klif on-line

Wpisy

  • wtorek, 28 lutego 2012
    • widziane z dołu (2)

      dziendobry, to ja Cliff

      pogoda dzisiaj taka, co to ludzie  mówiom że psa szkoda wypóścić. nawet na podwurko nie chce mnie się wyjżeć. baba jest na mnie zła, a ja na niom. ona powiedziała że jusz mi nie bendzie pomagała w pisaniu i pszła spać. a ja jom nazwałam kłamczuchom.

      ona to tak jak Ferdynand: morze i nie nakłamała, ale tesz nie powiedziała całej prawdy. dzisiaj w nocy obejżałam sobie akt notarialny sporzondzony w kancelarji notarialnej w ustce. i siem dowiedziałam, że ten dom wcale nie jest cały nasz. my kupilśmy tylko 38/100 czy jakoś tak. my to znaczy ja, baba i jej monż. ale on tu nie mieszka tylko pracuje w Warszawie, na razie my tu som z babom same. czasem tylko któś pszyjezdza. to siem pytam babe co to znaczy, te 38/100. a ona mnie muwi, że myślała rze ja wiem o tym, że wieksza część domu należy do pani Iwonki i jej menża.I że nasze som tylko te dwa skrajne mieszkanka, a ta czenść co jest w śrotku to jusz nie. i że myśłała ze ja to rozumiem, bo pszeciesz my tam fcale nie chodzimy. ale to jeszcze nie jest najgorsza wiadomość. Pani Iwonka jest w porzondku i ona mnie lubi. jej monż tesz nic do mnie nie ma.najgorsze jest to, co mnie baba powiedziała na końcu: że tamte panstwo to majom trzy psy!!! i że te psy tu były przede mnom, majom 62/100 i jak tu pszyjadom to mi dadzom popalić. bo one w ogole nie wiedzom nic o mnie bo jak ostatni raz tu były to caly dom i cale podwurko bylo ich. i że dwa z tych czech psuf som duże. Luudzie, to ja tu calego domu pilnujem, a na koniec sie dowiadujem takich żeczy. to chyba jakaś jatka bendzie jak one pszyjadom. i jak ja tu bendem dalej zyć, zwlaszcza z tymi duzymi. już myslalam zeby moze do bloku wrocic, ale to tesz nie jest dobre wyjscie. po pierfsze somsiedzi mnie nie lubiom. jedna taka to mowi nawet ze jak kundel wiejski ujadam. a po drugie te spacery pod blokiem to marne som: na smyczy, w kagancu, nie pokopiem sobie nawet, ani kota nie pogoniem. a tu jest durzo dzikich kotuf, to se czasem ktoregoś pogoniem. jednego to raz nawet na drzewo zapendziłam. no i czasem som ptaki na plarży, ale mało. w krynicy wiencej ptakuf latało. ciekawe czego to tak jest ze tam wiencej. w sumie do bloku mnie sie nie oplaca wracać. tylko jak ja tutaj bendem zyc jak pszyjadom tamte?

       

      

       

      

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „widziane z dołu (2)”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 lutego 2012 16:01
  • poniedziałek, 27 lutego 2012
    • Ferdynanda błędy młodości i wyniki konkursu

      w Poddąbiu pięknie, ale chłodno i wietrznie. spacerowanie plażą dłużej niż godzinę wymaga hartu ducha. a przynajmniej rękawiczek, o których ciągle zapominam.

       

      z kursorem bez zmian. jak udaje mi się wkleić zdjęcie przeważnie nie mogę kontynuować pisania poniżej. ale mogę wspak. wstawię więc jeszcze jedno zdjęcie. trochę smutne, ale też należy docenić szczerość osoby. w tym wypadku osoby zwierzęcej. Ferdynand przysłał długi list. Przyznał się w nim Cliff, że w młodości lubił wypić. Kiedyś go Gosia, (a może Krzyś?)sfotografowała w stanie mocno wskazującym. Po obejrzeniu tego zdjęcia przeżył wstrząs, od tej chwili sam zapach piwa przyprawia go o mdłości.

      teraz miałam wkleić gotowy tekst pisany w mailu. chciałam go skopiować i przenieść tutaj. z worda źle się przenosi, wymaga dodatkowej edycji, a ja jestem leniwa. zaznaczyłam tekst i zamiast kopiuj omyłkowo wybrałam wklej. w miejsce tekstu pojawiło się wcześniej wklejone tutaj zdjęcie morza. czy ktoś może wie, czy istnieją sposoby odzyskania takiego tekstu? mam program pocztowy Windows Live.

