klif on-line

Wpisy

  • czwartek, 20 kwietnia 2017
    • przed wyjazdem

       

             dobiega końca mój pobyt w Warszawie. w sumie prawie trzy i pół miesiąca, trochę się więc zasiedziałam. sporo szwendałam się po mieście, a tymczasem zdjęć mam jak na lekarstwo. coś jednak muszę wrzucić na bloga, bo po pierwsze blog to także rodzaj pamiętnika, a po drugie, kompletnie nie chce mi się pakować.

              mam poczucie, a właściwie pewność, że prezydentura Hanny Gronkiewicz-Waltz dobrze służy Warszawie. miasto staje się coraz bardziej europejskie, przybywa turystów i egzotycznych mieszkańców. rozmowy w obcych językach, które słyszy się praktycznie wszędzie stają się czymś naturalnym. niemal równie często jak angielski słychać na ulicach hiszpański.


             zwracają uwagę liczne dźwigi w pejzażu miasta, chyba nigdy się tak wiele nie budowało

       

       

      ?

       


              nostalgię budzą całkiem już nieliczne ślady  nieodbudowanej przedwojennej Warszawy. lada moment będzie je można oglądać tylko na starych zdjęciach i filmach. poniżej kamienica na ul. Żelaznej

       

       


       

       

       

       

              jednak nie wszystkie zmiany cieszą, czasem zwyczajnie żal, gdy znika coś, co człowiek pamięta "od zawsze". zasmuciła mnie na przykład rozbiórka Smyka. tyle wypraw (z dzieckiem i bez) po niezbyt wyszukane, ale przecież wielce pożądane  wyroby socjalistycznego przemysłu odzieżowego... no i te wszystkie przytargane ze Smyka misiaczki, koniki na biegunach, osiołki, kucyki, akcesoria dla Barbie...a wcześniej niezapomniany moment, gdy z dumą położyłam na ladzie kartę ciąży, na którą można było "dostać" dwadzieścia, a może nawet 30 tetrowych pieluch, kocyk, duży ręcznik i parę kaftaników...

       


      ?

       

             no dobra, to se ne vrati, więc dość tej nostalgii. zwłaszcza, że w sumie jednak jest sporo powodów do mruczenia. nie jest źle, przynajmniej do czasu, gdy pisowi uda się przejąć wymarzoną władzę w stolicy i zabudować miasto pomnikami smoleńskimi i innymi obiektami kultu.

       

            spodobała mi się fantastycznie odbudowana hala targowa Koszyki

       

       

      ?

       

       

       

       

      i finezyjne, lekkie konstrukcje najnowszych  stacji metra. na zdjęciu stacja Nowy Świat - Uniwersytet. w środku również bardzo ładna, ale niestety nie pomyślałam o zdjęciu.

       

       

      ?

       

             to jeszcze dwie ciekawostki:

             mural poświęcony Zdzisławowi Beksińskiemu przy ul. Sonaty 6, gdzie artysta mieszkał i tworzył przez kilka dekad, a ponad 12 lat temu został brutalnie zamordowany

       

       

       

       

       

               i Dom Kereta, (izraelski pisarz Edgar Keret był jego pierwszym mieszkańcem) instalacja artystyczna określana jako najwęższy budynek świata

       

       

       

       

       

              i kawałek miejskiego folkloru politycznego

             pan wyposażony w polską flagę oraz tabliczkę na piersi prezentował się tak absurdalnie, że obudził uśpione we mnie zwierzę polityczne. grzecznie poprosiłam o pozwolenie na zrobienie mu zdjęcia. pan jakby tylko na to czekał. - naturalnie, łaskawa pani, bardzo proszę - odpowiedział z galanterią, po czym wciągnął brzuch i poprawił nieistniejącą fryzurę.

       

       

       

       

             zanim odwrócił się tyłem próbował sprawdzić, czy solidaryzuję się z jego poglądami. starałam się tak mówić, aby nic konkretnego nie powiedzieć, jednak hasło na plecach postanowiłam skomentować:

      - jeśli wolna Polska, to i dla Michnika z jego Wyborczą powinno być w niej miejsce - powiedziałam.

       

       

       

       

             natychmiast czar prysł, pan popatrzył na mnie z niechęcią, a właściwie z politowaniem: 

            - a wypierdalaj pani razem ze swoim Michnikiem - rzekł z nutą żalu w głosie i oddalił się pospiesznie.

