klif on-line

Wpisy

  • czwartek, 08 grudnia 2016
    • niebo w akcji

       

             znowu mocno wieje i powrócił sztorm. do tego ciemno od rana było, jak nie powiem gdzie. ale może niebawem powiem, bo zawirowania w polityce światowej powodują, że political correctness wyląduje niebawem na śmietniku historii.

             dobrze, że wczoraj włóczyłyśmy się z Panną Cliff nadmiarowo, więc normę za dwa dni spokojnie wyrobiłyśmy. może wczorajszy dzień nie był szczególnie piękny, ale miał swoje atuty. morze oraz wiatr zrobiły sobie dzień wolny od pracy. natura, która jak wiadomo nie znosi próżni, tym razem wystawiła do podziwiania na pierwszy plan niebo z figlarnymi chmurkami typu lane ciasto. 

       

       


       

       

       

       

       

       

             na plaży w kierunku Ustki, pojawiły się nowe wydmy, których u nas w sezonie praktycznie nie ma

       

       


       

       

                przybyło też trochę kamieni

       


            

       

             po raz pierwszy od ładnych paru dni spotkałam kogoś na plaży. właśnie rozbierał się do kąpieli więc nieśmiało spytałam, czy mogę zrobić zdjęcie. zgodę otrzymałam, ale takie okoliczności wymagają moim zdaniem pewnej dyskrecji

       

       


       


       

       

             dzielnym pływakiem okazał się nowy mieszkaniec Poddąbia. może nie takim całkiem nowym, bo dom ma tutaj od dawna, ale blisko rok temu przeniósł się do Poddąbia na stałe. i bez względu na temperaturę codziennie się kąpie. tak więc doktor Mors ma konkurencję, a ja nowego sąsiada. można by było zrobić jakiś spis lokalny, ile osób właściwie mieszka w Poddąbiu. ciekawa jestem, czy przekroczylibyśmy podaną w Wikipedii oszałamiającą liczbę 39. tylko kto tak naprawdę jest stałym mieszkańcem? ja, dopóki zmiana zameldowania będzie wymagała wymiany wszystkich dokumentów pozostanę mieszkańcem nierejestrowanym w statystykach. trochę mi z tego powodu przykro, ale może kiedyś się te durne przepisy zmienią.

       

             a na koniec najpiękniejszy moment minionego dnia

       


       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „niebo w akcji”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      czwartek, 08 grudnia 2016 17:17
  • sobota, 03 grudnia 2016
    • morza ryk

       

             nie pada, nic nie boli i nigdzie nie muszę jechać - to moje trzy wstępne warunki dobrego dnia. wstępne, bo oczywiście zawsze coś się może wydarzyć: telefon z niedobrymi wieściami, zmiana pogody, nagła migrena. ale na razie jest dobrze. szybko dopijam kawę, dokładam starannie do pieca i wynurzamy się z Panną Cliff na dłuższy spacer. pustą (a niby jaka ma być w listopadzie?) alejką zbliżamy się do schodów wiodących na plażę. i jak zwykle potykam się o dokładnie ukrytą pod mokrymi liśćmi studzienkę kanalizacyjną. gdyby ktoś wiedział po diabła studzienka w lesie, będę wdzięczna za wyjaśnienie. więc potykam się, ale na szczęście wzięłam kijki, które są w takich sytuacjach bezcenne. kto ma kijki, ten chyba nigdy nie poleci na pysk. tak mi się przynajmniej wydaje, bo gwarancji nie dam.

             dłuższą chwilę gapię się z góry na spienione morze. kolejny dzień sztormowej pogody. oglądałam zdjęcia z Gdyni, tam fale są zdecydowanie wyższe. ciekawe skąd się biorą te różnice. nieodmiennie nadchodzi moment podjęcia trudnej, czasem wręcz hamletycznej decyzji: górą czy dołem? poirytowana panna Cliff stoi na najwyższym stopniu schodów i patrzy na mnie pytającym wzrokiem - długo jeszcze tak będziesz sterczeć? ogarnij się babo - zdaje się mówić, bo przez ten huk jednak dokładnie jej nie słyszę. z dołu wieje wprawdzie lodowaty wiatr, ale na plaży z reguły jest ciekawiej. bliskość morza intensyfikuje wrażenia. morze silniej działa na zmysły niż las. zwłaszcza takie rozwścieczone i rozwrzeszczane. no dobra, decyzję uważa się za podjętą. schodzimy.

