroje albo wręcz wielkomiejski Kołobrzeg. O amatorach tropików nie ma co wspominać, są dla polskiego wybrzeża straceni nawet w sezonie. A bywalcy Poddąbia? Może nie potrzebują do wypoczynku żadnych bajerów? Może przyjeżdżają tu na spotkanie z rodziną, przyjaciółmi, a niektórzy po prostu na spotkanie z samym sobą? Może po prostu poszukują świętego spokoju, wartości mocno deficytowej w
      obecnych czasach? Może wędrówki piesze czy rowerowe po klifie lub brzegiem morza wystarczająco ich relaksują? Nie wszyscy przecież mają zapotrzebowanie na wszechstronne zagospodarowanie im czasu i podejrzewam, że głównie tacy właśnie turyści trafiają do Poddąbia.
            
      Oglądam po raz n-ty tzw. tryptyk gzowski Andrzeja Kondratiuka. Trzy filmy ( “Cztery pory roku”, 
      “Wrzeciono czasu” i  “Słoneczny zegar") zrealizowane w latach 1983-1997. Doskonałe, nastrojowe, kameralne kino autorskie. Wioseczka Gzowo gdzieś w okolicach Pułtuska, kurna chatka, staw, grobla, Narew. Warunki bytowe więcej niż prymitywne, symbioza z naturą perfekcyjna. Na planie parę osób, głównie rodzina, koty i psy. No i rzecz jasna natura i to jaka!  Przyroda mazowiecka, która mówiąc oględnie nie rzuca na kolana, w kadrach Kondriatiuka okazuje się urzekająco piękna. Do tego inteligentne  dialogi i monologi o życiu, miłości,  przemijaniu, śmierci, czyli o tym co najważniejsze.
       
      
       
       
      to chyba najsłynniejszy kadr tryptyku, pochodzi z “Wrzeciona
      czasu”. I jeden z dialogów:
      
      Marynia (Iga Cembrzyńska): Nie marzą ci się czasem morza poludniowe, złoty gorący piach, rafy koralowe, laguny?
       
      
       
      Andrzej (oczywiście Kondratiuk): Marzą
       
      
       
      Marynia: No i co?
      Andrzej ( z zadumą w głosie, trochę jakby się tłumaczy): Nie tam są laguny gdzie są laguny, ale tam są laguny gdzie jesteśmy my
       
      
      
      Kiedyś ta odpowiedź wydawała mi się przewrotnym żartem. Film powstawał na początku transformacji, egzotyczne wyjazdy za w miarę przystępną cenę nie były jeszcze w Polsce dostępne. Teraz, po latach odczytuję to inaczej, bardziej dosłownie: każdy ma swoje laguny, które sam wybiera, podobnie jak każdy ma swój Everest do którego dąży.
      Te laguny mogą być wszędzie tam, gdzie człowiek związał się emocjonalnie z jakimś kawałkiem przyrody. Dla niektórych taką właśnie laguną może stać się  malutkie Poddąbie na wysokim klifie.
       
      
       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „weekend majowy i laguny”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 maja 2013 15:12

Tagi

Kanał informacyjny