klif on-line

Wpisy

  • czwartek, 18 sierpnia 2016
    • jak hodowałam ślimaki

            

             w tekturowym pojemniku z porzeczkami kupionymi w miejscowym sezonowym sklepie znalazłam malutką skorupkę. grzecznie zapukałam, ale nikt z niej nie wyszedł. w końcu, gdy już byłam prawie pewna, że skorupka jest pusta wychynął z niej mikry ślimaczek prezentując na dzień dobry całkiem okazałe rogi

       

       

              wyposażyłam go w liść sałaty i zostawiłam w pustym pojemniku, żeby mu się trochę poprzyglądać. następnego dnia pojechałam do Ustki. dziwnym trafem wrócił ze mną przyklejony do bocznej szyby auta kolejny ślimak. też mały, ale trochę większy niż ten pierwszy. zabrałam go do domu i dołożyłam do pojemnika uznając, że będzie im raźniej we dwóch

       

      ?

       

            gdy po kilkunastu minutach zajrzałam do pojemnika zastałam ślimaki przytulone do siebie skorupkami. trochę mnie ten widok wzruszył. wiedziałam, że ślimaki są obojnakami. wyobraziłam sobie, że mogłyby wspólnie dorobić się potomstwa. oczywiście nie natychmiast, bo to jeszcze dzieciaki. postanowiłam więc, że zostaną u mnie. przecież nie wygarnęłam ich z lasu: pierwszy przybył ze sklepu, a drugi ze mną przyjechał...

       

      ?

       

             pierwszego nazwałam Poddąbkiem, a drugiego Ustkiem. przeniosłam je z pojemnika do niewielkiego garnuszka. sprawdzałam  w internecie co lubią jeść. przy okazji zauważyłam, że sporo osób hoduje ślimaki i dzieli się w sieci swoimi doświadczeniami

       

      ?

       

             okazało się, że ślimaki jedzą prawie wszystkie warzywa i owoce. lubią też liście młodego mlecza i liście z drzew owocowych. trzeba im podawać skorupki jajek, zapewne dla wzmocnienia ich własnej skorupki

       

      

       

             poza tym muszą mieć dostęp do wody

       

      

       

             moje ślimaki najbardziej lubiły kalafiora, mlecz

       

      

       

      

       

             a także kurki i mech

       

      

       

             piły sporo wody i dużo spały. Ustek, zapewne urodzony podróżnik, demonstrował potrzeby eksploracyjne

       

      

       

             Poddąbek był bardziej leniwy i częściej spał. obydwa chyba nie jadły zbyt wiele, bo słabo rosły. trochę mnie to martwiło.

             po około dwóch tygodniach hodowli przyjechała do mnie córka. - po co ci te ślimaki? zapytała zdziwiona - nie sądzisz, że lepiej im będzie w lesie? zrobiło mi się trochę głupio. - chciałam tylko żeby podrosły u mnie - skłamałam. i opowiedziałam jak do mnie trafiły. a wtedy, obu jednocześnie, przypomniały nam się żaby.

            blisko ćwierć wieku temu, gdy córka chodziła do pierwszej klasy, mieszkająca w podwarszawskiej wsi rezolutna Basia przywiozła do szkoły kilka słoików z żabami. rozdała je swoim najlepszym koleżankom, a wśród nich mojej córce. dziewczynki miały te żaby hodować. najwyraźniej powierzenie słoika z tak cenną zawartością było dowodem przyjaźni i wyróżnienia. po powrocie do domu córka z wielką dumą pokazała mi nietypowy prezent. pogoda była upalna, a słoik zakręcony. na dnie spoczywały dwa przerażone stworzonka przypuszczalnie lekko podduszone. wytłumaczyłam dziecku, że warszawski balkon, nie jest najlepszym środowiskiem dla żab. mogą nawet takiego eksperymentu nie przeżyć. A. dała się przekonać, abyśmy wypuściły je na łąkę w pobliżu strumyka.

             następne dnia wróciła ze szkoły zrozpaczona. koleżanki wyśmiały ją: wszystkie pozostałe żaby zamieszkały na balkonach, tylko ona swoje wypuściła. była głupia, że mnie posłuchała. nie pomyślała jaki to będzie obciach. temat żab wielokrotnie powracał w naszych rozmowach, a właściwie kłótniach. A. wypominała mi te żaby, jako jedną z najgorszych krzywd jaką można wyrządzić swojemu dziecku. czułam się jak wyrodna matka, która dla ratowania dwóch żab spowodowała niewyobrażalną traumę swojej jedynej córki.

            dopiero po kilku latach A. przyznała mi rację, chociaż uraz pewnie w niej pozostał. i teraz, stojąc nad moim garnuszkiem ze ślimakami, pomyślałam sobie, że role się odwróciły. teraz ona ma rację: te ślimaki powinny żyć w lesie.

            wyniosłam z domu garnuszek i zostawiłam go na trawie

       

      

       

              gdy wróciłam po kwadransie Poddąbka nie udało już mi się wypatrzyć. natomiast Ustek spacerował sobie radośnie po mleczu

       

      

       

             i teraz tak sobie myślę: chyba jednak wszystko w życiu jest po coś. dzięki bolesnemu doświadczeniu z żabami moja córka nie ma teraz wątpliwości, że ślimakom należy się wolność. a mnie już chyba niestety dopada starcze zdziecinnienie...