            na dole okazuje się, że nie taki diabeł straszny. idziemy więc na dzień dobry pod wiatr, za to z powrotem będzie przyjemniej. Panna Cliff z typowo jamniczą zajadłością walczy z oporem powietrza. ja desperacko przeszukuję wszystkie kieszenie, chociaż wiem, że żadnych rękawiczek w nich nie znajdę. nigdy ich nie ma, gdy rzeczywiście są potrzebne. a jakby tak wzorem przedszkolaka sprawić sobie rękawiczki na sznurku? chwila nieuwagi i efektowna fala wlewa mi się do butów. klnę brzydko, ale okazuje się, że buty wcale nie przemokły. dobrze jest czasem trochę więcej zapłacić za taki luksus. i pomyśleć, że tych butów nie lubiłam, prawie nigdy nie zakładałam. za to teraz je pokocham. o dziwo, nawet grube skarpety od Czesi nie są zbyt mokre.  to się nazywa mieć więcej szczęścia niż rozumu.

            cieszę się, że nie muszę wracać podtopiona przez falę. a po chwili czuję w kieszeni wibracje telefonu. machinalnie sprawdzam kto dzwoni, przecież w tych warunkach rozmawiać i tak nie będę. wysyłam sms: MORZE RYCZY, ROZMOWA NIEMOŻLIWA. po chwili przychodzi odpowiedź: DAJ POSŁUCHAĆ. 

            daję więc posłuchać i przez moment czuję się kimś ważnym. tylko kim? depozytariuszem? dystrybutorem? dyspozytorem?, (mniejsza z tym, wszystko i tak na d) odgłosów morza. na razie tylko samozwańczym, okazjonalnym i jedynie na jeden numer w Warszawie, ale jakby tak ten biznes zalegalizować, sprytnie rozreklamować i rozszerzyć? tak, wiem, szumu morza można posłuchać za darmo w internecie, ale to chyba jednak nie to samo co spersonalizowana oferta na żywo. skoro istnieją sex  telefony, czy różne usługi ezoteryczne na telefon, to może i ja jakoś przebiłabym się z moją niebanalną ofertą? a potem zamiast lodowatego Bałtyku czekałyby na mnie już tylko Seszele i inne Karaiby. hmmm...chyba troszeczkę się zagalopowałam.... na razie pora wracać, bo lada moment Panna Cliff może odfrunąć mi na uszach w tym wietrze. i z kim będę wówczas chodziła na spacery nad ten przepiękny, lodowaty Bałtyk?

       

       


       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „morza ryk”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      sobota, 03 grudnia 2016 14:09
  • poniedziałek, 28 listopada 2016
    • listopadowi wędrowcy

       

                 listopad się powoli kończy, a ja zapomniałam napisać o spotkaniu tych sympatycznych, roześmianych dziewczyn. wyposażone jedynie w niewielkie plecaki i kijki, wędrowały z Ustki do Gdyni, uczestnicząc w 8 listopadowym spacerze wzdłuż Bałtyku. kto ciekawy może sobie zajrzeć na stronę www.popiasku.pl - znajdzie tam sporo ciekawych informacji o bałtyckich długodystansowcach. zalicza się do nich osoby, które podczas jednej wyprawy przeszły co najmniej 100 km wzdłuż morza. niektórzy, ale to już w innych miesiącach, pokonują nawet całą długość polskiego wybrzeża od Świnoujścia do Piasków, czyli ok.500 km. rekordziści przebyli tę trasę wielokrotnie, kilometry z poszczególnych wędrówek są skrzętnie sumowane.

       

       


      

             a w ogóle, to jak się o czymś nie napisze od razu, to wychodzą z tego odgrzewane kotlety. ale trudno, może ktoś tę sprawę przeoczył. otóż już z miesiąc temu, dzielny Bałtyk poradził sobie w czasie jesiennego sztormu ze słynną ustecką rafą, która kosztowała zaledwie 145 milionów i miała położyć kres podtapianiu miasta. zniszczony fragment nurkowie opisali jako gruzowisko niczym po wybuchu bomby. tak więc rafa się niestety nie sprawdziła, w ramach gwarancji ma być poprawiana w drugim kwartale przyszłego roku. coś mi się jednak wydaje, że na nasz Bałtyk nie ma mocnych.