      Kiedy indziej spróbuję to jeszcze raz napisać, dwukrotne pisanie tego samego to katorga. na dzisiaj fajrant.

      Podam tylko rozwiązanie konkursu obszernie opisane parę minut temu w utraconym tekście. Prawidłową odpowiedź podała pani Agata, która lubi Poddąbie i dlatego czyta mój blog.

      Pani, która nie lubi morza i uważa, że jest nudne, to wybitna aktorka teatralna i filmowa Anna Polony z Krakowa. Był to fragment wywiadu z "wysokich obcasów extra" z grudnia 2011 roku. Kwestię nagrody też przekładam, bo nie będę tej sprawy wydłubywała z kontekstu. na razie wielkie brawa dla Pani Agaty i podziękowanie za sympatycznego maila.

       

      A konkursu dla miastowych nikt nie wygrał niestety. Tylko jeden pan z Warszawy miał czapkę uszatkę, ale gumofilców w realu to on raczej nie widział, taki młody i warszawski. W dodatku nie był zainteresowany przyjazdem do Poddąbia, czego kompletnie nie rozumiem.

       

      

       

      

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Ferdynanda błędy młodości i wyniki konkursu”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 lutego 2012 12:57
  • niedziela, 26 lutego 2012
    • morzu dedykowane

      pisząc wczoraj o utalentowanych literacko bywalcach forów internetowych nie marzyłam nawet, że trafi mi się natychmiast taka gratka. Wchodzę sobie oto na pewne forum no i mam dla siebie i dla Was, sympatyków Poddąbia i morza łakomy kąsek

       

      Forum
      ze Dworum




      Woda i ogień

      Autor: olga_w_ogrodzie
      25.02.12, 14:28
      nie wiedzieć skąd,
      z zupełnego Nienacka,
      zapach
      przybył.
      zapach gałązek palonych, ognisko.
      /a może one trzaskają tak, bo
      je też boli?/

      no i sobie pomyślałam o ogniskach tych.
      i nie - że
      jakieś śpiewy z gitarą, ale o sytuacji, gdy do krwi ostatniej
      się obrabiało
      ogród, ale potem było ognisko i nagroda.
      Syneczek z kiełbasą, ale i dla mnie
      był kartofel.
      czyż nie jest cudownym zapach ognisk ?
      /nadmieniam, iż raz
      się tak zmordowałam i ciemno już było, żem 2 krzaki róż posadziła do góry
      nogami./

      i się zadziwiłam w myśleniu tym : przy ognisku, to lubię ludzi.

      się scalam.
      ale kompletnie co innego z morzem.
      nie mam na myśli
      morza wakacyjnego.
      to też jest piękne, gdy ciut tolerancji i się nie leci w
      myślenie o tłumie, ale celu - pływać do oporu.

      lecz takie morze : jest
      tak bardzo, bardzo smutno - się siada na brzegu po turecku i gapi.
      a morze
      za nic nie karci - za humory, za niewierność, za głupkowatość - ono JEST.


      zna kto piasek ładniejszy, niż nad Bałtykiem ?
      bom mórz opłynęła
      tyle i nie dostrzegłam.
       

      Re: Woda i
      ogień

      mariner4 25.02.12, 15:17 Odpowiedz
      > a morze za nic nie karci - za humory, za niewierność,
      za głupkowatość - ono JE
      > ST.
      Trafna refleksja. Już dawni temu
      stojąc na mostku, doszedłem do wniosku jest ono doskonale obojętne wobec nas i
      całkowicie niezależne. Nie wie co to litość, nie ma uczuć. Morze też nie wybacza
      błędów. Ono po prostu jest. A my możemy się co najwyżej do niego dostosować.
      Może może być błękitne, leniwe i piękne. Może też być bezwzględnym zabójcą.

      Siła morza może być potworna. W podręczniku oceanografii, we wstępie
      przeczytałem, że nikt jeszcze nie policzył jego maksymalnej siły. Są tylko znane
      przykłady jego bezwzględnej siły. Nawet największy statek podczas sztormu wydaje
      się być nic nie znaczącą łupinką.
      A jednak morze zawsze budziło moją
      sympatię, bo nic nie robi nikomu na złość, ani celowo.
      M.
       

