klif on-line

Wpisy

  • czwartek, 21 września 2017
  • sobota, 16 września 2017
    • starość

       

       

             jadę do Ustki. w połowie drogi pogoda zaczyna się zmieniać. ostre słońce znika, pojawiają się chmury. ale jakie chmury! między Wytownem a Przewłoką obserwuję niesamowity spektakl na niebie. chmury, dokładnie cumulusy, tworzą fantastyczne, baśniowe konfiguracje: zamki, pałace, góry, doliny, rzeźby postaci, smoki skrzydlate...chyba jeszcze nigdy takich cudów na niebie nie widziałam. może zresztą dawno temu widziałam, ale nie potrafiłam docenić, albo się za bardzo nie przyglądałam. człowiek młody nie jest przesadnie wyczulony na takie zjawiska. niby widzi, ale w sumie bardziej jest zanurzony w problemach egzystencjalnych. dopiero z wiekiem czuje się częścią przyrody i łapie z nią bliższy kontakt.

             jest więc zjawiskowo pięknie, a nawet, co wydaje się wręcz niemożliwe, coraz piękniej. jak to mówił Himilsbach: w tak pięknych okolicznościach przyrody i tego...niepowtarzalnej ...no właśnie. nic tylko stanąć i się pogapić. i oczywiście wyjąć aparat z plecaka. tyle że nie chce mi się zatrzymać. zwyczajnie mi się nie chce. jakaś niemoc, niemożność podjęcia decyzji, lenistwo, a może po prostu zwykłe dziadostwo. chciałabym, ale nic z tego chcenia nie wynika. chyba na tym polega starość niestety.

             robię w Ustce zakupy i cały czas myślę o tych chmurach. ależ durna baba ze mnie. przecież aż tak bardzo się nie śpieszyłam, a podobne zjawisko się szybko nie powtórzy. może za mojego życia już nigdy. idę do fryzjera w dalszym ciągu z głową w tych cumulusach. w ten sposób nie zauważam, że fryzjerka zanadto się rozhulała. zamiast skrócić mi włosy o 2 cm jak prosiłam, ostrzygła mnie niemal na jeża. lubię jeże, ale nie na głowie, zwłaszcza własnej. o jeżu, coś okropnego, taką fryzurę ostatni raz miałam w liceum! jestem wściekła, jednak specjalnie tego nie demonstruję. no bo co mi to da, jak już jest po herbacie? wszystko przez te chmury. trudno, stało się, będę chodziła w czapce. może kiedyś mi te włosy odrosną.

             pozostaje główny cel wyjazdu: wizyta u lekarza. jadę do specjalistycznej przychodni położonej poza Ustką. z powodu remontu wiaduktu trzeba pokonać koszmarnie długi i zawiły objazd. w pewnym momencie strasznie trzęsie, czuję żołądek w okolicach gardła. no tak, pewnie złapałam gumę. należałoby się zatrzymać i sprawdzić. ale mi się nie chce stawać. jak nie stanęłam żeby obejrzeć chmury, to mam stanąć flaka oglądać? i tak sama nie zmienię koła, nawet nie jestem pewna, czy mam zapasowe. czyli znowu ta niemoc starcza...na szczęście nieoczekiwanie przestaje trząść, bo zmieniła się nawierzchnia. i jest normalnie. chwalić Boga, bo kto by mi w tej dziczy koło zmienił, zwłaszcza jeśli nie mam zapasowego. humor trochę mi się poprawia.

             za to w przychodni całkiem nieciekawie. kolejka do specjalisty jak za komuny po cytrusy. podobno przyjmuje do ostatniego pacjenta. no to może do północy da radę. mam ochotę zrobić w tył zwrot. zastanawiam się, czy te chmury na pewno już zniknęły. może jest jeszcze jakaś szansa...jasne, te same chmury po przeszło trzech godzinach...czekają tam na mnie cierpliwie, dodatkowo Matka Natura wręczy mi bukiet róż za refleks. jak człowiekowi na czymś bardzo zależy, to dramatycznie głupieje. zostaję zrezygnowana w przychodni. tymczasem kolejka nadspodziewanie szybko się przesuwa. specjalista poświęca 3-4 minuty na osobę. mnie też załatwia ekspresowo. odmownie. mam wrócić za tydzień. wracam do Ustki w żółwim tempie. tym razem objazd zakorkowany. gdy docieram do Przewłoki oczywiście nie ma już śladu po zjawiskowych chmurach. niebo bure i gładkie jak pupa noworodka.