      

             a tak wyglądał wczoraj pięknie  rozkołysany Bałtyk widziany z mojej ulubionej skarpy

       


       

       


       

       

       

       

       

       

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „listopadowi wędrowcy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 listopada 2016 21:22
  • czwartek, 24 listopada 2016
    • z Warszawy lepiej widać?

       

             zbierałam się właśnie do Ustki, gdy zadzwonił telefon. zdziwiłam się, bo na wyświetlaczu zobaczyłam nazwisko sąsiada. właściwie się nie znamy. pierwszy i ostatni raz widziałam go we wrześniu. stał na swojej posesji na drabinie opartej o drzewo i instalował kamerę. w Poddąbiu ma dom na Plażowej, ale mieszka w Warszawie. przedstawiliśmy się sobie i wymieniliśmy numery telefonów. obiecał mi przysłać mejlowo dokument dotyczący  Plażowej, czego do dzisiaj  nie zrobił. nie prosiłam go o ten dokument, była to z jego strony oferta spontaniczna. osoby niesłowne nie budzą mojego entuzjazmu, odebrałam więc bez entuzjazmu. bez żadnych wstępów spytał, czy wiem co robią koparki na Plażowej. odpowiedziałam zaskoczona, że nic mi nie wiadomo o żadnych koparkach. z kolejnych pytań mogłam wywnioskować, że nie ma tu raczej swojego człowieka, który dostarczałby mu lokalne wiadomości. skąd zatem wiedział o tych koparkach? monitoruje swoją posesję z kawałkiem ulicy z Warszawy? przyznacie, że dość to zagadkowe.

             przypomniałam sobie, że wczoraj widziałam na Plażowej sporą pryzmę piachu. nie na poboczu, którego oczywiście nie ma, skoro nie ma ulicy, tylko na jednym pasie ruchu. żadnych pasów ruchu też oczywiście nie ma, ale bez trudu można je sobie wyobrazić. jakby nie patrzeć to dość szeroka ulica, samochody swobodnie się na niej mijają. pryzma ulokowana była na wysokości sporego dołu. po deszczu tworzy się w tym miejscu głęboka kałuża. po obfitych deszczach, przyjemniej by się ją przemierzało malutką amfibią niż moim niewielkim fiatem pandą. tylko skąd tu wytrzasnąć amfibię?

             wyszłam na chwilkę z Panną Cliff. w pobliżu domu rzeczywiście stała maszyna przypominająca koparkę. w środku był nawet pan operator, ale śpieszyłam się i nie byłam w nastroju do  zadawania pytań. gdy po paru minutach wyprowadziłam auto przed bramę, po Plażowej hulały już dwie maszyny. aby nie przeszkadzać panom w pracy pojechałam do szosy okrężną drogą. gdy wróciłam z Ustki koparek już nie było. spory odcinek ulicy pokrywała świeża warstwa piachu, na pewno nie idealnie rozmieszczona, ale głupio by było czepiać się szczegółów w obliczu takiego daru...chciałam napisać losu, ale ktoś przecież tę błyskawiczną i nieoczekiwaną  naprawę zlecił. nie jest to oczywiście żaden poważny remont, ale z pewnością na pewien czas podniesie trochę komfort przejazdu. ciekawe kto się za tym kryje i dlaczego zrobiono to właśnie teraz? czy jako skromna blogerka mam prawo przypuszczać, że może to mieć jakiś związek z moim ostatnim wpisem? może jednak byłby to nadmiar pychy, a zbieżność wpisu z poprawą stanu ulicy jest jedynie przypadkowa? ciekawa jestem, co o tym sądzicie. ja osobiście stawiam jednak na przypadek. i w imieniu mieszkańców Plażowej bardzo za ten miły gest dziękuję.

       

       


       

      

              to może jeszcze Plażowa w odwrotnym, ładniejszym kierunku. dalej już tylko klif i morze

       

       

      

       

       

             ps. napisała do mnie Pani, której doskwiera zbyt mało prywatności na blogu. dobrze zna Poddąbie, a nie wie nawet gdzie mieszkam. no to proszę bardzo - moje okna:)

       

      

      

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (23) Pokaż komentarze do wpisu „z Warszawy lepiej widać?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      emma_b
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 listopada 2016 18:10
  • środa, 23 listopada 2016

Tagi

Kanał informacyjny