      Re: Woda i
      ogień

      olga_w_ogrodzie 25.02.12, 16:09 Odpowiedz
      a miałeś kiedykolwiek taki atak paniki - że się sobie nie
      zdawało sprawy z bezwzględności mórz ale strach całą napadał gębą ?
      wszak
      gdy na statku jesteś, to ucieczki nie ma.
      w sensie psychologicznym.
      to
      co robisz ?

      ja raz miałam atak na Tyreńskim
      i raz na jeziorze w
      Polsce.
      płynęłam jakby nigdy nic daleko od brzegu szarżując, ale do czasu -
      nagle pomyśłałam jak wielka głębia i dal od brzegu i się zaczęło - i ruchy
      ramion i oddech - wszystko siadło.
      tylko to pomogło, że na plecy się
      przewróciłam, do siebie gadałam, że tylko spokój i jakoś wyrównałam oddech ten.

      no to potem ja to sobie przemyśliwałam - moją niechęć do wczasowiczów.
      i
      już wiem, że nie o tłumy chodzi.
      mi chodzi o to, że lekceważą morze.
      ja
      się raz poczułam pewniaczką, ale dostałam popalić.
      no już mówiłam tu -
      znajomy wszedł tylko do kolan, ale był sztorm.
      no i koniec.

      dobrze
      pływam ja.
      ale mam szacunek dla żywiołu.
       

      Re: Woda i
      ogień

      dupetek 25.02.12, 15:36 Odpowiedz
      Ogień i woda mają swoistą,
      archetypiczną magię wciągającą głęboko w trzewia, budzącą nieokreślone,
      zamierzchłe tęsknoty i wspomnienia.
      Jednak Olgo żeby poczuć wodę, to trzeba
      jak Mariner na niej być, bo siedzenie na brzegu daje przeżycie styku trzech
      żywiołów. Ziemi, powietrza i wody!!! Dawno temu mieszkałem 2 lata nad morzem i
      lubiłem po sezonie włóczyć się pustą plażą, czułem się jak pyłek na styku potęg.

      --
      kaczka, jak to kaczka
      --
      Lubię lody!
        • Re: Woda i
          ogień

          olga_w_ogrodzie 25.02.12, 16:27 Odpowiedz
          bardzo trafnie nazwałeś - 'pyłek na styku potęg.

          ale
          przyznasz - mogę uznać, że co bym nie zrobiła, to i tak morze mnie załatwi.

          jestem stamtąd, a i tak się mi zdawało, że wszystko wiem, pływam świetnie.


          nie.
          morze jest takim kawałkiem kochanki, że jest mus : uwielbiaj,
          szanuj a jeśli nie pasuje, to cię zjem.

          czasem łeb należy pochylić.

          i uznać, że nie jest to dowód przegranej.
          przeciwnie.

          "lecz i
          mórz dziesięć nie znuży, tego, kto zaznał pragnienia tęsknoty" - może mi się
          myli, a może naprawdę Leśmian to.
          • Re: Woda i
            ogień

            damakier1
            25.02.12, 18:01 Odpowiedz
            Ledwie żem mężu memu swoje "Tak" na wsze czasy powiedziała,
            pojechaliśmy nad morze.
            Wędrowaliśmy romantycznie pustą plażą w sierpniową
            noc, sami samiusieńcy na świecie całym, gdy mąż mój radośnie przyodziewek
            zrzucił i w odmęt fal się puścił. Taplał sie radośnie niczym młody hipopotam,
            przekrzykiwaliśmy się ze śmiechem przez szum fal, gdy nagle księżyc przysłoniła
            chmura, zrobiło się ciemno, mąż mój zniknął, a gdy chmura przeszła - jedynie
            fale rozbijały się metodycznie o falochron, a męża mego ani śladu. Całe czarne,
            zachmurzone niebo i to morze ogromne runęło na mnie swym ciężarem. Nie wiem, jak
            zdołałam ten potworny strach przeżyć ani jak przeżyłam tę ulgę ogromną, gdy mi
            się mąż na powrót pokazał. To była tylko chwila, ale minęły od tej chwili 42
            lata, a gdy napisaliście tu o morza potędze, w ułamku sekundy znalazłam się znów
            na tej plaży.
            --
            "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej,
            skoro jest Damą."
            (aut.: ToJaJurek)
          • Re: Woda i
            ogień