             po powrocie do domu wyprowadzam stęsknioną Pannę Cliff na spacer. zapomniałam o czapce, więc naciągam na głowę kaptur. od strony lasu idzie moja ulubiona sąsiadka. jak zawsze uśmiechnięta, starannie uczesana, z makijażem. patrząc na mój kaptur pyta, czy mi zimno. nie, tylko myłam głowę i mam trochę mokre włosy - zmyślam niezdarnie. ulubiona sąsiadka jest w zbliżonym wieku. mówiąc o kłopotach ze snem i paru innych wątpliwych urokach starości leje miód na moje serce. szczególnie ujmuje mnie tym, że wcale nie narzeka. z nieodłącznym uśmiechem stwierdza że tak się sprawy mają i tyle. godne pozazdroszczenia podejście do życia. dziwię się, że tak rzadko się widujemy. - a bo nie chce mi się wychodzić, spotykać, rozmawiać. siedzę w domu, albo na podwórku. jak dzik - mówi, a ja czuję do niej coraz większą sympatię. moja grupa krwi. ja też się robię jak dzik. jak zauważył Hemingway: potrzeba dwóch lat by nauczyć się mówić,  a pięćdziesięciu - by nauczyć się milczeć. myśmy się nauczyły. cieszę się, że nadchodzi jesień, a Poddąbie pustoszeje. Jula, która od czasu do czasu gdzieś mnie wyciąga, pewnie niedługo pojedzie do Gdyni. a ja nie pojadę do Warszawy, ani nigdzie. będę tu sobie jak dzik siedziała. jak dzik w czapce.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (31) Pokaż komentarze do wpisu „starość”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      sobota, 16 września 2017 20:55
  • sobota, 09 września 2017
  • niedziela, 03 września 2017
  • niedziela, 27 sierpnia 2017
    • powiało nowym

       

             gdy zamieszkałam w Poddąbiu natychmiast zaczęłam się rozglądać za możliwie szybkim i sprawnym internetem. ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu okazało się, że możliwy jest tutaj nawet internet stacjonarny. oferowała go wówczas Telekomunikacja Polska SA za pośrednictwem analogowej linii telefonicznej. należało zatem na dzień dobry zostać posiadaczem telefonu domowego, już wtedy dla wielu osób raczej zbędnego. ale jak mus to mus. tym bardziej, że TP SA wychodząc naprzeciw osobom zadawalającym się telefonem komórkowym wprowadziła nieco dziwaczne rozwiązanie pod tytułem telefon w zawieszeniu. i nic to, że parę miesięcy później TP SA  przekształciła się w nową, prężną firmę Orange Polska, bo Orange absolutnie niczego nie zmienił. tak więc użytkownik Neostrady, posiadacz  nieistniejącego telefonu płacił jedynie kilkanaście złotych mniej niż gdyby z telefonu korzystał. co roku należało to mityczne zawieszenie przedłużać, a gdy się człowiek zagapił i nie wysłał w porę informacji o kontynuowaniu zawieszenia firma pobierała wyższą opłatę, taką jak za normalne użytkowanie telefonu. najbardziej kłopotliwy był kontakt z Orange. teoretycznie służy do tego infolinia. aby jednak dostąpić zaszczytu rozmowy z konsultantem należało najpierw wklepać na klawiaturze jakieś tajemnicze kody, piny, hasła, numery klienta itd. kto nie zna fantastycznego skeczu Macieja Stuhra pt. Infolinia, temu szczerze skecz ten polecam, jako niezawodny sposób odreagowania. mnie osobiście nigdy nie udało się na infolinię Orange dodzwonić, nie znam bowiem żadnego z wymaganych haseł. ba, nie znam nawet numeru mojego telefonu. pozostawało słać tradycyjne listy polecone, czyli wyprawiać się na pocztę.

