klif on-line

Wpis

czwartek, 08 marca 2012

żołnierz dziewczynie nie skłamie

 

Żołnierz dziewczynie nie skłamie,
Chociaż nie wszystko jej powie.
Żołnierz zarzuci bron na ramię,
Wróci - to resztę dopowie.
 
wrzuciłam do wyszukiwarki, czyli jak mówi moja córka zguglałam ten dawny szlagwort, a tu na stronie wrzuta.pl taki kwiatek:
 
~Scorpio/ 2009-05-18 15:12:02
"Scorpio" napisał/napisała:
> No żołnierz wszystkiego nie powie - o tym jak strzelał w grudniu 1981r do robotników na pewno nie powie
Przepraszam w Grudniu 1970r a nie 1981r...
 
ładne:)
 
no i tak sobie pomyślałam: jak to ładnie ze strony towarzyszy, że w marcu '68 były armatki wodne, gaz łzawiący, pałki, tzw. aktyw robotniczy, a jakoś nikt nie wpadł na pomysł, żeby postrzelać.
do studentów, albo do tych na literę Ż jak to w rozmowach z Krzysztofem Kieślowskim Hanna Krall ujmowała. może to są z mojej strony trochę niesmaczne żarty, ale chyba tylko trochę. Czytałam niedawno "Kręgi obcości" prof. Michała Głowińskiego. i on tam napisał (chyba zresztą wcześniej w wywiadzie z Teresą Torańską też o tym mówił). W marcu Panu Profesorowi chodziło po głowie i podzielił sie tym nawet z Romanem Ziemmandem: czy jest taka możliwość, że w peerelu powstaną obozy dla Ż.
 
tyle o Marcu, przynajmniej na dzisiaj.
piosenka przyszła mi do głowy z powodów znacznie bardziej prozaicznych. podstawiłam sobie w miejsce żołnierza i dziewczyny, żonę i męża. osobiście jestem taką żoną, co to nie tylko nie wszystko powie. niekiedy po jakimś czasie dopowiadam resztę, a niekiedy zwyczajnie kłamię. o fakcie pisania tego blogu mąż nic nie wie.
gdyby wiedział, kazałby mi go zaraz skasować, a co najmniej bardzo uważać na to co piszę. może go kiedyś skasuję, albo zamknę i będę pisała tylko dla mojej córki, której zdarza się tu zaglądać, bo przed nią nie muszę tego ukrywać. córka to moja krew, niestety nie tylko krew, ale to już inny temat.
wczoraj wieczorem w rozmowie telefonicznej skłamałam mężowi, że byłam u lekarza i biorę antybiotyk. w nocy i rano czułam się całkiem nieciekawie. postanowiłam zebrać się jednak do lekarza, bo mogło być trudno ciągle mieć ten kaszel i chrypę mimo "brania" antybiotyku.
znów mi się udało. w ośrodku zdrowia w Bałamątku nie było kolejki, znów sobie chwilę pogadałam z inteligentnym, sympatycznym i przystojnym doktorem doktorem. dostałam antybiotyk i polecenie uda się do łóżka na 5 dni. szczęśliwie wystarczyło mi gotówki w punkcie aptecznym na antybiotyk, preparat osłonowy i syrop, nawet sobie jeszcze hojnie naproxen dorzuciłam. już niedługo uruchomią tam terminal do kart, bo nadciąga sezon, a wraz z nim na początek "zielone szkoły" to ja już wolę brak terminalu, te zielone szkoły do Poddąbia też się przecież niestety zwalą:(
wpadłam jeszcze do zaprzyjaźnionego sklepu "Żuczek". sama sobie kupiłam przygotowane starannie na dzień kobiet tulipany i parę innych artykułów. po powrocie do domu zastałam przysłane z warszawy filmy (wielkie dzięki!), gazetę w skrzynce przy domu no i niestety awizo na paczkę. cokolwiek by w niej nie było w moim opłakanym stanie nie miałabym energii do ścigania Pana Piotra, aby odebrać paczkę. fakt, że filmy, gazeta i awizo były w skrzynce przy domu, a nie tej wioskowej niebieskiej świadczy o tym, że dał mi szansę na odebranie, ale niestety minęliśmy się tym razem. to ja sobie dzisiaj robię święto i pooglądam flimy, zwłaszcza film irański "Rozstanie" chciałabym natychmiast zobaczyć.
 