            Święta prawda, pani Olgo.
          • Re: Woda i
            ogień

            ave.duce 25.02.12, 23:47 Odpowiedz
            Woda jest niezbędna do życia, ogień
            nie.
            Ale tę morska trzeba byłoby najpierw odsolić.
            Banał.
            --

            @ nie chce mi się @ <<< Michaił Bułhakow >>>

            „Prawdziwa dama pije tylko czysty spirytus i nigdy w małej ilości”

            > Forum ze
            Dworum
            /Freedom
            • Re: Woda i
              ogień

              illmatar 26.02.12, 02:35 Odpowiedz
              Z ogniem to nie takie oczywiste: co w Karelii?
              I jeszcze:
              jak upiec coś bez ognia? A zupa? W upale to tylko jajko można ugotować. Słońce =
              ogień.

              --
              Wiele jest takich rzeczy, które już dawno byśmy wyrzucili,
              ale boimy się, że ktoś mógłby je później znaleźć. (Oscar Wilde)
            • znaleźć. (Oscar Wilde)
              • Re: Woda i
                ogień

                magdolot 26.02.12, 03:08 Odpowiedz
                Do zachwycania, to jeszcze są góry. I też trza wiedzieć, kiedy
                schylić łeb.

                Ja nigdzie tłumu nie kocham. Plaż pusty aż po horyzont
                najcudniejszy jest.
                Irlandczycy mają bardzo piękny kraj, bo tam lodowiec
                poigrał do syta. Plaże róźniste, góry co chlupiąc schodzą prosto w jeziora.
                Bałtyk piękny też, choć uciekania przed przypływem nie uczy.

                Małż z
                Kaliforni pisał, że tam ma klif i plaża znika w czasie przypływu całkiem. I że
                jedna pani do morza wlazła se po kostki, a potem przyszła 20cm falka i się
                pogotowiem skończyło. Przez całe życie zazdrościłam Amerykanom ognisk na plaży,
                to musi piękne być.

                A ogniska na mojej bazie, to czasem huczne bywają...
                ale należę do tych, co wyczekują na moment żarzenia i pełgania, pogadywania we
                cztery ślipia albo zagapionego milczenia. I zafsze ostatnie do rana, na zapas na
                cały rok, bo w tle ma być las.
                Kominek mnie trochę ratuje.
              • Re: Woda i
                ogień

                gat45 26.02.12, 08:00 Odpowiedz
                Niezbędne. Ogień jest przydatny, woda jest niezbędna. A wody
                płodowe mają skład chemiczny pra-morza.


              Re: Woda i
              ogień

              illmatar 27.02.12, 09:48 Odpowiedz
              Znaczy, dosolone mamy już od zaistnienia życia?


              --

              Wiele jest takich rzeczy, które już dawno byśmy wyrzucili, ale boimy się, że
              ktoś mógłby je później znaleźć. (Oscar Wilde)
              • Re: Woda i
                ogień

                ploniekocica 27.02.12, 10:00 Odpowiedz
                illmatar napisała:

                > Znaczy, dosolone mamy już od
                zaistnienia życia?
                >
                >

                A może stąd witanie chlebem i SOLĄ.
                Skoro życie nas tak wita?
                --
                "Kocice nie grzeszą rozumem a płonące
                używają go bardzo rzadko." made by człowiek radziecki

               

       
      Bardzo Wam za ten piękny wątek dziękuję, a przy okazji ogłoszę jeszcze jeden konkurs
       

       

      która to diva polska nasza jest taka durna, próżna, pusta i ma czelność twierdzić, że morze jest nudne? ona sobie oczywiście może morza nie lubić, jej sprawa. ale chyba duszy w niej ze dwa gramy, a oczy ma w dupie. przepraszam, za tak mało poetyckie podsumowanie, ale nerwy mi puszczają jak o tej pani myślę.

      oczywiście nagrody będą, a jakże!

      odpowiedzi wrzucamy do skrzynki emma_b@gazeta.pl

       

      Jeszcze raz za ten wątek ślicznie dziękuję, bo poprzednio nie wiem czemu małymi literkami było.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „morzu dedykowane”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 lutego 2012 00:11
  • sobota, 25 lutego 2012
    • będąc młodą blogerką

       

      młodą oczywiście stażem, bo moje blogowanie trwa niecały miesiąc. Kiedy zakładałam swój blog nie miałam pojęcia, że to taki powszechny proceder, może wręcz epidemia ogólnoświatowa. A jeśli na taką ogromną skalę robią to tylko Polacy, będzie to wówczas ze wszech miar interesujący fenomen natury endemicznej.

