klif on-line

Wpisy

  • niedziela, 26 kwietnia 2015
    • kto dba, ten ma

             kiedy wraz z całym internetem zachwyciłam się zdjęciem łasicy lecącej na dzięciole zrobionym lekko, łatwo i przyjemnie przez fotoamatora, uznałam że każdemu może nieoczekiwanie podjechać jego pociąg i należy być zawsze na taką gratkę przygotowanym.  w praktyce oznacza to nierozstawanie się z aparatem fotograficznym bez względu na to w jakim celu wychodzimy z domu, co przecież nie wydaje się zadaniem przesadnie trudnym. dlatego też za każdym razem gdy na chodniku w Objeździe wyrasta przede mną celebryta Waluś, cisną mi się na usta same brzydkie wyrazy. a zwłaszcza słowo na literę k, to które profesor Miodek nazwał współczesną werbalizacją przecinka. no bo, kurwa, aparatu oczywiście nie mam. ostatnio prawie się o Walusia potknęłam, jako że zauważyłam go tuż obok dosłownie w ostatniej chwili. oboje byliśmy zamyśleni, ale Waluś jakby bardziej. spojrzał na mnie niechętnie, ale też bez jakichś wielkich emocji i rzucił od niechcenia:

             - założę się, że jak zwykle zapomniałaś aparatu, ty niepozbierana babo z Poddąbia

             oczywiście przejrzał mnie na wylot: że niepozbierana, z Poddąbia i tradycyjnie bez aparatu. głupio mi się zrobiło więc odwróciłam głowę. od strony sklepu zmierzała w naszym kierunku młoda pani z psem. zapytałam, czy Waluś nie przestraszy się jej psa. panią moje pytanie rozbawiło

             - przecież to jest mój bocian - odpowiedziała z dumą i przeszła wraz z psem na drugą stronę ulicy, po czym zniknęła za bramą swego domu. wszystko się zgadzało. wiedziałam już wcześniej, że Waluś, który z sobie tylko wiadomych przyczyn spędził zimę w Objeździe był lokatorem kurnika w tym właśnie gospodarstwie. Waluś postał jeszcze chwilę na chodniku, najwyraźniej rozważając zasadność powrotu do domu.

            - już tyle okazji obfotografowania mnie przegapiłaś, że moim zdaniem powinnaś się poddać. idź do Czesi, ona ma mnóstwo moich zdjęć, może ci jakieś pożyczy - powiedział na pożegnanie. drobnymi krokami z godnością przemierzył jednię i wszedł na teren posesji.

            przemyślałam sprawę i przyznałam mu rację. najwyższa pora się poddać, najwyraźniej sfotografowanie Walusia jest mi niepisane. udałam się więc do Czesi po fotkę. faktycznie ma ich mnóstwo, ale ta jest chyba najpiękniejsza

      

      

       

             żeby jakoś odreagować stres z Walusiem związany postanowiłam znaleźć innego bociana. no i znalazłam. jest znacznie bardziej stabilny więc nie trzeba się za nim uganiać, a przy tym mniej przemądrzały niż Waluś. to jest bocian na miarę możliwości niepozbieranej baby z Poddąbia.

       

      

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (27) Pokaż komentarze do wpisu „kto dba, ten ma”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 kwietnia 2015 13:22
  • sobota, 18 kwietnia 2015
    • nieoczekiwane chwile grozy

            wczoraj pojechałyśmy z babom do Ustki. myślałam, że jedziemy po świeże mienso dla mnie, bardzo wienc byłam zaskoczona gdy zatrzymałyśmy się przed takim szyldem

      

      

      

       

      natychmiast po wejściu dostałam siem w silne łapy pana Jarka, menszczyzny brutalnego, bezwzglendnego i wypranego z empatii

      

      

       

      kilka razy usiłowałam go ugryźć, niestety nic to nie dało poza tym, że założono mi opaskę uniemożliwiającą otwarcie paszczy

       

      

       

      czułam siem bardzo upokożona i zdominowana przez tego brutala. a baba, zamiast mi pszyjść w trudnych chwilach na ratunek, najbeszczelniej w świecie współpracowała z moim oprafcom. nigdy jej tego nie zapomnem. to pastwienie siem nade mnom trfało ponad godzine. z pszerażeniem paczyłam jak prawie calutkie moje futro wylondowało na podłodze

       

      

       

      sapałam, dyszałam, jenczałam, udawałam że siem duszem, asz zrozumiałam, że temu panu opce jest uczucie litości. tylko baba siem dała nabrać i siem pszestraszyła że jusz umieram

       

      

       

      to był jeden z najgorszych dni w moim życiu. chyba nikt mnie nigdy tak nie pszeczołgał jak ten pan Jarek. a baba jeszcze mu za to fszystko co mi zrobił dała pieniondze i powiedziała, że przyjedziemy za trzy miesionce. chyba jom pogięło.  czujem siem jakbym była łysa, a na twarzy chyba do sznaucera zrobiłam siem podobna. a Wam jak siem podobam w nowym fcieleniu? tylko szczeże proszem!

       

      

       

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „nieoczekiwane chwile grozy”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      sobota, 18 kwietnia 2015 15:27
  • sobota, 11 kwietnia 2015
    • zagadka metafizyczna

       

            parę dni temu, a dokładnie w minioną środę dostałam od przyjaciół z południa Europy zestaw 25 fotografii przedstawiających świeżo odrestaurowaną ulicę, przy której mieszkają. zdjęcia wykonała osoba dobrze wyedukowana fotograficznie, przy użyciu obiektywu zwanego fisheye, po naszemu rybim okiem. jak wiadomo, a jeśli komuś nie wiadomo, to jak widać na zdjęciu poniżej, obiektyw taki zniekształca obraz zaokrąglając go. w Wikipedii przeczytałam, że obiektyw fisheye nie ma skorygowanej dystorsji, a to powoduje beczkowate zniekształcenie obrazu.

       

      

           

             wielokrotnie oglądając otrzymane zdjęcia popadłam w moją cykliczną zadumę nad własnym matołectwem fotograficznym. mało, że w ogóle nie jestem wyedukowana, to właściwie brak mi całkiem elementarnej wiedzy. rozmyślałam jak by wyglądało morze, las i w ogóle poddąbska przyroda na zdjęciach wykonanych rybim okiem. zastanawiałam się, czy to jest obiektyw wymienny, do którego potrzebna jest lustrzanka. kolejny raz zapłakałam (na szczęście tylko metaforycznie) nad moim marnym, a do tego zawodnym aparacikiem kompaktowym. no cóż, jak wiadomo świat nie jest sprawiedliwy, nie każdemu edukacja i fisheye pisane.

             następnego dnia, w czwartek, los rzucił mnie wieczorową porą do Machowinka, gdyby ktoś nie wiedział, wioski oddalonej 4 km od Poddąbia. akurat malowniczo zachodziło słońce więc sięgnęłam po aparat 

      

      

       

            mam nadzieję, że beczkowate zniekształcenie nie jest moją imaginacją i każdy może je zobaczyć. przysięgam, że w ogóle przy aparacie nie majstrowałam. przysięgam również, że wiernie opisałam sytuację i zachód słońca w Machowinku uwieczniłam dokładnie następnego dnia po moich gorzkich rozmyślaniach.

           czyli co? zdarzenie paranormalne?

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (23) Pokaż komentarze do wpisu „zagadka metafizyczna”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      sobota, 11 kwietnia 2015 13:46
  • sobota, 04 kwietnia 2015

Tagi

Kanał informacyjny