klif on-line

Wpisy

  • piątek, 30 listopada 2012
    • sąsiedzi

       
      tytuł kojarzy mi się ostatnio z książką Grossa, za sprawą filmu “Pokłosie” często w tych dniachprzywoływanej. nie będzie tu jednak ani o Grossie ani o filmie Pasikowskiego, z którym mam kłopot. mówiąc delikatnie, jakoś nie rzucił mnie ten film na kolana.
      prawicowy publicysta pan Zdort wyznał, że śmiał się w czasie projekcji, a dawny opozycjonista o absolutnie gołębim sercu, pan Henryk Wujec - płakał. ja patrzyłam tylko coraz bardziej okrągłymi oczami. wstyd mi przed sobą, a właściwie podobnie jak niegdyś poseł Kurski, jestem na samą siebie oburzona. to, co miałabym o tym filmie do powiedzenia być może by mnie bliżej tzw.prawdziwych Polaków plasowało, a ja w żadnym wypadku do tego grona nie aspiruję. tak więc spuszczam zasłonę milczenia na “Pokłosie”. niech sobie każdy kto ma ochotę pójdzie i osobiście zrecenzuje, a ja zajmę się własnymi sąsiadami.
       
         moją najbliższą sąsiadką jest wiewiórka. nie widuję jej często, ale ma chyba dziuplę tuż obok mojego domu, bo zawsze widzę ją na tym samym drzewie. dom zaś położony jest przy samym lesie. jestem przyzwyczajona do oswojonych wiewiórek z warszawskich Łazienek, które często jadają z ręki człowieka. nawet ostatnio bardzo ładną sesję zdjęciową z ich udziałem w internecie oglądałam. jestem więc niepocieszona, że sąsiadka na mój widok zwiewa tak szybko, że mi
      najmniejszej szansy na pstryknięcie fotki nie zostawia. następnym, o parę drzew dalszym sąsiadem jest dzięcioł. strasznie pracowity osobnik, praktycznie nieustająco go słychać. wrzuciłam do wyszukiwarki pytanie “dlaczego dzięcioł stuka” i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu na pierwszej pozycji wśród odpowiedzi pojawia się nieoceniony “Nasz dziennik”, który wymienia aż trzy powody: szuka pokarmu, wykuwa dziuplę i oznacza swoje terytorium. podejrzewam, że jest to
      pierwsza informacja pochodząca z tej gazety, w którą jestem skłonna uwierzyć.
      trochę dalszymi sąsiadami są ryjące co noc pod moją bramą dziki. nie mam pojęcia czego one w tym miejscu stale szukają. dokopać się mogą najwyżej kabli od elektryczności lub internetu. w dodatku co jakiś czas podbiega do ogrodzenia szalejąca z wściekłości Szczuria, a to musi je chyba lekko deprymować. a może zrozumiały już, że to strachy na lachy, bo pies jest po drugiej stronie
      zamkniętej bramy?
      domyślam się, że mam znacznie więcej sąsiadów. żyją tu przecież kuny, nornice, łasice, borsuki, podobno nawet łosia można spotkać. ja kilka dni temu widziałam pędzącą po wybrukowanej kostką ulicy Spacerowej niewielką sarenkę /koziołka?/. dwa razy mignął mi w lesie lis, raz duża sarna. dawno temu poznałam rodzinę jeży, o której zresztą pisałam. i to wszystko, jeśli chodzi o kontakt bezpośredni. natomiast jadąc samochodem czterokilometrową drogą prowadzącą z
      Machowinka do Poddąbia spotyka się przebiegające drogę zwierzęta bardzo często. właściwie to jest ten sam las, więc kompletnie nie mogę zrozumieć czemu tak się dzieje. może łatwiej wyczuwają z daleka ludzi niż o wiele szybsze auto? a może od strony klifu jest w lesie mniej zwierząt? gdy od czasu do czasu słyszę strzały, to rozbrzmiewają one zawsze w lesie po drugiej stronie szosy trochę ode mnie oddalonej. myśliwych nie znoszę i na szczęście nigdy tutaj na własne oczy żadnego z nich nie widziałam. cóż to za żałosne hobby, do tego pokrętną
      ideologią podbudowane!
      bardzo lubię oglądać na Facebooku przepiękne zdjęcia Adama Wajraka. od wielu lat mu zazdroszczę mieszkania w puszczy. ostatnio  trochę mniej, na klifie też jest fajnie.  tylko że on na każdym praktycznie spacerze spotyka kogoś bardzo ciekawego, często całe stada.  poza tym jest niezmiernie utalentowany i zapewne ma świetny sprzęt do fotografowania, bo przecież zbyt blisko to nawet on nie może podejść. świat nie jest sprawiedliwy. może ktoś by mi potrafił wyjaśnić
      dlaczego ja tak mało tych moich sąsiadów widuję? dlaczego w mieście można coraz częściej spotkać dziki, lisy, jeże czy zające w całkiem niedużej odległości od człowieka, a przede mną całe to towarzystwo umyka?
       