      Na początku tygodnia (jeśli się nie mylę we wtorek 21 lutego) obchodziliśmy jakiś nowy jubel, może zresztą nie nowy, ale ja nigdy o czymś takim nie słyszałam: Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. A może to jakiś unijny wynalazek? Nie mam pojęcia, nieważne. Tego dnia językoznawcy tłumnie pochylili się z serdeczną troską nad naszym językiem.  Rzecz jasna głównie ubolewali: że zachwaszczamy, że za dużo anglicyzmów, że marnie się nim posługujemy. Najokropniejszą polszczyzną mówi chyba tzw. klasa polityczna. "Duży Format" całkiem niedawno te tzw. klasę słusznie obśmiał. Tak więc jęczenia i skarg było co niemiara. Na przykład profesor Bralczyk jęczał, że przez internet i sms-y z języka naszego znikają ogonki i kreseczki uczenie nazywane znakami diakrytycznymi. Na ile nowe media, głównie oczywiście internet dewastują polszczyznę zdania były podzielone, przeważała opinia, że całościowa ocena byłaby przedwczesna.

      I tylko profesor Andrzej Markowski praktycznie złożył hołd nam, internautom. Powiedział o mającej miejsce od 15 lat rewolucji w naszym pięknym kraju z dostępem do morza. Wyraził radość, że Polacy zaczęli znowu pisać. Może uda mi się znaleźć tę wypowiedź i oddam głos samemu Panu Profesorowi.

      

      . - Przez ostatnie 15 lat w polszczyźnie zaszła rewolucja - Polacy zaczęli
      pisać! Przed erą internetu i SMS-ów pisanie uprawiali uczniowie, naukowcy,
      pisarze, ale przeciętny Polak ograniczał swoją aktywność pisarską do kilku zdań
      na pocztówce znad morza. Po upowszechnieniu internetu zaczęliśmy masowo pisać
      komentarze, e-maile, SMS-y. Wobec internetowej odmiany polszczyzny językoznawcy
      są bezradni, bo kompletnie nie pasują tutaj dawne kryteria oceny poprawności
      języka pisanego. Zmiana techniki spowodowała trwałą zmianę w języku. Ponieważ na
      razie nie wypracowaliśmy nawet narzędzi do jej opisu, naprawdę trudno oceniać tę
      zmianę - mówił Markowski.

       

      Cieszę się, że prof. Markowski się cieszy. I że zauważył, że obok stale piętnowanego wszędzie chamstwa i agresji w sieci, ktoś uczony zauważył, że ludzie piszą też w internecie inaczej. Przecież na wielu forach siedzi cała masa inteligentnych komentatorów naszej rzeczywistości, często bardziej błyskotliwych niż zawodowi żurnaliści. Sms-y są z reguły banalne, ale też zdarzają się wśród nich urzekające swą lapidarnością utwory literackie, czasem gotowe aforyzmy. Sama takie od jednego pana dostaję i z wielką przykrością kasuję, bo pamięć komórki niestety ograniczona. Mam tylko małą pretensję do prof. Markowskiego, że pominął w swojej wypowiedzi blogerów, że wspomniał o sms-ach, a o blogach jakby zapomniał. A ja podliczyłam, że na portalu gazeta.pl (ok.260 tys. blogów), onecie ( 1 mln 800 tys z kawałkiem) i wirtualnej polsce (prawie milion) mamy już ok. trzech milionów blogów! Córka twierdzi, że najwięcej blogów jest na stronie blog.pl, a także blogspot.com, ale nie zauważyłam tam licznika.

      Być może jacyś uczeni pochylają się już nad tym zjawiskiem i jakieś dysertacje tworzą. Mnie nic na ten temat nie wiadomo. Mam nadzieję, że usłyszę lub przeczytam kiedyś opinię prof. Andrzeja Markowskiego o blogach właśnie.