       

       

            na pożegnanie okolice Wisły: ciągle elegancki i mało uczęszczany most Świętokrzyski, fotogeniczny przy każdej pogodzie i z każdej strony

       

      

       

       

       


       

      widok z okolic mostu na stronę praską

      

      

       

      

       i  widok wydestylowany, jedynie  z odrobiną architektury sakralnej w postaci wież katedry św. Floriana

       

       

       

       

             wpis skończony, najwyższa pora zabrać się za pakowanie. do zobaczenia w Poddąbiu!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (20) Pokaż komentarze do wpisu „przed wyjazdem”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 kwietnia 2017 20:27
  • piątek, 14 kwietnia 2017
  • niedziela, 09 kwietnia 2017
    • smutno, i to bardzo

       

             nasze drogi w wirtualnym świecie przecinały się od kilkunastu lat. a ponad pięć lat temu, niemal równocześnie, rozpoczęłyśmy przygodę z blogami. Jej blog, zatytułowany Wrona i inne zwierzaki miał po prostu moc magnetyczną. nie znam wielu blogów o zwierzętach, ale jestem święcie przekonana, że blog Damy (pełny nick Damakier1) był jednym z najpiękniejszych w tej kategorii. kto wie, może nawet najpiękniejszy?

             z zapartym tchem wraz z wieloma innymi zwierzolubami śledziłam barwne opowieści z życia Frania, Maniusi, Zimy, Karolka i Pana Czesia (koty) oraz psów - Wronki i Szopka. czasami były to historie zwierzaków, które odeszły już za Tęczowy Most. podczas lektury wielu z nas rozmazywały się litery na monitorze i trzeba było niezwłocznie biec po chusteczki. na szczęście historie smutne przeplatały się z zabawnymi, a poczucie humoru miała Dama niezrównane. posługiwała się przy tym cudną, niekiedy mocno wyrafinowaną polszczyzną: parę słów, prawdopodobnie o kresowej proweniencji, znam jedynie z jej bloga.

             kilka miesięcy temu Dama poważnie zachorowała. nie skarżyła się jednak, lecz dzielnie znosiła uciążliwą terapię. wyszperałam w sieci, że wariant choroby na który zapadła ma stosunkowo najlepsze rokowania i tego się kurczowo trzymałam.

            nieco ponad dwa miesiące temu, pod moim wpisem o magii Poddąbia Dama zostawiła taki komentarz:

            Do osiąścia na stałe to mi moje miejsce na Ziemi jak najbardziej odpowiada. Ale dzięki Twemu blogowi pokochałam Poddąbie i bardzo bym chciała móc pobyć w nim choć parę dni.

            wzruszyłam się, nigdy by mi nie przyszło do głowy, że można pokochać malutką miejscowość, w której się nigdy nie było. chciałam zaprosić Ją jak najszybciej, najlepiej jeszcze przed gwarnym sezonem, w maju lub czerwcu.

           nie zdążyłam. Dama, całkiem niespodziewanie wczoraj odeszła...

           do zobaczenia, Małgosiu! mam nadzieję, że pewnego dnia popatrzymy wspólnie z jakiejś chmurki na ciche, zielone, wiosenne Poddąbie...

       

      poniżej link do jednego z moich ulubionych tekstów Damy

       

       http://wwwtrembil.blox.pl/2016/03/Stary-piesek.html

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „smutno, i to bardzo”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 kwietnia 2017 17:53
  • sobota, 08 kwietnia 2017
    • przysiadł gołąb na gałęzi...

             

             gołąb miejski jest potomkiem gołębia skalnego. jeśli wierzyć Wikipedii, populacja gołębia miejskiego składa się z osobników zbiegłych z hodowli, które przystosowały się do życia w mieście. poza osobami rozkładającymi im gdzie się tylko da niezdrowy dla nich chleb, wielu przyjaciół nie mają. w dodatku w 2014 roku usunięto je z listy gatunków chronionych. oznacza to, że nawet w okresie lęgowym gniazdo gołębi może zostać bezkarnie zniszczone. nie są lubiane przede wszystkim dlatego, że załatwiają się dosłownie wszędzie. do tego namiętnie gruchają. podobno roznoszą też zarazki, chociaż fakt ten bywa przez ornitologów dementowany. na pewno jest ich w miastach za dużo, ale trudno w sposób humanitarny zmniejszyć tę populację. pozostaje więc mieszczuchom polubić je, albo chociaż zaakceptować to niekiedy trudne sąsiedztwo.

             "przysiadł gołąb na gałęzi i rozmyśla o istnieniu", to tytuł filmu. przyszedł mi do głowy, gdy chyba po raz pierwszy zobaczyłam drzewo pełne tych ptaków. to bardzo rzadki widok w Warszawie. nie wiem dlaczego, poza pojedynczymi osobnikami, unikają drzew. przecież mimo częstej nadwagi (wszechobecny chlebek) potrafią fruwać wysoko, a swoje gniazda z lubością zakładają na balkonach wyższych pięter. znam to z autopsji, przez wiele lat mieszkałam na siódmym piętrze. pamiętam wiecznie zapaprany przez nie balkon, okna, już po paru dniach od umycia, znowu pełne białych nalotów. poranne gruchanie na zbyt wczesne dzień dobry też nigdy nie było z mojej bajki. jednak widok tego drzewa właściwie mnie zauroczył. może więc gołębie nie są aż tak okropne, jak się większości z nas wydaje?

       

       


       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

             cztery dni później zastałam podobną sytuację, ale tym razem gołębie rezydowały już na mocno zazielenionym drzewie

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „przysiadł gołąb na gałęzi...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      sobota, 08 kwietnia 2017 13:42
  • sobota, 01 kwietnia 2017

Tagi

Kanał informacyjny