      -----------------------------------------------------------------------

      na niektórych zdjęciach wielkość ślimaków jest oczywiście podkręcona 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „jak hodowałam ślimaki”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 sierpnia 2016 15:21
  • czwartek, 11 sierpnia 2016
  • piątek, 05 sierpnia 2016
    • 500 plus nad Bałtykiem

            

             jak większość osób racjonalnie myślących od początku nie byłam entuzjastką programu 500 plus, pomysłowi z piekła rodem, który utorował PiS-owi drogę do władzy. jednak w miarę trwania wypłat tych dla większości rodzin wielodzietnych gigantycznych zasiłków, możemy śledzić różne aspekty programu. czyli jak mawiał  najbarwniejszy prezydent III RP, plusy dodatnie i ujemne. tak się składa, że z okolicznych wsi częściej docierają do mnie te ujemne. fakt, że pensjonaty w Poddąbiu czy Rowach mają duże problemy ze znalezieniem pań chętnych do sprzątania nie wydaje się jednoznacznie negatywny. oznacza przecież, że panie, które dotychczas sprzątały, poczuły się wystarczająco zamożne, aby tych usług już nie świadczyć. z drugiej strony jednak słyszę, że często wzrosła w tych rodzinach konsumpcja alkoholu i niestety dotyczy to obojga rodziców. jeśli więc w niektórych domach beneficjentów 500 plus odbywają się wielogodzinne libacje, a dzieci są jedynymi osobami trzeźwymi, to można powiedzieć, że per saldo te dzieci na programie straciły. wcześniej bowiem częściej miały do czynienia z rodzicami trzeźwymi z prozaicznego powodu: brakowało środków na obecnie dostępny styl życia. i choć docierają do mnie takie ponure relacje, chcę wierzyć, że nie dotyczy to zbyt wielu rodzin i że są to jedynie jakieś marginalne sytuacje.

             kiedy natomiast czytam, że w innych rodzinach dzieci dostały pierwsze w życiu rowery, laptopy czy tablety, porządniejsze ubrania i lepsze jedzenie traktuję to jako ewidentne pozytywy.  chociaż więc najprawdopodobniej to nieszczęsne 500plus nie wyjdzie polskiej gospodarce na zdrowie i zapłacimy za nie wszyscy, to jakiejś statystycznie istotnej grupie dzieci niewątpliwie poprawi ono jakość życia.

             jednym ze wskaźników takiej poprawy jest możliwość wyjazdu z dzieci na wakacje, na przykład nad nigdy dotąd niewidziane morze. i właśnie takim nadmorskim wakacjom osób, które dotychczas nie było na nie stać ostatni numer Neewsweeka poświęcił kuriozalny niby reportaż. przypuszczalnie jedynym faktem bezspornym tam podanym jest informacja, że w tym roku liczba wypoczywających nad Bałtykiem Polaków jest wyższa o 500 tys., a może nawet cały milion w porównaniu z rokiem ubiegłym. na ten wzrost złożyło się zapewne kilka czynników (m.in. zmiana kursu złotego, coraz silniejsze obawy przed zamachami terrorystycznymi za granicą, chęć odmiany itp.) ale dziennikarka Newsweeka znalazła jedną przyczynę: oto nad Bałtykiem pojawili się nowi dzicy: rodziny 500plus. główni informatorzy gazety to anonimowy ratownik, anonimowa właścicielka pensjonatu i pani psycholog Dorota Zawadzka znana podobno jako Superniania, jak się domyślam celebrytka telewizyjna. tak się składa, że w artykule dziennikarsko nierzetelnym, pełnym stereotypów i generalizacji, pani psycholog wypowiada się najgłupiej:

             "Prawda jest taka, że dziś nad polskim morzem rządzi sraczka. - Jedzą te wszystkie frytki, gofry, ryby na starych tłuszczach i nie wytrzymują - tłumaczy Superniania. A potem ludziom szkoda wydać na toaletę 2,5 zł (na promenadzie w Sztutowie nawet 5). To tyle co pół porcji lodów, a nawet cały. Tyle co mała porcja frytek. Woda z sokiem z saturatora. Ćwierć pizzy albo kebaba. Wszystko raczej nieświeże."

             skutek jest taki, że cała ta zawartość żołądków ląduje na wydmach, a na plażach powiewają banery reklamujące środki na rozwolnienie. tak więc jeden celny strzał Superniani i nie tylko ubożsi turyści ale również cała nadmorska branża gastronomiczna trafiona i zatopiona.