       

      To może dorzucę jeszcze kałuże małe i duże z Poddąbia, bo się cokolwiek nie na temat rozpisałam. I chociaż jednego pieska, bo moi Czytelnicy najuważniej śledzą właśnie psi romans.

      Podobno Ferdynand też tęskni. Rzeczywiście na tym zdjęciu mocno niewesoły się wydaje. Może zatem nie wszystko jeszcze stracone?

       

      

       

      

       

      

       

      

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „będąc młodą blogerką”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      sobota, 25 lutego 2012 13:19
  • piątek, 24 lutego 2012
    • kochana Marysia oraz konkurs dla miastowych

      Dostałam dzisiaj list od bardzo mi bliskiej Osoby kilkanaście lat ode mnie starszej. Marysia mieszka na warszawskiej Ochocie na kameralnym do niedawna zielonym osiedlu. Teraz przed oknami na miejscu dawnej zieleni wyrósł jej ogromny apartamentowiec. Marysia mówi, że jak wygląda przez okno i na to gmaszysko patrzy zaczyna ją boleć brzuch. Świetnie ją rozumiem: pakowanie na chama w każdy wolny kawałek przestrzeni monstrualnych budowli, czyni mieszkanie w stolicy jeszcze mniej przyjemnym niż przed narodzinami chytrych firm deweloperskich ze świetnymi układami z władzami dzielnicy, spółdzielni mieszkaniowych itd. itp.

      Jeszcze słówko o Marysi. Pracowała długie lata, a może nawet całe życie zawodowe w dużej księgarni. Tam ją poznałam i za jej sprawą moje życie czytelnicze  stałą się nagle różami usłane. Tylko weterani komuny wiedzą, jak trudno było wówczas o jakąkolwiek sensowną nowość.

      Dzięki Marysi miałam książki, o których większość mogła sobie tylko pomarzyć. Zaprzyjaźniłyśmy się, sprawa książek zeszła na dalszy plan. Potem Marysia przeszła na emeryturę. Przyjaźń trwała i trwa w najlepsze więc proszę mi nie zarzucać, że jestem interesowną chamką. Nie da się wykluczyć, że i Ona coś mi zawdzięcza. Chciałabym tu wspomnieć o jeszcze jednej sytuacji. Byłam kiedyś chora. Dziecko w szkole, mąż gdzieś w szerokim świecie, w kuchni kilkudniowy stos naczyń. Zadzwoniłam do Marysi, żeby się wyżalić tylko. Dwie godziny później miałam już w kuchni idealny porządek. Marysia zdjęła kuchenny fartuszek i nieśmiało spytała, czy mogłabym z nią zjechać windą, bo miała taką akurat fobię, a w domu własne sprawy. Natyrała się jak dzika, a mnie uprzejmie i nieśmiało poprosiła! No więc widzicie sami: Anioł Dobroci. Nie miała łatwego życia w ogóle, ale do dzisiaj pamiętam jej wstrząsające wspomnienia z Powstania Warszawskiego, a następnie marszu ze spalonej Warszawy w kierunku Pruszkowa. Była wówczas kilkuletnią dziewczynką.

       

      Teraz wklejam sfotografowany początek dzisiejszego listu od Marysi, po czym ogłoszę konkurs z nagrodami.

       

      

       

      Z listu Marysi wynika, że marnie tam u Was miastowi. Martwię się o Was, jak Wy tam po tym błocie i muldach stąpacie? Ta sprawa skłoniła mnie do ogłoszenia konkursu z nagrodami

       

      

      Pytanie jest następujące: kto z Was, miastowych, ma lub miał kiedykolwiek gumofilce i czapkę uszatkę? A może chociaż gumofilce, idealne na obecną pogodę, chyba w całej Polsce podobną? sama czapka uszatka, to jednak trochę za mało, najwyżej wyróżnienie w konkursie.

      odpowiedzi udokumentowane fotografią proszę wysyłać na adres:

      emma_b@gazeta.pl

      Czekam z utęsknieniem na Wasze fotki. Nagrody chyba niezłe, ale nie powiem na razie jakie.

       

       Specjalnie dla Marysi wrzucam dwie wczorajsze fotki i poproszę jej córkę, aby ten wpis wydrukowała i zaniosła swojej WSPANIAŁEJ MAMIE

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „kochana Marysia oraz konkurs dla miastowych”
      Tagi:
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      piątek, 24 lutego 2012 13:46

Tagi

Kanał informacyjny