Jeszcze raz szczerze gratuluję Bywalcowi wygrania konkursu. Historyjka z pieskami i panem Sewerynem Blumsteinem jest bardzo sympatyczna i zasługuje na opowiedzienie jej starannie i z podaniem kontekstu, a dzisiaj raczej nie dałabym rady.
 
ps. moich tutejszych znajomych, którzy czytają blog, a zwłaszcza Ulę i Gosię z Krzysiem bardzo proszę o nie obdarowywanie mnie wazonikami na kwiaty po obejrzeniu zdjęć. mam w warszawie tony wazoników, niektóre z nich zjadą tutaj wiosną. zbliżenie leków podaję, żeby lepiej mi się utrwaliło, co należy sobie zachomikować na następne zapalenie oskrzeli. to moja częsta przypadłość, umiem ją sobie zdiagnozować osobiście. na wsi trzeba mieć w domu leki i nie pętać się po ośrodkach zdrowia, o ile nie jest to bezwzględnie konieczne. w warszawie zresztą podobnie.
 
 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
emma_b
Czas publikacji:
czwartek, 08 marca 2012 14:44

Polecane wpisy

  • pożegnanie z bloxem

    ponieważ nie wszyscy czytają komentarze postanowiłam podać tę informację we wpisie. poza tym wypadałoby też podziękować i się pożegnać. platforma blogowa Blo

  • dobranoc

    dobranoc Żadnych obowiązków. Nie muszę być głęboki. Nie muszę być artystycznie wspaniały. Ani podniosły. Ani budujący. Wędruję sobie. Powiadam: "Goniłeś, No to

  • gazetka plażowa nr 11/2019

                                                 

Komentarze

Dodaj komentarz

  • miastowa_z_musu napisał(a) komentarz datowany na 2012/03/08 16:46:40:

    Zmyj w wolnej chwili naklejkę z tego słoika, będzie całkiem OK.
    A jaka to książka leży z tyłu, bo mam marny wzrok?

  • emma_b napisał(a) komentarz datowany na 2012/03/08 20:27:46:

    celna uwaga z tą naklejką. jestem za. no logo i te rzeczy. poza tym przezroczysty słoik to słoik i tyle, a nie słoik po kawie. dziękuję

    na oknie leżą "włoskie szpilki" Magdaleny Tulli. moim zdaniem książka wybitna
    pozdrawiam Cię Miastowa z już prawie zasypanego śniegiem Poddąbia. lubie Twoje zdystansowane, niekiedy bezcenne komentarze.

  • almetyna napisał(a) komentarz datowany na 2012/03/09 14:42:00:

    Dzień dobry, Chora.
    A Panapiotra nie możesz zaprosić z paczką na herbatkę?

  • czes.ia napisał(a) komentarz datowany na 2012/03/09 16:55:59:

    Zatem zdrowia zyczę. Doktorem doktorem też byłam- że taki . On jak żołnierz.Nie na blooga:)
    Skoro było po drodze:)trzeba bylo zboczyć;)
    O 68. wczoraj w dwójce opowiadał Michnik

  • emma_b napisał(a) komentarz datowany na 2012/03/09 20:17:24:

    Almetyno, zgubo Ty moja kochana!
    jakoś mi przepadłaś w wirze życia, cieszę się, że Cię tu widzę. sama już nie wiem kto komu nie odpisał ostatnio na maila. sprawdzę jak wyzdrowieję.
    poruszasz ważkie i ciekawe tematy: a to dzieje empatii - chętnie bym coś na ten temat przeczytała, a to kwestię listonosza mojego Pana Piotra. Panpiotr nawet mi się podoba, ale może jemu by się nie podobało, jeśli kiedyś mu ten blog w ręce wpadnie? Piotruś Pan też mu może nie pasować. paczka była z książkami, postanowiłam więc dzisiaj po nią pojechać. po drodze spotkałam Pana Piotra jadącego w przeciwnym kierunku. zatrzymaliśmy się nie tarasując ruchu z powodu całkowitego braku tegoż. można tu sobie spokojnie stanąć na asfalcie bez zjeżdżania na pobocze. prawdopodobieństwo, że ktoś nadjedzie jest niewielkie. dał mi gazete i list polecony, ale paczka już została w Objeździe. to jest ciekawy temat, dlaczego jak na coś dostaje się awizo, to już drugi raz listonosz tego doręczyć nie może. a przecież był taki film a nawet dzieło literackie "listonosz dzwoni zawsze dwa razy".
    z doręczeniem powinno być do trzech razy sztuka, n'est-ce pas? odebrałam książki i pojechałam do Ustki szczepić Cliff przeciw wściekliźnie. trochę za długo tam zabalowałam jak na osobę chorą. a pod wieczór przyjechała do swojego domku w Poddąbiu Ula ze Słupska. wpadłam do niej na herbatę i tak mi się cały dzień z dala od łóżka rozlazł.

  • emma_b napisał(a) komentarz datowany na 2012/03/09 20:30:00:

    Czesiu, ja beztelewizyjna. pewnie, że bym go chętnie zobaczyła jakbym miała to pudło. w dawnych czasach wszystkie szanujące się młode panie z warszawki podkochwały się w Adasiu M.
    teraz moge go sobie jakoś wyobrazić w telewizorze. szkoda, że go nie pokazywali kiedyś.
    na przykład mogła być bezpośrednia transmisja z usuwania Michnika siłą z aresztu na Rakowieckiej. była amnestia, wszyscy szczęśliwi do domu jak na skrzydłach wychodzili, tylko jego jedynego trzeba było stamtąd siłą wyprowadzić, chyba nawet wynieść.

    co do doktora pełna zgoda. to zdyscyplinowany dżentelmen, który po żadnych blogach czy forach się nie włóczy. dokładnie go na tę okoliczność przepytałam:)

    a jak ja mam do Ciebie zbaczać taka nie zaproszona? a może niezaproszona? te imiesłowy z nie to zgroza, proszę Pani Polonistki. zaproponowałaś spotkanie w karczmie u Julki i tego się trzymam.

  • miastowa_z_musu napisał(a) komentarz datowany na 2012/03/11 08:12:46:

    Nie przesadzaj, zwłaszczą z tą bezcennością. Wiesz najlepiej, że Haneczka mnie wmanewrowała w to zajęcie, ale nawet nie żałuję. Nie zrozumiałam o co chodziło z czajnikiem w pracy. Herbatę parzyłaś?

  • emma_b napisał(a) komentarz datowany na 2012/03/11 18:12:23:

    Miastowa,
    wyjaśniam kwestię czajnika. była kiedyś taka firma zwana radiokomitetem, czego zapewne nie pamiętasz. pracowałam tam w redakcji analiz programów zagranicznych. mieliśmy tzw.ruchomy czas pracy, dzięki czemu 5 osób nie musiało nieustannie przebywać razem. siedziałam kiedyś sama. wtargnął osobnik z nowym czajnikiem w pudle. zostawił go zmuszając mnie do piosemnego wzięcia na siebie całkowitej odpowiedzialności za czajnik. dopiero przed ostatnią przeprowadzką wywaliłam kopię tego niebanalnego zobowiązania.

Dodaj komentarz