klif on-line

Wpis

czwartek, 14 listopada 2013

się stało

                   Nie wiem dlaczego od dawna byłam pewna, że ta przygoda mnie nie ominie i że to tylko kwestia czasu. No i stało się: podczas mycia muszli klozetowej telefon był uprzejmy opuścić moją kieszeń i z wesołym pluskiem wylądować w wodzie. Miłe to z jego strony, że zdążył tuż przed wlaniem detergentów. Przygoda wprawdzie dość przykra, ale też raczej banalna. Po wyłowieniu topielca wyjęłam z niego baterię i kartę SIM, po czym wytarłam co się dało ręcznikiem. Dalszy ciąg akcji ratunkowej postanowiłam przeprowadzić przy pomocy nieocenionego w kryzysowych sytuacjach internetu. Okazało się, że jest to zagadnienie szeroko w sieci znane, zdążyło dorobić się już całkiem pokaźnej literatury, a nawet filmów. Zarówno literatura jak i filmy nie zostały oczywiście stworzone przez profesjonalistów, ale są za to zaangażowane, szczerym sercem pisane i nagrywane.

                   Najpierw dowiedziałam się, że zalanie telefonu, to jedna z najgorszych przygód, jaka może nam się przydarzyć. Wychodzi na to, że młodzież wiedzie żywot niemal bezstresowy, skoro w rankingu nieszczęść tak wysoko plasuje się problem z telefonem. Ale może nie dotyczy to tylko młodzieży, może komórka jest nam wszystkim bardzo bliska i droga, tylko nie wszyscy się do tego przyznajemy? Koleżanka M. od dawna już była młodzież, tak spuentowała moją opowieść: rozpacz za starym telefonem, to jak płacz za kochankiem, który odszedł w siną dal...  W sieci też natknęłam się na sporo okolicznościowych lirycznych tekstów o naszych komóreczkach, które przegrały nierówną walkę z żywiołem. Ale przecież nie wszystkie przegrały! Postanowiłam nie poddawać się defetystycznym nastrojom i walczyć dalej. Kliknęłam w tym celu na jeden z filmików instruktażowych na YT zrealizowany przez młodą osobę płci żeńskiej o przepięknie wypielęgnowanych, być może właśnie na użytek tego filmu paznokciach. Dla większej wiarygodności, czy może raczej większego dramatyzmu, dziewczę zanurza na początku swój telefon w szklance z wodą. Szczerze mówiąc jest to raczej były telefon, model sprzed kilku a może i kilkunastu lat więc napięcie specjalnie nie wzrasta. Następnie pada arcyważny komunikat: mamy jak najszybciej odizolować nasz telefon od kontaktu z wodą i odłączyć od zasilania. Czyżby dziewczyna podejrzewała, że wdaliśmy się w oglądanie jej porad z telefonem ciągle jeszcze zanurzonym w wodzie? Przypomina się w tym momencie słynna fraza Stanisława Lema, który wyznał, że dopóki nie skorzystał z internetu nie miał pojęcia, że na świecie jest tylu idiotów. Z dalszej narracji dziewczyny wynika, że jest ona autorką całej serii poradników na YT. Miłe to bardzo, jak ludzie potrafią się poświęcić, aby pomóc pozostałym pojąć jak maja żyć.

             Z poradami w tej konkretnej sprawie, podobnie zresztą jak we wszystkich innych istnieje mnogość szkół, a w kwestiach najbardziej newralgicznych co najmniej dwie, czyli falenicka i otwocka. Zwolennicy szkoły falenickiej nakazują wysuszenie telefonu suszarką do włosów, otwockiej zaś wprost przeciwnie: pod żadnym pozorem nie używaj suszarki! Napływ gorącego powietrza może i usunie wodę z zewnętrznej powierzchni telefonu, ale może też jeszcze bardziej wtłoczyć ją do środka obudowy. Analogiczny dualizm dotyczy suszenia na kaloryferze lub innym źródle ciepła. Jest też frakcja nakazująca włożyć urządzenie do ryżu, który jak wiadomo posiada właściwości higroskopijne, a także jej przeciwnicy: tylko nie do ryżu, bo zapaskudzi ci całe wnętrze! Wszyscy doradcy są natomiast zgodni co do jednego: udzielają nam tych porad bez żadnej gwarancji. Jeśli chodzi o rezultat, to na dwoje babka wróżyła - akcja reanimacyjna albo się powiedzie, albo nie. Dlatego najbardziej pragmatyczni radzą zanieść telefon do serwisu, ale też nie jest to wyjście idealne, bo koszty naprawy mogą się okazać horrendalne i bardziej opłacalny okaże się zakup nowego telefonu.

               Jako osoba biegła w temacie postanowiłam włączyć się również do tego radosnego nurtu poradnictwa, gdyby komuś z Was się taka przygoda przytrafiła. Polecam mianowicie sporządzenie kataplazmu z pięciu różnych ziół zebranych po północy, przy pełni księżyca przez 5-letnie dziecko. Przykryty tym zestawem telefon pozostawić należy w miejscu ani zbyt zimnym ani ciepłym na ok.48 godzin. Podobnie jak inni sukcesu nie gwarantuję, ale jest spore prawdopodobieństwo, że wyschnie. Zdaję sobie sprawę, że przygotowanie kataplazmu może być skomplikowane, nie każdy ma przecież pod ręką las i dziecko. Proszę zatem spróbować niczym telefonu nie okładać, tylko dać mu zwyczajnie święty spokój na dwie doby. Myślę, że rezultaty będą porównywalne. Powodzenia!