       
       
       
       
       
      na zdjęciach z internetu wiewiórka z Łazienek i dziki z Gdańska, cudne wilki Adama Wajraka i las za moją bramą .
       
      przepraszam, że się tak rozpisałam. od pewnego czasu staram się być maksymalnie zwięzła, jak widać nie zawsze mi się udaje.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „sąsiedzi”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      piątek, 30 listopada 2012 10:58
  • piątek, 23 listopada 2012
    • kamienie, wandale i poetka

      to są poddąbskie kamienie megalityczne usytuowane ok.150 metrów od ulicy Wczasowej. na temat ich wieku i historii przeczytałam w internecie kilka znacznie różniących się między sobą wersji więc nie podam  żadnej. może nieoceniona Czesia wie, która z tych wersji jest prawdziwa i zechce nam wyjawić.

      i pomyśleć, że stały sobie nienaruszone parę tysięcy lat, aż pojawiła się jakaś dzika parka, która była uprzejma nabazgrać na nich swoje imiona.

       

      Wisława Szymborska  

       

       Rozmowa z kamieniem

      Pukam do drzwi kamienia.
      - to ja wpuść mnie.
      Chcę wejść do twojego wnętrza,
      Rozejrzeć się dokoła,
      Nabrać ciebie jak tchu.

      - odejdź- mówi kamień.-
      jestem szczelnie zamknięty.
      Nawet rozbite na części
      Będziemy szczelnie zamknięte.
      Nawet starte na piasek
      Nie wpuścimy nikogo.

      Pukam do drzwi kamienia.
      - to ja wpuść mnie
      przychodzę z ciekawości czystej.
      Życie jest dla niej jedyna okazją.
      Zamierzam przejść się po twoim placu,
      A potem jeszcze zwiedzić liść i kroplę wody.
      Niewiele czasu na to wszystko mam.
      Moja śmiertelność powinna cię wzruszyć.

      -jestem z kamienia - mówi kamień-
      i z konieczności musze zachować powagę.
      Odejdź stąd.
      Nie mam mięsni śmiechu.

      Pukam do drzwi kamienia.
      -to ja wpuść mnie.
      Słyszałam, że są w tobie wielkie puste sale,
      Nie oglądane, piękne nadaremnie,
      Głuche, bez echa czyichkolwiek kroków.
      Przyznaj, że sam niedużo o tym wiesz.

      -wielkie i puste sale- mówi kamień-
      ale w nich miejsca nie ma.
      Piękne, być może, ale poza gustem
      Twoich ubogich zmysłów.
      Możesz mnie poznać, nie zaznasz mnie nigdy.
      Całą powierzchnią zwracam się ku tobie,
      A całym wnętrzem leżę odwrócony.

      Pukam do drzwi kamienia.
      -twoja wpuść mnie.
      Nie szukam w tobie przytułku na wieczność.
      Nie jestem nieszczęśliwa.
      Nie jestem bezdomna.
      Mój świat jest wart powrotu.
      Wejdę i wyjdę z pustymi rękami.
      A na dowód, że byłam prawdziwie obecna,
      Nie przedstawię niczego prócz słów,
      Którym nikt nie da wiary.

      -nie wejdziesz- mówi kamień.-
      brak ci zmysłu udziału.
      Żaden zmysł nie zastąpi ci zmysłu udziału.
      Nawet wzrok wyostrzony aż do wszechwidzenia
      Nie przyda ci się na nic bez zmysłu udziału.
      Nie wejdziesz, masz zaledwie zamysł tego zmysłu,
      Ledwie jego zawiązek, wyobraźnie.

      Pukam do drzwi kamienia.
      -to ja wpuść mnie.
      Nie mogę czekać dwóch tysięcy wieków
      Na wejście pod twój dach.

      -jeżeli mi nie wierzysz- mówi kamień-
      zwróć się do liścia powie to, co ja.
      Do kropli wody, powie to, co liść.
      Na koniec spytaj włosa z własnej głowy.
      Śmiech mnie rozpiera, śmiech, olbrzymi śmiech,
      Którym śmiać się nie umiem.

      Pukam do drzwi kamienia.
      -to ja wpuść mnie.

      -nie mam drzwi- mówi kamień.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „kamienie, wandale i poetka”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      piątek, 23 listopada 2012 13:48
  • niedziela, 18 listopada 2012
    • wolę las