             oczywiście w tym roku jak zwykle zapomniałam o przedłużeniu zawieszenia. ale tym razem, zamiast tradycyjnie wyższej faktury otrzymałam uprzejmego maila zaczynającego się od słów: nie chcemy Cię zaskoczyć wyższą kwotą faktury, dlatego piszemy wcześniej. firma postanowiła po latach zaprzestać karania zapominalskich, a nawet więcej: w odpowiedzi na tego maila można było poprosić o zawieszenie numeru do końca świata i o jeden dzień dłużej. do dzisiaj nie mogę wyjść z szoku.

             ale to jeszcze nie wszystko. w ubiegły wtorek nad Poddąbiem i okolicą rozszalała się gigantyczna burza. błyskało, grzmiało i lało spektakularnie. gdy odsuwałam zasłonę w oknie tuż nad moją głową głośno huknęło i zobaczyłam po raz pierwszy w moim długim życiu żółtopomarańczowe światło pioruna z tak bliskiej odległości. następnie poczułam swąd charakterystyczny dla zwarcia w przewodach elektrycznych. wcisnęłam z powrotem główny bezpiecznik i światło szczęśliwie wróciło. po szczegółowych oględzinach okazało się, że wszystkie urządzenia elektryczne działają, ale nie ma internetu.

             zadzwoniłam do pana M. licząc na jego kompetentną pomoc. był jednak zajęty i poradził mi, abym zadzwoniła na infolinię. - tylko nie infolinia - jęknęłam - tłumacząc, że nie znam żadnego z wymaganych tam tajnych szyfrów. odpowiedział, że wystarczy numer telefonu. tylko skąd taki numer wziąć w epoce faktur elektronicznych, gdy internet zatrzaśnięty na głucho? totalnie zdesperowana postanowiłam odnaleźć jakąś starą umowę, co mniej więcej po godzinie mi się udało. z braku konkurencyjnych pomysłów postanowiłam spróbować bez wielkich złudzeń.

             i stał się cud. po wykonaniu kilku banalnie prostych poleceń automatu usłyszałam głos konsultantki. nawet numer telefonu nie był niezbędny, wystarczył pesel! miła pani przyjęła moje zgłoszenie informując, że awaria w ciągu 72h zostanie usunięta. po chwili przyszedł sms z podziękowaniem za rozmowę i nazwiskiem konsultantki. a po nim cały ciąg przemiłych smsów. że firma pamięta, rozumie, pozdrawia, przeprasza...że niebawem nadciągnie pomoc techniczna. w czwartek pojawił się sympatyczny pan z plakietką partner techniczny Orange i obwieścił konieczność wymiany modemu. poinformował, że podczas tej burzy spaliło się mnóstwo modemów w Słupsku i okolicy, a Gdynia nie nadąża z wysyłką nowych. czekają na kolejną partię, może przyjdą jutro, ale obiecać nie może. po czym Orange przysłał najsmutniejszy sms z całej serii: że trudne warunki atmosferyczne i zwiększona liczba awarii wydłuży czas usunięcia uszkodzenia do 4 września. oczywiście w dalszym ciągu rozumieją, kochają, pamiętają, pozdrawiają...4 września wydał mi się oddalony o lata świetlne, ale nie pozostawało nic innego jak czekać. a tymczasem już następnego dnia, czyli w piątek przybył pan partner techniczny z nowiutkim modemem, tym samym nie dopuszczając do rozwinięcia się u mnie pełnoobjawowego zespołu abstynencyjnego. pokochałam więc firmę Orange Polska miłością szczerą, bezgraniczną i szaloną. wprawdzie trochę szkoda, że dopiero po latach przeczołgiwania klientów zdecydowała się uprościć procedury, ale i tak cieszę się, że takiej rewolucji dożyłam.

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (25) Pokaż komentarze do wpisu „powiało nowym”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 sierpnia 2017 17:54

Tagi

Kanał informacyjny