 



 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
emma_b
Czas publikacji:
czwartek, 14 listopada 2013 21:48

Polecane wpisy

  • pożegnanie z bloxem

    ponieważ nie wszyscy czytają komentarze postanowiłam podać tę informację we wpisie. poza tym wypadałoby też podziękować i się pożegnać. platforma blogowa Blo

  • dobranoc

    dobranoc Żadnych obowiązków. Nie muszę być głęboki. Nie muszę być artystycznie wspaniały. Ani podniosły. Ani budujący. Wędruję sobie. Powiadam: "Goniłeś, No to

  • gazetka plażowa nr 11/2019

                                                 

Komentarze

Dodaj komentarz

  • damakier1 napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/14 22:58:56:

    Emmo, ja myślę, że z telefonem podobnie jest, jak z kotem - prać można, byle nie wykręcać.

  • czeslawka napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/15 08:01:03:

    Gdyby Benek był lepiej wychowany i nie warczał oraz bił łapą po kolanie, mialabym czas na zadanie większej ilości pytań oraz podzielenie sie własnymi doswiadczeniami. Ale Benek ma swoje prawa, więc zapytam tylko czy ziołowe okłady zreanimowały Twoją komórkę?

  • krewetka47 napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/15 11:18:34:

    W rzeczy samej historia dramatyczna, czytałam z wypiekami na twarzy. Sadystycznie pozbawiłaś nas jednak clou wydarzenia nie pisząc czy Twoja komórka przeżyła. Dołączam więc do pytania Czesławki.

  • emma_b napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/15 13:52:32:

    Polemizowałabym z Tobą, Damo:) Kot uprany (oczywiście bez wykręcania) nie ma powodu żeby nie przeżyć, a o telefonie nie można tego samego powiedzieć

  • emma_b napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/15 13:55:14:

    Czesławko,
    Benka wyślij na Hauward

    Czesławko i Krewetko,
    jak wiadomo możliwe są dwa zakończenia tej przygody. proszę sobie wybrać jedno z nich:)

  • pisia123 napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/15 15:35:51:

    Ja tam lubię historie z happy endem , więc liczę ,że zakończysz "........ i działał długo i sprawnie".

  • miastowa_z_musu napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/15 16:44:11:

    Ja też się dziwię, że jeszcze takiej atrakcji nie zaliczyłam, najwyraźniej ciągle przede mną.
    Musisz nam napisać czy reanimacja się powiodła, bo teraz to jest jak kryminał bez zakończenia!

  • czeslawka napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/15 17:31:42:

    1.nie wiem czy egzamin zda:) w miejscowej szkole nie dostał świadectwa ukończenia z powodu kulawki. Ot, paluszek i główka:)
    2. Czy przewidujesz prawa współautorskie w wypadku dopisania zakończenia? czy można liczyć honorarium lub przynajmniej wierszówę? czy oba zakończenia (+) i (-) tak samo płatne?
    Z poważaniem cz.

  • emma_b napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/15 20:23:44:

    Miastowa, takie właśnie zakończenie wybrałam, że można sobie wybrać:) W "Życiu Pi" też tak było

  • emma_b napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/15 20:30:33:

    Czesławko, na Hauuuu-ward nie ma egzaminów, jest za to wysokie czesne. tam się każdy pies nadaje:)
    co do współpracy blogowej, to jestem ogromnie zainteresowana. tyle że nie dopisaniem zakończenia, ale nowymi, integralnymi wpisami. musimy to koniecznie omówić!!!

  • czeslawka napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/16 10:42:27:

    tak, omówić, wlaśnie:)

  • emma_b napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/16 13:32:31:

    Cieszę się Czesławko, że nie zaprotestowałaś. Czyli będziesz prowadziła dwa blogi tak jak Twoja koleżanka. Główny Objazdowy i filię w Poddąbiu:)

  • damakier1 napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/16 19:21:01:

    Emmo, z powodami to jest tak, że jak się chce, to powód zawsze się znajdzie.

  • luna.brr napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/16 22:00:52:

    No nie, tak nie wolno nas zostawić w niepewności! To jest opowieść o dramatycznej przygodzie i ona musi mieć zakończenie!!! Czekam jak zalany telefon 48 godzin, a jak nie napiszesz to zastrajkujemy:)

  • emma_b napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/17 12:23:44:

    jeśli dobrze rozumiem, strajk polegałby na bojkotowaniu bloga. przykra to dosyć wizja. zauważcie proszę o ile prościej jest jak nic nie piszę, muszę się tego trzymać.

    telefon się zregenerował, zajęło mu to dokładnie dwie doby

  • luna.brr napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/18 20:59:25:

    Nie miałam szczerze mówiąc żadnego konkretnego pomysłu na strajk, ale cieszę się że napisałaś jak się przygoda zakończyła:)

Dodaj komentarz