      od ponad roku w zasadzie nie mieszkam w Warszawie. w zasadzie, bo jak się wiosną rozchorowałam, to jednak pojechałam na stare śmieci.  oczywiście szybko pożałowałam tej zmiany i zaczęłam tęsknić za życiem na klifie. z kolei w Poddąbiu dopada mnie niekiedy lekka nostalgia za Warszawą. poszłabym na spacer na Stare Miasto albo do ulubionego kina. chyba niestety człowiek tak ma i dopóki bilokacja nie stanie się darem ogólnodostępnym tak już pozostanie. w oczekiwaniu na ten przełom podglądam sobie w necie co się dzieje w Warszawie. duże wrażenie zrobiła na mnie zakończona niedawno kampania społeczna warszawskiego Zarządu
      Transportu Miejskiego. Przez ostatnie tygodnie ZTM na plakatach w autobusach i tramwajach zachęcał pasażerów do ustępowania miejsca osobom niepełnosprawnym, starszym i kobietom w ciąży. Akcję firmował m.in. apel "Obywatelu powstań". Do tego zdjęcie chłopaka, który rozsiadł się w autobusie i stojącej nad nim kobiety o
      kulach.
      reakcja warszawiaków poraziła organizatorów. na forach internetowych i na Facebooku pojawiło się mnóstwo agresywnych komentarzy młodych gniewnych: że ciąża to nie choroba, że nie wiadomo czy kobieta jest  w ciąży czy tylko otyła. że stare baby wymuszają
      ustąpienie miejsca, a potem nawet nie podziękują.  że mohery same są winne
      niechęci młodych i niech w godzinach szczytu siedzą w domu. młody człowiek ma
      prawo do komfortowego powrotu z pracy i nie tylko. przecież zapłacił za bilet
      więc mu się należy. “płacę więc mogę być chamem”, jak to zgrabnie podsumował
      dziennik “Metro”.
      “Żyjemy w czasach upadku systemów etycznych i orientacji na siebie” – komentuje ani trochę nie zaskoczona pani profesor. a pani specjalistka od konsultacji i dialogu społecznego uważa za konieczne podniesienie świadomości społecznej, bo młodzież mamy roszczeniową, pozbawioną kultury osobistej i  wrażliwości społecznej.  ciekawe jak zamierza to zrobić. pewnie poprzez następną taką akcję. obawiam się, że ten trend jest niestety nieodwracalny. i jak czytam takie kwiatki  nabieram pewności, że mój wyjazd ze stolicy był decyzją słuszną. las na klifie jest dużo bardziej przyjaznym miejscem niż wielkomiejska dżungla.
       
      
       
      
       
      
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (29) Pokaż komentarze do wpisu „wolę las”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 listopada 2012 15:00
  • poniedziałek, 12 listopada 2012
    • szkoda gadać, lepiej szczekać

      dzień dobry, to ja Cliff. dawno mnie tu nie było. troche sie obraziłam, bo pani Ela powiedziała, że nie lubi jak ja piszem i woli żeby pisała baba. na szczenście potem odezwała sie pani Kasia z córkom, że one obie wolom mnie. tak wienc zdania som podzielone i nie bardzo wiadomo kto ma pisać, zwłaszcza że żadnej z nas się nie chce.
      takie krótkie dni sie poroobiły, czensto pada, to najlepszy sezon na czytanie ksionżek. baba czyta takie grube bardzo, co to w mieście na pewno by do reńki nie wzieła, a ja czytam ksionzke o tajemnicach psiego umysłu. tej ksionzki nie napisał pies - gdzieżby dopuścili - tylko taki facet co mu sie wydaje, że wie co pies ma w rozumie. śmiać mi sie chce z jego naiwności, ale polemizować nie zamieżam.
      najbardziej to mi sie w jego ksionżce spodobalo bardzo  stare ludowe podanie z Zimbabwe, które chce Wam streścić: pewien wojownik ? Nkhango - zawarł układ z psem, który sie nazywał
      Rukuba. ten Nhkango obiecał Rukubie, ze jeżeli wykradnie ogień bogu Nyamurairi, to ludzie na zawsze staną sie wiernymi pszyjaciółmi psuf. Rukuba  wywionzał sie z umowy i wykradł ten ogień. bardzo z siebie zadowolony myślał, że teras to już zawsze będzie mugł nic nie robić, tylko bendzie się f cieple ogniska wylegiwał. ale Nkhango miał do niego ciongle jakieś nowe prośby. a to  źeby Rukuba mu pomagał w polowaniu na dzikie zwierzenta, a to żeby pilnował chałupy, a do tego
      jeszcze pasł bydło i fspierał go w różnych niebezpiecznych przedsięwzieciach. na koniec człowiek  zażondał, żeby pies został jego posłańcem. . no to Rukuba poczuł sie zrobiony w bambuko i sie wkurzył, a dokładniej wkurwił. umowa dotyczyła przeciesz tylko ognia, a tu człowiek mu ciongle z nowymi żondaniami wyskakuje. a z tym posłańcem to jusz całkiem pszegioł. Rukuba pomyślał
      wienc:?jestem bardzo bystry i umiem mówić. ludzie zacznom mnie stale posyłać to tu to tam, żebym przekazywał ich durne wiadomości. jeśli przestanę mówić nie
      bende mugł być posłańcem.? no i zamilkł, a w ślad za nim wszystkie psy zamilkły
      na zafsze.  z własnego wyboru, żeby im ludzie za bardzo dupy nie
      zawracali.
       
      moim zdaniem to nie jest żadna legenda tylko szczera prawda, bo takie som fakty. ja jestem pewna, że umiem mówić tylko mi sie nie chce. wole szczekac. baba  sie tu ciongle przeziembia i tesz tak jakby poszczekuje.  zastanawiam sie czy ona do mnie tak szczeka i zaczełam  jej  odszczekiwać. no i tak sobie szczekamy.
       
      .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „szkoda gadać, lepiej szczekać”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 listopada 2012 12:57

Tagi

Kanał informacyjny