             mała uwaga zanim przejdę do dalszych wywodów pani Zawadzkiej. mignęło mi gdzieś w sieci, że za te wypowiedzi dla Newsweeka podpadła ona prawicowym portalom. podpadła oczywiście jako osoba krytykująca Polaków wypoczywających nad morzem, a jak wiadomo dumnych i pełnych godności Polaków krytykować nie wolno, zwłaszcza że właśnie wstali z kolan. moim zdaniem Polaków krytykować wolno, a nawet należy. pani Zawadzka podpadła mi zaś z paragrafu: głupota połączona z tupetem.

             diagnozując polską rodzinę, a raczej tych plażowych nuworyszy mówi ona, że właściwie to nawet nie chodzi o to załatwianie się na wydmach. ani o to, że ludzie przez kilka dni nie zmieniają koszulek (skąd ona to wie? wąchała?) z patriotycznymi napisami. najgorsze że rodzice są pijani na plaży, są agresywni i nie radzą sobie z frustracjami wynikającymi z braku pieniędzy. a te dzieci...nie wiedzą jakie to morze, nie wiedzą co jest po drugiej stronie, niektóre myślą, że Tunezja. a wydmy to dla nich takie miejsca gdzie się robi kupę.

             abstrahując od tego, że jako psycholog nie powinna udzielać wypowiedzi pełnych ogólników, domniemań i różnych niepotwierdzonych faktów, z tego co mówi bije silna niechęć zarówno do tych ubogich, "ciemnych" dzieci, jak ich straszliwie niekulturalnych rodziców.  wypowiedzi pozostałych informatorów dziennikarki również podszytą są silną niechęcią a nawet pogardą do tych uboższych turystów, którzy pojawili się nad Bałtykiem po raz pierwszy.

             mogę to podsumować mniej więcej tak, chociaż oczywiście te słowa nie padły: od lat przyjeżdżali sobie nad polskie morze beneficjenci transformacji, czyli głównie nieźle sytuowana młoda polska klasa średnia. ludzie to niezwykle kulturalni: unikają jak ognia napojów alkoholowych, nie klną, nie śmiecą, nie bywają agresywni. ich dzieci mają dużą wiedzę, żadne z nich z pewnością by się nie ośmieliło zrobić kupę na wydmie. i nagle pojawiają się na ich ulubionych plażach dzikie rodziny 500plus, które robią te wszystkie straszne rzeczy...skończyła się sielanka i nie wiadomo co dalej. moja podpowiedź: a jakby tak tym dzikim wytypować jakieś getta nad Bałtykiem?  albo wprowadzić odgórny zakaz przyjazdu nad morze dla mniej zamożnych?

             a tak całkiem poważnie: nie przystoi rzetelnemu  tygodnikowi zamieszczanie tekstów pełnych stereotypów, nieuprawnionych generalizacji, niesprawdzonych faktów i niechęci graniczącej z nienawiścią do uboższych rodaków. to nie jest reportaż lecz paszkwil. w dodatku całość nie trzyma się kupy na wydmie: autorka artykułu podaje, że w tym roku rezerwacje noclegów nad Bałtykiem zakończyły się w lutym i marcu. skoro tak,  raczej nie mogli to być beneficjenci 500 plus, dla których wypłaty zaczęły się w kwietniu. myślę, że redakcja powinna za ten tekst przeprosić. ja osobiście odstawiam Newsweek co najmniej do końca wakacji, ale chyba na dłużej.

             

      ps. a w Poddąbiu sezon jak każdy inny, może nawet trochę mniej turystów w porównaniu z ubiegłym rokiem. żadnej z rewelacji Newsweeka potwierdzić nie mogę. wydmy i klif mają się nieźle.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „500 plus nad Bałtykiem”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      piątek, 05 sierpnia 2016 21:59
  • środa, 03 sierpnia 2016
    • a jednak...

       

             zadzwoniła do mnie wczoraj wieczorem właścicielka tawerny Murena z niewiarygodną informacją: ktoś widział autobus PKS z Rowów na drodze do Poddąbia! pani Irena natychmiast wysłała umyślnego na przystanek autobusowy, ale żadnego komunikatu ani rozkładu jazdy nie zastał. to może autobus widmo?

            zajrzałam do rozkładu jazdy PKS Słupsk i nic w nim nie znalazłam. mimo wszystko postanowiłam do PKS-u zadzwonić. ku mojemu zaskoczeniu wiadomość została potwierdzona! okazuje się, że od wczoraj na trasie Rowy - Poddąbie i Ustka -Poddąbie kursują dwa autobusy dziennie. nie zostały jeszcze wprowadzone do internetowego rozkładu jazdy, tego w realu chyba podobnie, powinno to nastąpić dzisiaj.

             mam zatem przyjemność jako pierwsza podać ten rozkład jazdy:

            Poddąbie - Ustka: 10.20, 14.20

            Ustka - Poddąbie: 9.00, 15.00

            Poddąbie - Rowy: 9.26, 15.26

            Rowy - Poddąbie:  10.00, 14.00

            jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim osobom, które zbierały podpisy, a także wszystkim sygnatariuszom petycji. nie jest to wprawdzie pełny sukces, ale jednak lepszy rydz niż nic

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „a jednak...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      środa, 03 sierpnia 2016 11:20
  • piątek, 29 lipca 2016

Tagi

Kanał informacyjny